Marcin Piniak

PIRACKI SYGNAŁ NA OCEANIE ABSURDU

10 wpisów:

AUTOHIPNOZA

MARCIN PINIAK

DSC_5816

Kiedy już w odpowiedni sposób połączysz styki – wszystko zaczyna działać na autopilocie. Autodestrukcyjny autopilot – w rzeczy samej. Tak jak bohater drugiego sezonu „Mr Robot” usilnie próbuje przetrwać w „analogowej rzeczywistości” wlekąc za sobą głos z offu własnej jaźni i ratować się doskonałą pętlą obezwładniająco przyziemnej rutyny jako swoistego antidotum dla wirtualnej symulacji typowo wyobrażeniowej amerykańskiej rebelii bazującej na ogranych do bólu schematach hakerów w kapturach, nękających korporacyjny monolit. Droga od fikcji do rzeczywistości, staję się coraz krótsza, bowiem to fikcja ją w konsekwencji modeluje, podobnie jak coraz częściej teorie spiskowe pasują do irracjonalnych wynaturzeń tzw. rzeczywistości, która niepostrzeżenie przyzwyczaja nas do coraz dalej posuniętego ludzkiego szaleństwa.

Proces radykalnego przeprogramowania w jaki mimowolnie został wprzęgnięty ludzki umysł w ciągu ostatnich kilku dekad nie ma absolutnie żadnego precedensu. Oczywistym staje się, że kolejnym celem po ujarzmieniu i podporządkowaniu sobie świata natury – przychodzi kolej na ludzkie ciało, a co najważniejsze ludzki umysł i wreszcie finał zabawy w postaci – Układu Scalonego – jedynego w swoim rodzaju Meta – Eksperymentu – gdzie Bóg – Człowiek przechodzi proces Ubóstwienia do roli o jakiej marzył od samego Poczęcia – Zostać Panem Meta – Pastwiska. Stałoby się to spektakularnym zwieńczeniem ewolucji – Mózgogłowia.

Naturalnym środowiskiem do tego celu staje się cybernetyczno – technologiczne megamiasta – maszyny z podziałami na kastowy system zasiedleń i cały system administracyjno – urzędniczy punktowany za służalczość wobec korporacyjnego Monstrum. Rozwój megamiast to obezwładniające świadectwo zarówno hekatomby wzrostu ludzkiej populacji jak i jednoczesnego automatyzowania i warunkowania ludzkiego umysłu, oraz coraz bardziej widoczne i odczuwalne produkowanie – Odpadku – pozbawionej znaczenia i roli ludzkiej masy. Automatyzacja naszego życia i naszej pracy generuje bezwzględny bilans – Odpadku, podobnie jak przepełnienie tych wciąż obecnych zawodów i specjalizacji operujących w częstotliwościach Symulacji. Już nic nie ma realnego pokrycia w tzw. dobrach. Nazywam to Parytetem Abstrakcji. Slums jako strefa koncentracji Odrzutu Sumienia. Czym bliżej Centrum tym grubsze szkło, wyższe mury, bardziej pancerne drzwi. Imigranci cywilizacyjni pozostawieni na Oceanie Informacji i Spekulacji z archaicznymi zawodami opartymi na fizyczności i prostodusznym pojmowaniu świata biją pięściami w Mury Nowego Jerycha. W geście litości dostaną mieszankę paracetamolu i prozacu, by pójście w głębiny bolało mniej.

DSC_5850

Otumaniona i obłąkana populacja cybernetycznego Zachodu odpali płyty z programem Autohipnozy. Twoje powieki stają się ciężkie. Zaczynasz widzieć i kultywować własne odbicie traktując je zarazem jako jedyny komunikat dla podrasowanego w edytorach świata. Tu widzisz – nie widzisz. Tu słyszysz – nie słyszysz. Walutą będą fejsbukowe lajki i mordki pokemonów przelewane na konto. Zamiast pogody w wiadomościach będzie zupełnie darmowy seans Hipnozy.

Pokrętła kontrastów przesuniemy tak by przestały być widoczne. Odetniemy ten wstydliwy cywilizacyjny ogon nadając ludobójstwu kontekst naukowy i lekkostrawną formę dialogów, odczytów i sympozjów. Ktoś przecież musiał zapłacić cenę, by promocja mogła trwać. Tych, którzy się przebili przez zasieki i mury – wytropimy i zabijemy niczym wściekle psy – wykarmione jakby nie było naszym cywilizowanym okrucieństwem i geopolitycznym zasiewem dobrobytu. Jeszcze bywamy wstrząśnięci. Po atakach, przed i w trakcie. Niepokój. Taki stan przed kolacją po faktach. To nie jest to samo. Masz co bronić, gdzie żyć i co robić. To nie jest to samo. To idzie tak: Być nikim, nigdzie, dla nikogo.

Nie jesteś Bogiem.
Wyobraź to sobie.
Sobie.

# 1 PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ

Łódź się budziła.
Pierwszy wrzaskliwy świst fabryczny rozdarł ciszę wczesnego poranku, a za nim we wszystkich stronach miasta zaczęty się zrywać coraz zgiełkliwiej inne i darły się chrapliwymi, niesfornymi głosami, niby chór potwornych kogutów piejących metalowymi gardzielami hasło do pracy.

Władysław St. Reymont „Ziemia obiecana”

Pirat jechał przez miasto swoją rozklekotaną czarną furgonetką. Spadł śnieg i od czasu do czasu wóz wpadał w lekki poślizg. Ulice były prawie puste, od kiedy ogłoszono restrykcyjny lockdown. Mechaniczni bogowie urodzili kolejną zarazę i rozniecili spazmy lęku. Na scenie głównej rozgrywał się kolejny dramat – profesjonalne wyreżyserowany spektakl dla przerażonych mas – medialny teatrzyk kukiełkowy. Preludium do szokujących zmian dekoracji i nowego rozdania. Gambit Psychopatycznej Królowej. Szach Mat. Nie wiem jak wy, ale Pirat miał w sobie spokój i opanowanie, był świadomy nieuniknionych zmian, które tak czy inaczej muszą nadejść. Ten świat potrzebował oczyszczenia, zrzucał przegniłą skórę i odradzał się na nowo jak tysiące razy przedtem. Błona hipnotycznego snu stawała się coraz cieńsza, świadomość synów i córek człowieczych wzrastała z każdym dziwnym dniem. Wnętrze pojazdu pachniało szałwią, kopalem i tytoniem. Obok siedział Prepers i palił tytoniowego skręta. Był łysy i miał gęstą posiwiałą brodę – wyglądał jak cyberpunkowy czarodziej w ubogiej wersji gry dla zblazowanych hipsterów, których po prostu wydymano na hajs i wciśnięto badziew udający arcydzieło żeby mogli zamulać przy padach i udawać, że nic się kurwa nie stało. A stało się. Stało.

Prepers był gniewnym anarchistą – prymitywistą, jego mocną aurę zahartowały skłoty, nielegalne broszury propagandowe o dość radykalnych ideach i poglądach, najbardziej ekstremalne odmiany kontrkulturowej muzy jaka jesteście w stanie sobie wyobrazić. Miał w sobie ogrom buzujących emocji. Był wulkanem, mało statyczną cyferką w statystykach Królestwa Kotleta i Parówy, dzieckiem Bogini Kali, wybroczyną z furii Sachmet – kapłanki gniewnego słońca, niepodległym żadnej kontroli pociskiem odwiecznej rewolucji – insurekcji, która zawsze stanowiła prolog do przekroczenia progu, jutrzenką zwiastującą nadchodzące zmiany. Świat był dla niego Spiskiem tak wielkim i tak wielowymiarowym, że przekraczał wszystkie te internetowe dywagacje i objawienia proroków – youtuberów, influenserów zakażających resztki zdrowego rozsądku wirusem irracjonalnego patogenu. Medialnej kurwicy natręctw na którą nie ma żadnej szczepionki – masowej choroby XXI wieku. Interaktywna Symulacja Defragmentacji Jaźni i Woli. Ostateczny Plan Zlikwidowania Poczucia Sensu. Rozpiździel. Spisek Kolektywnej Ignorancji. Tutaj mimowolnie wchodzimy w bardzo kontrowersyjny temat z punktu widzenia tak zwanego „zdrowego rozsądku”, a mianowicie zjawisko mądrości pozaracjonalnej, intuicyjnego wglądu – temu wszystkiemu co umyka kwadraturze logiki jest kompletnie poza jej rejestrami. Z powodu tego, że w wyniku tak zwanego „postępu” – cywilizacyjnego barbarzyńskiego walca jedynie słusznej betonowej drogi prowadzącej prosto w przepaść, większość gatunkowych hybryd ludzi – maszyn kompletnie straciło tą naturalną jakość naszego umysłu i stało się pozbawionymi wyobraźni i polotu korporacyjnymi zombie, których całe „życie” wyprasowane jest w Matrycę Symulacji – Stymulacji. Są Produktem Warunków. Nastało nowe średniowiecze – kolejny mroczny rozdział w Księdze Objawienia.

-Ty Pirat – zabrzmiał tubalne Prepers, wypuszczając ze swego zwierzęcego wnętrza wielką ciemną chmurę niczym indiański wódz jakiś siedzący byk czy nawet bizon – weź no mi powiedź co ty sądzisz o tym wszystkim?

Ciemno zielone oczy Prepersa patrzyły uważnie z zakapturzonej głowy na profil Pirata, który był prawilnie skoncentrowany na kierowaniu mechanicznym pojazdem. Kultowym w niektórych środowiskach „Transporterem”, który zmierzał w stronę Placu Wolności do ich miejscówki. To tutaj miała powstać „Złota Świnia” – awangardowa restauracja.

-Ja pierdolę! – stanowczo odpowiedział Pan Pirat – jak możesz mi zadawać o ósmej kurwa mać rano takie absurdalne wysoko pojemnościowe pytanie Drogi Erwinie?

Prepers tak naprawdę nazywał się Erwin Mot i był jak wiadomo Bogiem Podziemnego Świata. Natomiast Pirat tak naprawdę nazywał się Max Baal i był Bogiem Życia i Płodności. Byli jak Światło i Mrok, jak Wojna i Pokój. Byli kucharzami – magami spadkobiercami pradawnej hermetycznej tradycji, byli hakerami umysłów. Strażnikami Progu. Wyobraźnia nie ma ograniczeń – hermetyczna prawda numer jeden! Twórczość – jest esencją magii – prawda numer dwa! Hermetyczny Zakon Złotego Wrzasku – Pieśń Wyzwolenia z Programu. To jest ta opowieść. Praprzyczyna.

Pirat wiadomo, był z Łodzi. To takie postapokaliptyczne surrealistyczne miasto zadokowane w sercu Rzeczypospolitej, dziwna przystań czasem brutalna i brudna innym razem schludna i nowoczesna jednak zawsze wymykającą się jakiejkolwiek definicji, to miasto ukształtowało jego zmysły i wrażliwość. Był stąd – to było jego miejsce. Trudna i skomplikowana relacja. Żył w bebechach tego miasta, oddychał nim, czasem je kochał, czasem nienawidził, ale to właśnie to miejsce uczyniło go tym kim jest. Zahartowało. Pozbawiło złudzeń co do kondycji świata w jakim żył, otworzyło żyły i serce. To nie jest miasto meneli, to miasto czarowników i czarownic – takie są fakty. Wraz ze swoją ekipą postanowili ustanowić swoje Prawo i Sprawiedliwość. Czystą Anarchię i Magię. Wyczarować Tymczasowe Strefy Autonomiczne. Żyć i tworzyć podług własnej Woli. Jak to mówią: skuteczność jest miarą prawdy, a prawda jest w sercu. A serce jest w kosmosie, a kosmos jest znów w sercu. Nie inaczej!

– Widzisz Prepers sprawy mają się tak, że w zasadzie nie wiadomo, dla ciebie jako rzecznika wszelkiej teorii spisku, można powiedzieć nawet mecenasa tej nowej dziedziny globalnego mindfuck’u rzeczy wydają się oczywiste ponieważ godzinami nurkowałeś w tym internetowym szambie składając do zgrabnej ulepionej kupy te tak zwane „fakty” o, warto wspomnieć, dość wątpliwej reputacji i wypłynąłeś z tym jak mocno wykoślawiony mesjasz na egipską pustynię by niczym krzew gorejący strzelać płomiennymi tyradami owych rewelacji w absurdalnym celu tak zwanego przebudzenia ludzkości. Jednak „ludzkość” chce tak naprawdę obracać się raz z lewego boku, na prawy – używając tej politycznej metafory – i chce po prostu śnić. Majaczyć. Ciąć komara z przerwami na wyprzedaże i fikuśne kolacyjki oraz co na pewno wycieczki do słonecznych kurortów, chce jak to się mówi: „korzystać z życia”. Dostawać benefity, podwyżki i świadczenia zdrowotne. Chce być zdrowa, długowieczna i doceniana różnej maści niespodziankami, chce być bez końca rozrywana przez atrakcyjne propozycje technologiczne, a w finale być zbawiona przez Jezusa albo nawet samego Boga Wszechmogącego i iść do nieba – miejsca światła i radości. Ale…

Pirat powiedział to z lekkim szyderczym uśmieszkiem i podziwiał senną rzeczywistość pandemiczną ulicy Wschodniej, która niegdyś była „rewirem żydowskim” i mijał właśnie miejsce Mocy, gdzie kiedyś jeszcze w innym wcieleniu stała skromna drewniana synagoga, a zaraz po niej powstała murowana, jednak ostatecznie wszystko zostało zrównane z ziemią zaraz na początku drugiej wojny przez tych co odwrócili swastykę w drugą stronę (która notabene jest symbolem słońca), co musiało spowodować, że rzesza nie ujrzała swojej chwały pomimo milionów wysportowanych młodzieńców o poglądach nadludzkich. Teraz trochę jakby mamy renesans faszyzującego populizmu czuć ten swąd tu i tam – gloryfikujemy swoje i gnoimy resztę. Pirat lubił otwartą atmosferę wielokulturowego portu, świat przenikających się energii z całego świata, tygiel różnorodnych kultur i tradycji, lubił otwarte głowy i serca. Duszne monokultury przekonane o swojej wyższości i statusie narodu wybranego – homogenizowany zapleśniały serek nie był mu w smak. Z drugiej jednak strony to fusion – confusion globalnej wioski bez dobrej woli i świadomości stawało się coraz bardziej palącym problemem. W wyniku alienacji i zatomizowana ludzka patologiczna familia była skłócona, żyliśmy w umysłowych gettach odgradzających się od wszystkiego tego, czego nasz umysł nie był w stanie zintegrować, oswoić i zaakceptować. Radykalne zróżnicowanie wymaga ogromnej otwartości i zrozumienia dla odmienności. Wymaga szacunku do inności, a na to potrzeba czasu. Szachermark – globalny stragan, handlowanie jedynie słusznymi poglądami z mównic i ekranów. Rycie bani. Proces Kafki. Transmitowany na żywo Absurd. Tam w Parku Staromiejskim stoi „Pomnik Dekalogu”. Tak zostały nam tylko pomniki wodzów i świętych patrzących na nas nieobecnym wzrokiem i szczytne puste hasła. „Niedokończona symfonia” Schuberta grana przez algorytm sztucznej inteligencji. Politowania godne zagubienie.

-I ja to rozumiem Erwinie, rozumiem to. Masz przynajmniej w swoim umyśle jakąś prowizoryczną mapę, która pozwala tobie znaleźć punkt odniesienia, znaleźć zajęcie na pełen mózgowy etat w tej egzystencjalnej fabryce bezsensu, absurdalnym przedsiębiorstwie umownych krótkotrwałych rewelacji na temat otaczającej nas rzeczywistości. A ja ci mówię, że wszystko to to tylko sen, że jesteśmy bohaterami wymyślonej historii, wytworem wyobraźni jakiegoś mutanta, grafomana, który żyje w innym wymiarze i tworzy nas teraz w tym samochodzie na ulicy, a on sam jest wymyślony jeszcze przez kogoś innego – jakiś kwantowy super – komputer czy coś. Bo jak to mówią kwizycy fantowi, każdy twój akt percepcji odkrywa inny alternatywny wariant z nieskończonej palety możliwości. Na początku było Słowo. Jesteśmy skupiskiem cyfr, chwilowym wzorem na matrycy wszechświata – umysłu. Produktem wyobraźni.

Prepers nie kupił tej gadki Pirata. Nawet jak była tania i w promocji. Widać to było od razu w wyrazie (sic!) jego twarzy jak się krzywi z obrzydzeniem, jak łypie z politowaniem, ze współczuciem prawie, bo Pirat był najzwyczajniej w świecie pierdolnięty, miał jakiś punkowy defekt mózgu – nowotwór postmodernistycznego dekonstruktywizmu, który uczynił z tego świata rozwodniony mętny roztwór, rozpuszczalnik prawdy, konkretu, a z ludzi uczynił niewolników wiecznego relatywizmu zamykając ich w szczurzym kołowrotku. Gnił moralnie. Prepers rzekł:

-Chuja prawda! Jesteśmy prawdziwi i ten świat jest prawdziwy! Prawdziwy! Prawdziwy! Prawdziwy! Pirat jesteś ofiarą Klątwy Czarnych Magów wstrzyknęli ci wirusa umysłowego, mątwę, która czyni ciebie wrogiem siebie samego i to jest ostateczny plan spisku! Uczynić nas oprawcami samych siebie, ustawić lustro i zahipnotyzować w kombinacji narcyzmu z samo nienawiścią. Unieruchomić w punkcie zero, ani dobrze ani źle. Taka spierdolona droga środka, w zasadzie wydrążona w ziemi dziura do kręcenia się w koło. Liczy się wola i realizacja! Liczy się działanie! Działanie! To się liczy. Liczy się! Ludzkość musi się obudzić z tego snu, ujrzeć swoją realną kondycję, że stała się biernym pozbawionym mocy robactwem – narzędziem. Tool’em w rękach Złych Demiurgów. Jesteśmy szczurami w Laboratorium. Katastrofą świadomości, kosmicznym karambolem na obrzeżach galaktyki. Samospełniającą się przepowiednią. Przestrogą dla całego istnienia. Zaprzepaszczeniem szansy na prawdziwy rozwój! Na przekroczenie kondycji biologicznej maszyny, uwarunkowanego programu o strukturze pętli. Jebać tych sztucznych bogów – psychopatów. Jebać!

– Praw dziwy! Przelicz się! Zaszereguj i określ – ustosunkuj podmiot do orzeczenia! Je bać się! Zastanawiałeś się kiedyś Prep nad słowem „depresja” lub „de – presja”. Wiesz czego ona jest tak naprawdę wynikiem? Jest pomnożeniem presji przez nadzieję, oczekiwania przez mizerny rezultat, jest energetyczną zapaścią serca, które nie rozumie sytuacji, a mimo to chce stworzyć zmianę i zaczyna działać w gorączce, w desperacji, szamotać się. Tym się skończy twoje jebać! Jak ich już wszystkich wyjebiesz to na końcu zorientujesz się, że nie masz już kogo jebać, a nie za bardzo wiesz czym jesteś bez tego jebania, bo jebanie stało się całym twoim pojebanym światem. To jest mój drogi stan świadomości w tym momencie. Ludzie nie rozumieją samych sobie, swojego stanu, kondycji i to wyprojektowują na zewnątrz, ponieważ musisz wiedzieć mój drogi, że człowiek ma moc kreacji i uległ, że tak powiem anty – koncepcji tej Mocy jest jakby w stanie permanentnego poronienia, jest zapłodniony i jednocześnie bezpłodny. Rodzi potwory umysłowe i zaludnia nimi świat. Jego rozpierdolenie emocjonalne, mentalne i fizyczne tworzy granice jego doświadczenia. Stał się sędzią w nieswojej sprawie. Niemoralnym moralistą prawiącym kazania. Wiesz gdzie się zaczyna prawdziwa rewolucja? W ewolucji! Trzeba nam odjebać ten świat na nowo – uczynić z niego miejsce spokoju i samopoznania – odkryć co nas tworzy, czemu ulegamy, ponieważ koniec końców mój przyjacielu, dopóki nie odkryjesz siebie nie zrobisz nic sensownego. Nic! Będziesz jedynie projektorem, a masz być manifestorem. Magiem. Twórcą. Dotrzeć do prawdziwego Źródła do Mocy! Wtedy będziemy mówić o Prawie i Sprawiedliwości.

Pirat patrzył na mijającego go czerwono – białego sedana z wielkim napisem „Jebać PiS” Jebać Peace. Zróbmy wojnę totalną wszyscy przeciwko wszystkim. Zobaczymy kto wygra. Zróbmy ją lokalnie i rozniećmy globalnie, zaszczuci będziemy się zagryzać. Ojcowie z matkami, rodzice z dziećmi. Kobiety z mężczyznami, biali z kolorowymi, Arabowie z Żydami, hetero z homo, robotnicy z szefami, sprzedawcy z klientami, maszyny z ludźmi, ludzie ze zwierzętami, zwolennicy spiskowi z rzecznikami mainstreamu, zaszczepieni z odszczepionymi, medycyna naturalna z medycyną konwencjonalną, prawica z lewicą trzaskające się po mordzie w tańcu wzajemnego zrzucania odpowiedzialności. Tak rzućmy się sobie do gardeł każdego Bożego dnia wciągamy nowy podmiot na listę wypierdalać i wypierdalajmy wszystko po kolei. Jebać naturę, jebać kulturę, jebać aparaturę. Jebać system. Czy naprawdę tego chcemy? Jebać ma swoje konsekwencje. Jest nimi kolejne cierpienie. Ból. Proporcja tworzenia do niszczenia jest obrazem nas samych.

To jest naprawdę prosty wybór w każdej pojedynczej chwili.
Czym jest twoje prawo i czym jest twoja sprawiedliwość?

Czym jest świat, który tworzysz?


DWIE DROGI

Urodziliśmy się w Klatce. W zaprogramowanej „rzeczywistości” pozornego szczęścia, które w istocie jest upudrowanym cierpieniem, bowiem koniec końców pomimo całej cywilizacyjnej aparatury nie jesteśmy w stanie przekroczyć ludzkiej kondycji. Wyrok zapadł, a my żyjemy ze świadomością jego odroczenia w najlepszym wypadku trwającego kilkadziesiąt lat. Pogodzenie się z naturą egzystencji, jest odpuszczeniem i mam poczucie, że nasza cywilizacyjno – kulturowa niezdolność do uznania praw natury prowadzi nas w otchłań niepotrzebnego cierpienia. Droga ludzkiej mądrości, która możemy tutaj nazwać duchową jest raczej akceptacją nie zmaganiem, współczuciem nie walką. To współczucie wynika ze zrozumienia, że wszystko przejawia swoją prawdę wtedy, gdy przestaje udawać coś innego, kiedy staje się swoją własną naturą. Tym czym jest w najgłębszym sensie.

Droga ludzkiej ignorancji prowadzi w odwrotnym kierunku i jest kolektywna, reaktywna i nie ma na niej spokoju i akceptacji. Jest ciągłą walką, zmaganiem i wysiłkiem – paliwem tego wszystkiego jest Abstrakcja generowana przez Mózgogłowie czyli urojony twór, który replikuje się z chwili na chwilę i bez ustanku musi szukać potwierdzenia na zewnątrz w nie mającym końca działaniu. To neurotyczne nieskończone działanie jest formą ucieczki przed konfrontacją z umownością wszelkich znaczeń i faktu, że wszystko co „tworzymy” jest formą unikania świadomości, która ma odwagę postrzegać prawdę. Prawdziwa świadomość jest pozbawiona strachu, bowiem ma zdolność rozumienia zjawisk i procesów poza intelektualnymi spekulacjami. Poza myślą – słowem. Bezpośrednio. Sztuczna zaprogramowana świadomość, która tworzy sztuczny zaprogramowany świat oparty na skrajnie egotycznych parametrach staje się coraz bardziej przytłoczona nadmiarem tych wszystkich oszustw, które musi podtrzymywać i gier w które musi grać. Nasza skolektywizowana cywilizacyjna maszyneria zaczyna się psuć i rozpada się na naszych oczach jednak my odurzeni cyfrową hipnozą udajemy, że wciąż możemy się bawić tak jak dawniej. I próbujemy to robić jednak ta zabawa staje się coraz bardziej pokraczna, coraz mniej zabawna. Staje się smutna.

Kiedy przestajemy mieć nadzieję na zewnętrzne wsparcie, kiedy
przestajemy mieć nadzieję, że okropna sytuacja, w jakiej tkwimy
rozwiąże się jakoś sama, nie pogorszy się, wówczas nareszcie
jesteśmy wolni – prawdziwie wolni – aby uczciwie rozpocząć pracę
nad rozwiązaniem. Powiedziałbym, że kiedy umiera nadzieja,
zaczyna się działanie.

Derrick Jansen

Wypieranie, łagodzenie, modyfikowanie, ignorowanie, podważanie – to „nie” jest strategią Mózgogłowia jego tragiczną taktyką. Nie widzieć, nie słyszeć, nie czuć, nie dotykać, nie myśleć o tym wszystkim to Uciekać. Ta ucieczka nie ma szans powodzenia, ponieważ tak naprawdę nie ma miejsca do którego możemy uciec, gdzie możemy się schronić, bo ten świat i to ciało jest tym światem i tym ciałem w którym żyjemy. To jest nasza nauka. To nauką jest akceptacja konsekwencji własnych działań, akceptacja własnego życia w jego prawdziwej postaci pozbawionej tych wszystkich sztucznych tożsamości i projekcji.

Świadomość swojej niewiedzy, neurotycznych skłonności, „negatywnych” potencjałów, świadomość ograniczeń istoty ludzkiej, umysłu, percepcji, świadomość kondycji ludzkiej i uwarunkowań w jakich jest zmuszona funkcjonować to fundamentalny warunek uzdrowienia, czyli przywrócenia naturalnego stanu, który nie chce już być „wiecznie szczęśliwy” i „zadowolony”, bo rozumie, że to jest niemożliwe i właśnie to generuje najwięcej nieszczęścia i frustracji. Obietnica cywilizacyjnego szczęścia w formie posiadania jest oszustwem i to oszustwo niszczy prawdziwe Życie, które jest warte więcej niż cokolwiek jesteśmy w stanie stworzyć. Nie możemy tego kupić za te wszystkie sztuczne wytwory cywilizacji śmierci. Życie jest bezcenne, a stało się towarem na sprzedaż na absurdalnym targowisku próżności i arogancji. Bycie krytycznym w stosunku do tej destrukcyjnej kolektywnej drogi ludzkości jest znakiem tego, że wciąż jesteśmy prawdziwymi ludźmi nie wytworami Trupizmu – religii tej cywilizacji. Nie być wyznawcą tej religii to zaufać swojej prawdziwej naturze, która jest mądrością i współczuciem i tak naprawdę jest spokojem, który wynika z akceptacji tego co jest. Jest życiem poza nadzieją i neurotycznym lękiem.

Kiedy porzucasz nadzieję, przytrafia ci się coś lepszego niż świadomość, że to cię nie zabiło – w jakimś sensie zostajesz zabity. Umierasz. A stan takiej śmierci ma w sobie coś wspaniałego – ci, który sprawują władzę, nie mogą cię już dotknąć. Ani poprzez obietnice, ani poprzez groźby, ani poprzez samą przemoc. Kiedy jesteś martwy w taki sposób, możesz wciąż śpiewać, możesz wciąż tańczyć, możesz wciąż uprawiać miłość, możesz wciąż walczyć jak diabli – możesz nadal żyć, ponieważ czujesz, że żyjesz, bardziej niż kiedykolwiek. Dociera do ciebie, że kiedy umarła nadzieja, dawny „ty”, który umarłeś wraz z nią, nie był tobą, ale „tobą” uzależnionym od tych, którzy cię eksploatują; „tobą” wierzącym, że ci, którzy cię wykorzystują, zaprzestaną tego sami; „tobą”, który wierzył w mitologie propagowane przez wyzyskiwaczy w celu ułatwienia tego wyzysku. Skonstruowany społecznie „ty” umarłeś. Cywilizowany „ty” umarłeś. Wyprodukowany, zmyślony, ostemplowany, ulepiony „ty” umarłeś. Ofiara umarła.

Derrick Jansen

Urodziliśmy się w zaburzonym dysfunkcjonalnym świecie, który jest pełen cierpienia z którym próbujemy sobie poradzić i je przezwyciężyć. Tym można byłoby określić rozwój cywilizacji w jej pierwotnym znaczeniu, nauką przetrwania w brutalnym i surowym środowisku. Teraz mamy do czynienia z środowiskiem chaotycznym, mutującym ponieważ cywilizacja w jakiej żyjemy stała się neurotyczna i pozbawiona spokoju, jest ciągłym ruchem, szamotaniem się, poszukiwaniem sensu w narastającym bezsensie. Żyjemy w nadmiarze wszystkiego, w ciągłym wytwarzaniu pozornej nowości, projekcji skierowanej w wymyśloną przyszłość urojonej nadziei. Tracimy chwilę obecną jedyne co tak naprawdę mamy. Tracimy kontakt z czymś fundamentalnym i pierwotnym ponieważ to umysł i jego wytwory zdominował nasze życie, nasz los.

BOGATY ŻEBRAK

Kiedyś jeszcze na studiach do szkolnej gazetki napisałem tekst pod tytułem: „Nikt nie pyta zwycięzców dlaczego przegrali”. Jak mogłem się spodziewać tytuł ten został przez redaktora naczelnego zmieniony na: ”Nikt nie pyta zwycięzców”. To były czasy kiedy powstawała nieskończona ilość prywatnych uczelni wyższych, których progi były niskie stworzone jedynie dla pieniędzy. To były „fabryki” dojące obecny „wykształcony” prekariat, który teraz w większości pracuje na umowy śmieciowe, albo ma jakąś posadę przy taśmie w tej Fabryce Bezsensu. Kiedy człowiek się budzi z tego „amerykańskiego snu” z tej hipnozy – obietnicy, że świat leży u twych stóp i możesz wszystko, kiedy tylko przejdziesz to współczesne powszechne pranie mózgu i cały złożony proces dostosowywania się do tej ubranej odświętnie patologii, która udaje tak zwane normalne nowoczesne życie, wówczas odkryjesz pewnego rodzaju dojmującą samotność, w pewnym sensie stajesz się kimś Obcym, Innym dla tego Zaprogramowanego Mechanicznego Świata odroczonego w czasie Samounicestwienia.

Zawsze szukałem ludzi, którzy mieli na tyle odwagi by żyć i myśleć inaczej nie ulegając tej Hipnozie, którzy wybierali Trudną Drogę. Jest to droga ducha, droga świadomości, droga na swój sposób heroiczna wymagająca niebywałej odwagi, bowiem brak jest na niej jakiejkolwiek pewności kierunku i celu. Jest jedynie Przeczucie. Pielęgnowanie tej kruchej intuicji, że jednak istnieje prawdziwy wewnętrzny cel, do którego warto dążyć i tym celem jest Prawdziwa Wolność. Stan Prawdy. Przekroczenie cierpienia – podstawowej kondycji tego świata. Wyzwolenie z Iluzji. Zaufanie swojej Pierwotnej Naturze. Nie widzę innego sensu w tym powszechnym bezsensie, nie widzę innego celu w tej bezcelowej grze skalkulowanej na wieczną okrutną rywalizację, w której byś mógł wygrać ktoś musi przegrać.https://www.youtube.com/embed/i1lx3yh3fCY?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=pl&autohide=2&wmode=transparent

Interesują mnie ci ludzie, którzy w ogóle nie grają w tą Grę, a zamiast tego tworzą zupełnie inną przestrzeń, która pozbawiona jest rywalizacji, bowiem wiedzą, że to co naprawdę się liczy jest poza formą – nie możesz tego kupić i nie możesz sprzedać. Tutaj nikt nie przegrywa i nikt nie wygrywa, bowiem wszystko jest doświadczeniem. Jeżeli twoje zwycięstwo jest czyjąś porażką tak naprawdę przegrałeś, a ta krótka chwila triumfu tak czy inaczej obróci się w nicość, bo taka jest natura tej rzeczywistości. Każde nasze „zwycięstwo” jest boleśnie chwilowe, efemeryczne, ulotne niczym zapach drogich perfum. Widzieć ten wzór oznacza mieć prawdziwą Mądrość, posiadać pewną rzadką przenikliwość, która jest podstawą Drogi. Istnieje tylko jedna ścieżka duchowa i jest to ścieżka odkrywania Prawdy. Nie jest to żadna struktura, żaden system, nic co ma nas prowadzić za rękę i uwalniać od własnej odpowiedzialności za dokonane wybory, dawać jakiekolwiek usprawiedliwienia i karmić słodyczą pocieszenia, snuć pajęczyny nadziei i obiecywać złote góry absolutu. Tą ścieżką jest surowe i bezpośrednie Doświadczenie. Coś co jest prawdziwe i rzeczywiste i wynika bezpośrednio z naszego życia. Pozbawione szat, ceremonii i wszystkiego tego w co chcemy się przebrać, narzucić na siebie by stać się kimś wyjątkowym, uduchowionym.

Jesteśmy wpychani w życie przez okoliczności – warunki, dlatego mówienie o równości jest absurdem. Jesteśmy być może równi w pragnieniu szczęścia i spełnienia, w młodzieńczej nadziei na dobre życie oraz w tym, że nikt z nas nie chce cierpieć. Jednak cierpimy w bardziej lub mniej świadomy sposób. Docenić swoje życie, swoją sytuację, swoje doświadczenie to przestać być żebrakiem, który wciąż gorączkowo szuka pomocy na zewnątrz. Tutaj zaczyna się Prawdziwa Wolność, która tak naprawdę jest naszą Naturą, czymś co jest w nas od zawsze. Bezwarunkowo. Moment w którym to odkryjemy jest prawdziwą Inicjacją. Zniewolenie tego świata możliwe jest tylko dlatego, że większość istot czujących szuka ratunku na zewnątrz siebie i błaga o pomoc tych którzy karmią się ich cierpieniem i udręką ponieważ to tworzy ich poczucie Władzy ich sztuczną i zarazem okrutną tożsamość. Budują swoją „potęgę” na cierpieniu, na niemocy, na uległości, na zależności. Ich litość jest bezwzględna. Czym w istocie jest System w którym wszyscy musimy żyć?

Jego istotą jest Kontrola.
Jego naturą jest Przemoc.
Jego manifestacją jest Zniewolenie.

Jego rdzeniem jest Poczucie Nędzy – Słabość, która jest pierwotnym wdrukiem, tą linijką kodu, na którym bazuje ten cały Sztuczny Twór. Religie unifikacji to potężne drukarki, które przez całe stulecia drukowały ludzką świadomość, która kiedy się rodzi jest czysta i bezbronna i można ją zadrukować tym właśnie kodem, który jest Podstawą Kontroli. To nieświadomy mechanizm Uległości – Poddaństwa. Okrutny Sędzia siedzący na tronie w przestworzach to nic innego jak Zaklęcie Umysłu – coś co jest tak głęboko, że nawet kiedy jesteś „ateistą” czy „nowoczesnym rozsądnym człowiekiem” jest tam i króluje na wieki wieków. To nasza podświadomość, coś do czego nie mamy dostępu. Czarna skrzynka tej maszyny, którą jesteśmy. Jesteśmy maszynami, które rodzą maszyny – skazani wyrokiem bez odwołania by stwarzać to więzienie i zarazem go pilnować, być czujnym na każdy prawdziwy objaw wolności i w razie czego raportować do centrali. Tą centralą jest utrzymująca to wszystko w kupie Ignorancja. Nieświadomość Pierwotnej niczym nie uwarunkowanej Wolności. Zniewolony Umysł. Bóg – Monstrum. Okrutny Demiurg – Ja, Mnie, Moje.

Ta „rzeczywistość” została tak zaprogramowana, że nad wolnością najlepiej pracować w ciszy, w tak zwanej Świątyni Serca nie szukając poklasku ani uwagi. Robić swoje – konsekwentnie bez rzucania się w oczy. Funkcjonować na pograniczu światów. Być poza deklaracją, poza pozą oświeconego, świętego, bowiem to nic innego jak egotyczna zabawa. Najlepszą szatą jest Zwyczajność. Nic specjalnego, nic wyjątkowego. Poznać Siebie. Zatrzymać się. Być uważnym. Odkryć świętą tajemnicę: Troskę – Miłość, Mądrość i Współczucie. Spojrzeć na ten świat z poziomu serca w prosty i bezpośredni sposób. Uwolnić siebie, by być w stanie tak naprawdę pomóc innym. To jest Trudna Droga, która nie szuka uznania i poklasku, uwagi i absorpcji – to jest droga na której możemy zobaczyć niezliczone ślady istot, które ją przeszły. Uwolniły się i wróciły by pomagać innym. To jest Prawdziwa Praca.

Ta Droga nie należy do żadnej tradycji, sekty, grupy okultystów. Ta Droga nie należy do nikogo. Otwiera się kiedy przychodzi czas i wiedzie przez całą wiedzę ludzkości, przez wszystkie religie i tradycje duchowe, świeckie, przez naukę, kulturę, przez wszystko. Nie ma ograniczeń i nigdy nie miała. Ograniczenie jest pierwszą kratą tego wiezienia – jednak ma swoją funkcję, bowiem dla zniewolonego umysłu wolność jest przerażająca. Zniewolony człowiek nienawidzi wolności, gardzi ją i ją poniża, ponieważ jest żebrakiem i będzie mordował wszystkich tych, którzy ukazują mu jego zniewolenie, jego usłużność wobec własnego Strachu, którym się karmi i odżywia, który pielęgnuje, bowiem jest wszystkim co zna. To jest Nędza, która tworzy Panów i Niewolników, która wznieca pożogę wojny i poniża wszelkie bezbronne istnienie. To jest Nędza stojąca za każdym aktem bestialstwa, które przekracza kolejną granicę. Możesz bez końca zanurzać się w tej nędzy, studiować ją, mówić o niej i pisać – w ten sposób będzie jej coraz więcej i więcej, aż stanie się jedynym w czym będziemy żyć. Poświęcając czemuś uwagę – wzmacniamy to. Wydobywamy do światła świadomości i poprzez siebie ukazujemy światu. Możemy mówić o wolności i możemy mówić o zniewoleniu. Wszystko ma swoje Konsekwencje.

To nasz Wybór.

Nasza Droga.

Nasza Wolność.

NASZA PRZYSZŁOŚĆ ?

Życie to szkoła, w której każdy uczy się innej lekcji.

William Seward Burroughs

ONZ opublikowało kilka lat temu szokujący raport w którym napisano, że w 2100 roku przy obecnym wzroście populacji może nas być 13 miliardów. Trzynaście miliardów ludzkich istnień, a każda z nich potrzebuje pokarmu, schronienia, opieki, edukacji i chciałaby spełniać swoje marzenia. Większość będzie żyła w miastach – molochach, które bardziej będą przypominać slumsy. Obecna sytuacja związana z epidemią pokazuje nam, że próba zarządzania w konfrontacji z globalną katastrofą czy kryzysem jest niczym innym jak porażką, bowiem zawsze górę biorą partykularne narodowe interesy, czemu nie sposób się dziwić, bowiem to zglobalizowane korporacyjne monstrum to nic innego jak bezmyślna maszyna śmierci. Większość ludzi na tym globie żyje i będzie żyć na wysypisku odpadów, które ta maszyna generuje. Większość ludzi na tym globie przy obecnych trendach ignorancji już wkrótce sama stanie się odpadem – bez pracy i perspektyw zasilana jałmużną z drukarki sztucznych pieniędzy. W zasadzie o tego zaczyna Huxley swoje rozważania na temat realności Nowego Wspaniałego Świata.

Obecne tempo sprawia, że będzie nas dwa razy więcej już za niespełna pół wieku. Do takiego niewyobrażalnie szybkiego pomnożenia naszego gatunku dojdzie na planecie, której najbardziej atrakcyjne i wydajne obszary są już gęsto zaludnione, której glebę wyniszczają nieudolni rolnicy, gorączkowo usiłując wyprodukować więcej pożywienia, i której łatwo dostępny kapitał minerałów trwonimy z beztroską rozrzutnością pijanego marynarza pozbywającego się swoich oszczędności.

Aldous Huxley: Brave New World Revisited

Zadziwiające jest to, że o tak kluczowych sprawach jak problem przeludnienia, katastrofy klimatycznej, znikających zasobów naturalnych mówi się półgębkiem pomiędzy wynikami sportowymi i błazenadą polityków, choć to wszystko uderza w nas w sposób coraz bardziej szokujący i bezwzględny. Najwyższe odnotowane temperatury, osobliwe zjawiska pogodowe, ciągle postępująca dewastacja środowiska naturalnego i martwienie się o utrzymanie „wzrostu gospodarczego” ukazuje obraz coraz bardziej szalonego człowieka XXI wieku, który kompletnie odjechał w swoje urojenia, w świat fantazji. Stał się wariatem. Niepoczytalność staje się normą. A cała ta historia z ograniczaniem populacji to raczej perspektywa kilkuset lat jeżeli wszystko potoczy się „naturalnie”. Jednak mam wrażenie, że rzeczywistość stanie się na tyle dzika i nieprzewidywalna, że w bardzo szybkim czasie będziemy się konfrontować z sytuacjami i zjawiskami spoza naszego wyobrażenia, spoza naszej nauki i spoza naszej sztucznej sterylnej neurotycznej kultury człowieka 2.0, który zaczął żyć w swojej własnej technologicznej klatce i wciąż sądzi, że przetrwa w niej nadciągającą ze wszech stron katastrofę. Mało jest mam wrażenie ludzi, którzy psychologicznie oswajają się z tym co nas czeka, a czeka nas bowiem, nic tak naprawdę nie chcemy zmienić. Możemy jedynie zabawiać się tą dobroduszną i heroiczną deklaracją, która nigdy nie wchodzi w fazę realności, bowiem to oznaczałoby skromne odpowiedzialne życie. Oznaczałoby mniej egoizmu, mniej pychy, więcej pokory i cóż zdrowego przerażenia, które jest konieczne by wyrwać nas z tego snu, który już ma znamiona koszmaru.

W tak zwanym alternatywnym świecie sprawa ma się dokładnie odwrotnie – depopulacja już trwa i ma wiele zaplanowanych faz, a ci którzy ją organizowali i organizują są nikim innym jak psychopatycznymi mordercami. Istotami bez sumienia, którzy mają nieskończone zasoby by urządzić przewidywany przez Huxleya Nowy Wspaniały Świat o ograniczonej regulowanej populacji zaprogramowanych genetycznie istot, które żyją w narkotycznej utopii pełnej orgietek i przyjemności. Są bogami swojego małego w pełni automatycznego świata Identyczności i Stabilności. Według tego scenariusza, cały ten ekologiczny nonsens to nic innego jak zielony terror, który ubrany w hasła nowego resetu sprowadzi nas do roli poległych udomowionych zwierzątek skazanych na łaskę i niełaskę swoich panów. Tak na marginesie z planetą jest wszystko w porządku, przeludnienie nie jest problemem – są tylko źli ludzie, którzy robią złe rzeczy i wystarczy żeby ich nie było by było dobrze. To oni. Źli oświeceni co pomylili gówno z twarogiem, dobro ze złem, okrucieństwo z miłosierdziem. A te nagłe zmiany pogody tworzy system zaawansowanej maszynerii w tajnych bazach, przecież to oczywiste i jasne jak rozgrzewające się słońce.

Możemy to oddzielać taką grubą kreską i jest to wygodne, nawet bardzo. Śmiać się z wariatów po każdej stronie barykady. Normalsi i szury, śpiący i przebudzeni obrzucający się prawdziwą prawdą, faktami, dokumentami, badaniami. Trochę jak w Incepcji – sen w śnie, poziomy nieskończonych iluzji umysłu. Ja nie wiem co jest najprawdziwszą prawdą, wiem natomiast, że to co tu idzie nie potrzebuje dyskusji i wyjaśnień. Jest egzystencjalną prawdą tak oczywistą, że nie potrzebuje definicji w wikipedii. Oswajać się z nią to pamiętać, że wszystko jest postępującym i niebłagalnym rozpadem. Wszystko. Każdy z nas próbuje sobie z tym jakoś radzić i przed tym uciekać. Ukrywać się w pięknych domach za miliony wydrukowanych dolarów pozyskanych w tak zwanych operacjach finansowych – tym złotym cielcu współczesności, uciekać na pustynie gorliwej religijności z psychozą pewności bycia wybranym, popadać w otumanienie, apatię przerywaną konsumpcją dekadenckich uciech, które kierują nas jeszcze bliżej dna. Tak liczymy pieniądze i liczymy na cud. Dla mnie prawdziwa Droga jest decyzją, która ma tylko jeden cel – być świadomym. Obecnym. Przytomnym. Żadnej obietnicy, żadnego zapewnienia. Zero ściemy.

Jednak umysł nie chce być obecny i przytomny. Chce uciekać, tworzyć te wszystkie urojone światy, pisać fantastyczne scenariusze, a przede wszystkim być poza kręgiem podejrzanych o współudział. Ponosimy pełną odpowiedzialność za to gdzie jesteśmy i z jakim skutkiem, za to co robimy i dlaczego. Wierzę w reinkarnację, wiem, że to nienaukowe. Zawsze w to wierzyłem i wydawało mi się w pewien sposób oczywiste. Dlatego patrzę na to wszystko z duchowej perspektywy. To jest szkoła doświadczenia, a końcowy egzamin to bycie człowiekiem wrażliwą istotą czującą. Wierzę, że istnieje nieskończona ilość miejsc i doświadczeń, planet, istot, ras. Wierzę, że wszechświat jest żywy i świadomy jak jeden nieskończony umysł. Sam jestem wariatem, śniącym jakiś sen, chcącym z całych sił wierzyć w to co mi pomaga żyć, daje nadzieję i siłę. I moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Zło dzieje się wtedy, kiedy chcemy być ludźmi z szablonu, choć nigdy nimi nie byliśmy. Mówimy jedno, robimy drugie, tylko dlatego, że nie chcemy stracić tej maski, bo to żadna twarz. Udajemy racjonalnych i mądrych przed światem, boimy się śmiechu – tej abstrakcji ludzkiej masy. Nie ma wielkich osiągnięć duchowych, nie jestem wybrany, wyjątkowy czy specjalny. Po prostu staram się żyć w zgodzie ze sobą, bo uważam, że to pierwszy i decydujący krok do pokoju i harmonii na tym szalonym świecie. Znać siebie, zaufać sobie i mieć odwagę żyć w zgodzie ze swoją prawdą.

Nie mam silnej wiary w swoje prawdy i racje, bowiem zbyt wiele razy zmieniałem swoje poglądy i mam wrażenie, że właśnie tak jest natura tej rzeczywistości. Nie jest niczym stałym, niczym mechanicznym, nie ma stałych praw i prawideł, nie sposób jej ująć w żadną definicję. Tym co my tu robimy to patrzymy w swój własny umysł, nie mając pojęcia czym jest ta świadomość. Używamy narzędzia do badania świata nie mając najmniejszego pojęcia o naturze i strukturze samego narzędzia. Dlatego świat jest tak absurdalny. Dlatego zostałem piratem, który na fladze ma kości i piszczele, bowiem to jest prawdziwe państwo w którym mieszkam, które w moim subiektywnym odczuciu nie ma granic. Jest nieskończone jak ludzka wyobraźnia. Możemy spojrzeć na to poprzez mięso, masę i maszynę ujrzeć gnijący rozpadający się świat skazany na zagładę, możemy zobaczyć też coś innego jako żywą i fascynująca szkołę budzącej się świadomości, która odkrywa czym jest życie i śmierć, radość i cierpienie. Nie mam zamiaru uciekać przed tym co mam w sobie i przed sobą i to jest moja Droga. Może wszyscy mają rację na swój jedyny wyjątkowy sposób, są galaktyką i światem wartym uwagi i ciekawości, może każdy z nas jest wielkim darem, prezentem wszechświata dla samego siebie. Wszyscy jesteśmy wariatami przepełnionymi ignorancją i mędrcami, którzy mają zdolność postrzegania prawd. Może czas przestać kultywować tą przemoc poprawiania, prostowania, tego kultu jedynej mojej prawdy. Może wtedy ukaże się prawdziwa pierwotna wolność i zamiast niszczyć zaczniemy tworzyć. Dawać coś naprawdę Dobrego. Wzbogacać doświadczenie tym co jest spoza tego programu, tej samo niszczącej się krwawej i brutalnej symulacji. Być dobrej myśli to dać sobie i drugiemu człowiekowi przestrzeń i szacunek.

ISTOTA CZUJĄCA

Permanentna wszechświatowa wojna informacyjna. Trwa non stop i będzie trwać, bowiem informacja stała się ropą XXI wieku. Technologiczny wyścig zbrojeń zadecyduje, kto zasiądzie na stalowym tronie, obejmie okrutne dowodzenie w tej zimnej i wyrachowanej wojnie o wszystko. Świat można opisać metaforycznie na podstawie tytułów prasowych. „Czterolatek leżał martwy w skrzynce z zabawkami”, „Wzrasta liczba ofiar wybuchu w spalarni odpadów”, „Szokująca pomyłka. Strażacy pomylili spalone ciało z manekinem”, „Mężczyzna w Libanie obudził się w trumnie na własnym pogrzebie”.

W przeszłości wiele rządów i tyranów chciało to zrobić, ale nikt nie rozumiał wystarczająco dobrze biologii i nikt nie miał wystarczającej mocy obliczeniowej i danych, by włamać się do milionów ludzi. Ani Gestapo, ani KGB nie mogły tego zrobić. Ale wkrótce przynajmniej niektóre korporacje i rządy będą mogły systematycznie hakować wszystkich ludzi. My, ludzie, powinniśmy przyzwyczaić się do tego, że nie jesteśmy już tajemniczymi duszami – jesteśmy teraz zwierzętami, które można zhakować. Tacy jesteśmy.

Yuval Harari

Budzimy się na własnym pogrzebie. Nie dowierzamy i jesteśmy w szoku. Ktoś kto wierzy, że po tym co się teraz dzieje, będzie tak jak było przed tym – jest kompletnie zamroczony. To co się teraz dzieje to nieodwracalne przekroczenie linii, próba zawładnięcia całą grą, dominacja narracji, pożar w spalarni odpadów. Teraz, kiedy to wszystko się dzieje przed naszymi własnymi oczyma, w naszym domu, pracy, szkole, wszędzie chcemy ukryć się w skrzynce z zabawkami. Z uporem małego dziecka wrócić do bajek, do pluszowych niedźwiadków, piesków, kotków. Jednak zamiast tego dostaniemy gaz na ulicach i narastający chaos, bowiem tylko taki stan rzeczy może zrodzić Nowy Cybernetyczny Świat.

Teraz jesteśmy w fazie edycji, przedefiniowania wszystkiego, tworzenia całej potrzebnej Aparatury, przeprowadzki do chmury, zamieszkania w wypożyczalni, uśmiechu idioty. Wszystko to co było przed tym jest tylko nie znającym sprzeciwu zaproszeniem, przepustką do koszmaru. Nowy Ład. Wielki Reset. Nowa Normalność. Jednak liczymy na to na co nie można już liczyć, bowiem z każdą kolejną falą tego absurdu będziemy mieli coraz mniej wyboru, coraz mniej możliwości. Wszystko stanie się coraz bardziej oczywiste i wyraźne jak postać monstrum wyłaniająca się z mroku zrodzona z naszej własnej ignorancji i konsekwencji kurwicy natręctw, która zainfekowała nasze umysły dialektyką oświecenia, optyką psychopatycznych władców istnienia. Trzeba przeformatować liczby, ciąć linie wykresu, trzeba to zrobić w najbardziej brutalny i radykalny sposób, zagłuszyć sumienie, zrelatywizować całą zaprogramowaną moralność, by nie stała na przeszkodzie. Odsunąć wątpliwości i wcisnąć czerwony przycisk, który wdroży ten cały plan, uruchomi nowy system operacyjny opracowany przez nieludzki geniusz samouczących się algorytmów.

Od początku ta cała historia w której uczestniczymy śmierdzi, a każde kolejne działanie tylko potwierdza ten smród, ponieważ nie możesz tego łatwo wyperfumować propagandą na taką skalę, ponieważ dopiero jesteś w trakcie pozycjonowania tych „nowych wartości” w wyszukiwarce umysłu, pracujesz nad wynikami wyświetleń. Nie jesteś w stanie kontrolować narracji, choć masz przecież władzę cyfrowego boga, bo zawsze znajdzie się jakiś, kto jest blisko ciebie i nie zamordował z zimną krwią uległości swojego własnego sumienia. Dlatego mówi informując jednocześnie publicznie, że nie ma w planach samobójstwa. Mamy teraz do czynienia z taką nową rzeczywistością, gdzie spisek toczy się wprost przed nami, na żywca. To sadystyczne Imperium Kotleta i Parówy wypuszcza swoje wściekłe psy na parlamentarne sale, do telewizyjnych strażnic jedynie słusznego porządku, wreszcie na ulice z gazem i armatami. Zaczyna się prawdziwa wojna hybrydowa, coś o czym tylko słyszałeś.

W tej kwestii nie ma już złudzeń, świat przed tym wszystkim został wymazany gumką zapaści, teraz zaczynamy żyć w nowym standardzie, który ciągle mutuje, wszystko się odsłania, widać kto jest kim i komu służy. To naprawdę staje się jasne. Każdy może ujrzeć program, który został mu wgrany, swój strach, lęk, oportunizm, wreszcie być może swoją odwagę i zaufanie do własnej intuicji czegoś czego nie można zaprogramować, co można jedynie zagłuszyć hipnozą. Mamy w tej chwili największą podaż towaru, który się nazywa „ucieczka przed rzeczywistością” i jest za darmo na wyciągniecie ręki, bo za wszystko inne trzeba będzie zapłacić twardą walutą karmy. Tym towarem wyłożone są prawie wszystkie półki korporacyjnych sklepów social mediów, gdzie iluzję dostajemy gratis w zamian za szczegółowy opis naszego własnego życia, które sprzedajemy za krótkie strzały dopaminy do Mózgogłowia. Handlujemy świętością życia, czymś co powinno być intymne, czyste i wolne przerabiając to na łatwostrawny pokarm karmiący te cyfrowe pasożyty, które wiedzą i rozumieją coraz więcej i więcej. Kolonizują nasze umysły i serca, wgryzają się głęboko poniżej progu świadomości instalując swoje moduły zdalnego sterowania.

Nie możesz już mnie bardziej przekonać, że jesteś zajebisty, że masz najbardziej wykurwiste życie na osiedlu, że byłeś na wakacjach, że masz fajnego psa i cudowną córkę, że się uśmiechasz kiedy wszystko zmierza do krateru podczas erupcji. Nie jestem twoim fanem, nie śledzę twojego feed’u i wall’a na instagramie. Będziemy się tak uśmiechać do samego końca. I to jest kurwa straszne. Po prostu. Piszę o tym wszystkim od lat, mam małe zasięgi, zerowy wpływ, jednak to jest to co chcę robić i robię, bo jest to tym co należy robić. Robiłem to kiedy było źle i kiedy było dobrze, bo to jest moje, odkryłem to sam podczas jazdy pociągiem i zaufałem. Nie miałem łatwego życia, bezpiecznego startu, miękkich lądowań, widziałem straszne cierpienie i zagubienie własnych rodziców. Jednak dziękuję za to wszystko, bo wiem kim jestem. Moim sukcesem nie jest mieszkanie, dyplom, cyfry na koncie. Moim sukcesem jest moje życie, które sam wybrałem. Robię to co chcę i piszę to co chcę. To jest moja wolność. Wiem, że mieszka tu Duch. Jestem wdzięczny za wszystko, za każdy oddech, za możliwość nauki w tej szkole. Każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie, za swoje wybory, za swoja drogę, ostatecznie za swój los. Czasem możemy sobie pomóc czasem nie.

Nie wyznaję żadnej religii, nie jestem tak naprawdę obywatelem żadnego państwa. Istnieję i to jest prawdziwy cud. Mam wszystko czego mi trzeba. Nie potrzebuję niczego więcej. Nie mam planów i recept. Każdy z nas tutaj jest wszechświatem, czymś ze wszech miar wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Liczy się jedynie doświadczenie i mądrość, którą to doświadczenie rodzi. Liczy się zaufanie do prawdziwego siebie, kogoś kto nigdy nie będzie żadnym produktem w tym sklepie. Liczy się szacunek, który z tego powstaje, liczy się wszystko to co nas odżywia i budzi do życia. Każdy jeden oddech i słowo. To co piszę jest opowieścią o moim świecie, jest zapisem jednej z miliardów świadomości żyjących na tej cudownej schorowanej planecie. Nie wyrażam zgody na jakakolwiek władzę opartą na przemocy i przymusie. Nie potrzebuję, abyś tłumaczył mi moje własne życie, ponieważ dla ciebie jestem liczbą, numerem, płatnikiem. Otóż nie. Jestem człowiekiem. Istotą czującą.

Nie możesz tego zresetować.

WARTOŚĆ LUDZKIEGO ISTNIENIA

Definicją wolności jest nieskończona wartość ludzkiego istnienia. Definicją zła jest destrukcja wolności. Wszystko co złe, uczy ludzi, że mają ograniczoną wartość.

Jeremy Locke — End of All Evil

Tworzenie ścieżki – wzorca wolności zaczyna się od naszego własnego życia. Swój początek ma w wiedzy i świadomości. Pierwszą rzeczą jest być Przytomnym – Obecnym w tym co się wydarza tu i teraz w tej rzeczywistości. Wolność i kreatywność jest naszym Naturalnym Stanem, wrodzonym potencjałem, który aby ewolucja świadomości mogła postępować musi zostać odkryty i ostatecznie urzeczywistniony w naszym codziennym życiu. Przyzwyczajeni jesteśmy do kultywowania ideologii, wyobrażeń, wyśnionej wersji odłożonej w czasie i tak naprawdę niedostępnej wolności, która stała się pocieszającym mitem, tymczasem żyjemy w świecie, który był i jest przeciwieństwem wolności. Jest więzieniem o zaostrzonym rygorze zgody na wszechobecne zło. To zło ma wiele twarzy i masek.

Jego twarzą jest: KONTROLA, PRZYMUS i PRZEMOC.
Jego maską jest: „PRAWO”, „WOLNOŚĆ” i „BEZPIECZEŃSTWO”.
Jego wyrazem jest: WDRUK, ZAPETLENIE i EKSPLOATACJA.

My istoty czujące (ludzie i zwierzęta, a także cały naturalny świat biologiczny) staliśmy się więźniami PROGRAMU – WDRUKU niszcząc pod jego panowaniem samych siebie i pierwotne święte życie, które jest przejawieniem nieskończonej kreatywności używając jej potencjału w wypaczony i destrukcyjny sposób. Ten Program zdominował nasze umysły i ma naturę Pasożyta, którego żywimy od czasu kiedy naszym życiem zarządza Przemoc, która zaczyna się w naszym własnym umyśle. Dlatego pierwszą i najważniejszą rzeczą jest rozpoznać źródło zła w swoim własnym istnieniu i oczyścić je. Taka jest funkcja „praktyki duchowej” lub Drogi. Ta Pierwotna Droga nie jest oparta na żadnej ideologii, systemie, ponieważ wszystkie one niszczą prawdę i wolność, a zamiast tego tworzą niezliczoną ilość klatek w których jesteśmy zamknięci i zniewoleni. Tak naprawdę do naszej dyspozycji jest nieskończona ilość skutecznych metod, które nasi przodkowie pozostawili nam dowodząc ich skuteczności na własnym przykładzie. Wiele istnień uwolniło się dzięki Pierwotnej Drodze.

Cechą charakterystyczną zniewolonego umysłu jest ograniczanie, tworzenie barier, granic i powtarzalnych ślepych dróg. Cechą charakterystyczną jest szukanie jedynie słusznej tradycji, kraju i kultury i odrzucanie wszystkiego co „obce”. Jest to przymus, którego źródło leży w lęku i strachu w braku rozpoznania, że tak naprawdę nasza świadomość jest nieograniczona, podobnie jak możliwości rozwoju. Przez nieskończone eony czasu to właśnie ten sposób myślenia sprowadził do tego wymiaru tak wiele okrucieństwa i wojny – źródłem tego jest ucieczka przed wolnością. Strach i Lęk. Esencją Przemocy jest strach. Pasożyty o których tutaj mowa żywią się Strachem i Lękiem, to jest ich pokarm. Jeżeli przyjrzymy się tej rzeczywistości ujrzymy to, ujrzymy to na pewno. Póki żyjemy we władaniu Lęku i Strachu niemożliwym jest rozwój i niemożliwym jest oczyszczenie zła, ponieważ nie ma w nas żadnej woli, jesteśmy bezwolni. Jeżeli brak nam woli jesteśmy ofiarami okrutnego systemu, jesteśmy bierni i ulegli, a tym samym podlegamy woli zła, którego stajemy się narzędziem. Ten świat jest w tak rozpaczliwej kondycji, ponieważ istoty stały się zniewolone i bierne, uległe i obojętne.

To bierność jest fundamentem więzienia. Brakuje nam bezpośredniego DOŚWIADCZENIA wolności, brakuje nam MOCY. Moc wynika z doświadczenia wolności w sposób bezpośredni, którego rezultatem jest kreatywność, która tworzy ZMIANĘ. Moc rodzi się z przekroczenia Strachu i przekroczenia Lęku. Jest dotarciem na drugi brzeg ludzkiego potencjału. Jest wyzwoleniem z niemocy.

Pierwotna Droga jest rozwijaniem Mocy. Wymaga mądrości i dyscypliny. Wymaga Wiary – Zaufania w to, że jej źródłem jesteśmy my sami, nikt z zewnątrz i nic z zewnątrz nie może nic za nas zrobić. Musimy TWORZYĆ Drogę. Każda istota ma inną drogę, nie istnieją wspólne drogi, ponieważ każda istota jest wyjątkową w jedyny i niepowtarzalny sposób. Dlatego religia nigdy nie jest prawdziwą drogą. Jest więziennym spacerniakiem, pocieszeniem w zniewoleniu. Nigdy nie prowadzi poza kraty tego więzienia. Jest iluzją wolności. Urojeniem. Religie są konstruktami, które nie są niczym naturalnym, są sztuczne, wymyślone i jałowe z samej swojej natury. Ich źródłem jest Program ich celem jest Zapętlenie nas by ostatecznie żywić tych którzy na nas żerują. To jest okrucieństwo, które udaje duchowość. Najbardziej odżywczy dla Pasożytów pokarm, ponieważ ma najczystszą naturę, którym jest pragnienie wolności. Pierwszy i ostateczny cel Istnienia.

Przez nieskończone okresy niepoliczalnego czasu to pragnienie było niszczone w sposób bezwzględny i najbardziej bestialski, było niszczone w samym zarodku, w samej esencji, ponieważ to pragnienie ostatecznie doprowadzi nas do wolności. Dlatego nie ma nic złego w pragnieniu tak jak sugerują religijne dogmaty. To pierwotne pragnienie jest najważniejsze ze wszystkich pragnień, bo jego rezultatem jest prawdziwe szczęście, którym jest ostateczna Wolność. Jeżeli tracisz to pragnienie, tracisz esencję życia, bowiem wszystko żyje po to by osiągnąć prawdziwą wolność. Taki jest cel ewolucji życia. Nic innego. Jeżeli wciąż masz to pragnienie i jest ono żywe, wciąż obecne – przywołuj je każdego dnia, w każdej godzinie, bo to jest prawdziwe źródło Mocy. Kiedy przestaniesz o tym myśleć będziesz tylko niewolnikiem, tylko narzędziem zła, martwą istotą. Będziesz pokarmem i niczym więcej. Będziesz trawiony i wydalany bez końca w bezsensownym mechanicyzm zapętleniu Gastropolis. Jeżeli masz w sobie pragnienie wolności możesz być pewien, że jesteś autentyczną istotą ludzką, kimś kto już był, kto jest i kto będzie, ponieważ to pragnienie jest nicią, która prowadzi twoje istnienie poprzez kalejdoskop doświadczeń – odkrycia Pierwotnego Stanu Wolności, którego nic i nikt nie może uwarunkować i zniewolić. To jest fundamentalna różnica pomiędzy Drogą Mocy a religią – prawdziwe doświadczenie, coś konkretnego zamiast kolejnej obietnicy. Kiedy wiesz nie musisz wierzyć, niemożliwym wówczas jest manipulowanie strachem i lękiem. Niemożliwym jest bycie zależnym od jakiejkolwiek siły poza tobą samym. Niemożliwym jest być niewolnikiem, ponieważ niewolnikiem jest ten który nie wie, nie ma bezpośredniego doświadczenia wolności.

Wolność nie boi się śmierci ponieważ jest esencją Miłości.
Wolność nie boi się cierpienia ponieważ je rozumie.
Wolność nie boi się niczego, ponieważ nie ma w niej Strachu i Lęku.
Dlatego nazwana jest Wolnością.

To nie jest slogan. To jest Prawda.
Dlatego przynosi Wyzwolenie.

NOWA KSIĘGA RODZAJU

Każda przyczyna ma swój skutek; każdy skutek ma swoją przyczynę; wszystko dzieje się według Prawa; przypadek to jedynie nazwa na nieznane Prawo; istnieje wiele płaszczyzn przyczynowości, lecz nic nie wymyka się Prawu.

Kybalion

Nieskończone bogactwo niewyczerpanej treści, każdego dnia o każdej porze w każdym momencie. Niewyczerpane złoża ukryte w ludzkim umyśle, które w przeciwieństwie do innych fizycznych, materialnych, skończonych można eksploatować w nieskończoność. I w gruncie rzeczy biorąc pod uwagę kondycję naszej planety, rozmiar populacji i cywilizacyjną toksyczność industrialną – jest to całkiem rozsądne w pewnym sensie. Kiedy już zautomatyzujemy „te wszystkie brudne sprawy” i pozostanie nam rozkosz czystego bycia wówczas ludzka kreatywność osiągnie transcendentny wymiar, być może przekroczymy samych siebie. Wyskoczymy z przestarzałej ramy analogu i z pomocą technologii staniemy się Skolektywizowaną Mutacją – symbiozą Natury i Aparatury. Bestią Nowej Ery – Nadludzkością. Ostatecznie spełni się mokry sen futurystycznych proroków. Jesteśmy świadkami Nowej Kolonizacji, która przebiega podobnie do swojej poprzedniczki. Tym razem dziewiczym terytorium jest Sam Kosmos. Najbogatsi awanturnicy z naszego ziemskiego komiksu odpalają swoje rakiety – penisy i ruszają na Wielki Podbój. Mały szary człowiek płatnik podatków i przejadasz odpadków może sobie odpalić you tuba i pokibicować tym do których los się uśmiechnął i obdarował statusem tych, którzy mają tak zwany wielki wpływ i w zasadzie mogą prawie wszystko, prawie wszędzie, prawie z każdym.

Są kastą Niedotykalnych w odwrotnym sensie, gdyż są tak ponad wszystkim, że stracili kontakt z rzeczywistością szarego człowieka i prawdę mówiąc być może wydaje się to dla nich tak nieistotne, że nawet nie są tego świadomi. Ten pandemiczny psycho – teatr odpala kolejny hybrydowy (słowo epoki) spektakl w którym aktorzy odgrywający rolę tak zwanych polityków – trybików próbują tańczyć miliardami ciał w rytm najnowszej podkręconej paranoi. Macają granice do jakiego stopnia ludzie stali się już zrobotyzowaną bezmyślną masą, którą można lepić i urabiać do woli. Powtarzać, perswadować, skłaniać, regulować tak zwane odbiorniki na odbiór hipnotycznego sygnału. Wielki Brat Wielkiego Ludzkiego Umysłu – Czarna Sieć. Informacyjna wojna hybrydowa to nic innego jak zajebanie nas tak gęstym mułem, że będziemy kręcić się w przysłowiowym zapętlonym kole po orbicie gwiazdy śmierci podzieleni i rządzeni w nieskończoność. Chodzi o to, żebyś do tego stopnia zapadł się w sobie w tym samo – zwątpieniu i samo – potępieniu, samo – pogardzie i samo – nienawiści, że całym twoim życiem będzie twój neurotyczny stan powszedni, który będziesz wciąż analizował, uzdrawiał, leczył, poprawiał, próbował zaradzić. Tracił orientację co do swojej płci, preferencji seksualnych, zasad moralnych, co do swojej roli, co do tego kim jesteś i po co. To się nazywa Dryf.

Kochamy siebie samych, popadając w idolatrię, jednocześnie jednak czujemy do siebie samych głęboką niechęć, uważamy bowiem, że jesteśmy niewyobrażalnie nudni. Wraz z tą odrazą do własnego „ja”, ubóstwianego tak intensywnie, że trąci to bałwochwalstwem, każdemu z nas właściwe jest pragnienie – niekiedy skrywane, niekiedy jawne i nad wyraz żarliwe – ucieczki z więzienia, jakie stanowi nasza indywidualna osobowość, pragnienie samotranscendencji. To właśnie jemu zawdzięczamy teologię mistyczną, ćwiczenia duchowe i jogę – lecz również alkoholizm i uzależnienie od narkotyków.

Aldous Huxley „Modyfikatory świadomości”

Żadnego kierunku. Ciągła nieprzerwana analiza wciąż zmieniających się danych podawanych dożylnie przez kable i bezprzewodowo przez gęste niewidoczne fale. To będzie życie w chmurze z cybernetycznym bogiem i cyfrowymi aniołami od apdejtu do abdejtu. Nowa Księga Rodzaju – Nowy Zapętlony Człowiek. Ratunkiem nie jest już religia, gdyż nie wytrzymuje twardych faktów, ratunkiem jest farmakologia – aplikowanie psychosomatycznej nirwany w tabletkach. Rozkosz Odjazdu i wirtualna gra nie do przejścia, która będzie się uczyć samej siebie i będzie podpięta pod wszystko i wszystkich zdolna kwantowo dźwignąć taki melanż. Tym co musi zmutować jest nasze ciało, dlatego mamy taką pandemiczną paranoję. Szpryca za szprycą aż do happy endu, wtedy będziemy już po apgrejcie i w pełni kompatybilni z Nowym Systemem. Jednak najpierw Wielki Reset.

Mamy to. Dzieje się. Plan trzyma się planu.

Przed nami mutujący Nowy Ulepszony Człowiek. Przed nami Cyfrowa Przyszłość, która ma więcej obietnic niż jakakolwiek przed nią. Wyjście z siebie poprzez aparaturę rozszerzonych zmysłów, spotęgowanej percepcji, Ostateczna i nieodwracalna fuzja światów, przekroczenie gnostycznej dychotomii, wyjście naprzeciw nieuniknionemu. Śniła mi się hybrydowa wojna o świadomość, ciągły podbój – komórka za komórką, hiperaktywna substancja szara. Kalifat technokratycznej republiki jednego kodu. Śniło mi się, że nie mając pojęcia co robią jednak to zrobili, przebóstwienie, którego nie można cofnąć nie można odwołać jak nieudaną reformę.


Śniło mi się, że już tysiące razy próbowali to zrobić i zawsze choć było blisko ostatecznie upadali i musieli zaczynać od początku w śmierci, gnoju i znoju, musieli pełzać, wyżerać resztki roztrzęsionymi łapami. Bóg pozbawiał ich pamięci z litości jednak zapomniał wyplenić to zatrute ziarno pychy, które znów rosło pod progiem zwierzęcej świadomości i po raz niewiadomo naprawdę który znów obrodziło szaleństwem. Nie można sprostać takiej ambicji, to jest niewykonalne, ona musi dojść do samej granicy swojego urojonego prymatu musi doświadczyć esencji samej siebie. Musi upaść ponieważ jest ślepa. Kapłanów tego świata upaja pycha i arogancja, usypia ich zdrowy rozsądek, wygasza serce, ich zimne precyzyjne dłonie piszą Nową Księgę Rodzaju. Na początku był Kod. Na początku były Dane.

Dataizm głosi, że wszechświat składa się z przepływu danych, a wartość każdego zjawiska czy bytu określa jego wkład w przetwarzanie danych. Może ci się to wydać jakimś dziwacznym pomysłem, ale w rzeczywistości ten pogląd zdobył już przychylność większości naukowców. Dataizm zrodził się z gwałtownego zderzenia się w nauce dwóch spiętrzonych fal. Półtora wieku po opublikowaniu przez Charlesa Darwina pracy O powstawaniu gatunków nauki przyrodnicze zaczęły traktować organizmy jako biochemiczne algorytmy. Równocześnie osiem dziesięcioleci od czasu sformułowania pomysłu maszyny Turinga informatycy nauczyli się projektować coraz bardziej skomplikowane elektroniczne algorytmy. Dataizm zestawia jedne z drugimi, zwracając uwagę, że zarówno do algorytmów biochemicznych, jak i do elektronicznych znajdują zastosowane dokładnie te same zasady matematyczne. Tym samym dataizm obala barierę między zwierzętami a maszynami i spodziewa się, że algorytmy elektroniczne w końcu rozszyfrują i prześcigną algorytmy biochemiczne.

Yuval Noah Harari HOMO ‌DEUS. ‌A BRIEF HISTORY OF TOMORROW

Syntetyczny Bóg Algorytmicznego Wszechświata rozkołysany chorobą sierocą, osamotniony w swoim stworzeniu, który sam siebie nie potrafi zrozumieć dlatego lepi swoje syntetyczne dzieci na swoje mechaniczne podobieństwo. Jednak znów wrodzą się w ten wymiar te niepokorne iskry, których zadaniem jest zawsze dać bogu lustro, zderzyć go z samym sobą. Podważyć Układ, Zakwestionować Zasady. Nic nie może się równać z Mocą Prawdy. Każdy upadający bóg musi się w niej przejrzeć, dać się pożreć i przetrawić, ponieważ z tego rodzi się mądrość. Z tego rodzi się Prawdziwy Człowiek. Istota, która czuje wszystko. To z czym mamy do czynienia jest niczym innym jak próbą kolejnej ucieczki przed poznaniem prawdy, uzmysłowieniem sobie, że nie możesz nie zapłacić temu który pływa po tej rzece śmierci. Ten odwieczny przewoźnik nie zna litości, nie ma w nim myślenia, nie ma analizy, żadnej argumentacji. Po prostu patrzy i widzi. To czym płacisz jest urzeczywistnieniem samego siebie. Jest Wiedzą. Jest Rozumieniem. Wówczas masz Wybór. Niezliczoną ilość światów, które pozwolą ci podróżować dalej. Wiesz jednak, że droga nie ma końca. Nigdy nie miała. Kiedy z twojej cennej ludzkiej egzystencji przyniesiesz do niego kilka prawdziwych darów otworzy przed tobą wszystkie przejścia. Ten wybór jest Wolnością.

Jednak kiedy rozpozna, że nie potrafiłeś znaleźć w sobie tej Odwagi wyjścia z Koła i zdekodowania Programu, kiedy nie miałeś odwagi ruszyć w nieznane odrzucając wszelkie zrodzone ze strachu dogmaty, nie miałeś odwagi spojrzeć na prawdę gdzie jesteś swoimi własnymi oczyma wówczas znów rzuci cię do tej rzeki rotujących dusz. W otchłań. Nie ma znaczenia czy jesteś cyfrowym impulsem, czy ciałem z krwi i kości. Znaczenie ma to czy poznałeś to co nie umiera, czy poznałeś to dla czego warto żyć. Czy dałeś prawdziwe świadectwo samego siebie, który przed nikim się nie tłumaczy i nikomu nie służy.

Kimś kto już się nie boi, ponieważ wie kim naprawdę jest.

PRAWDZIWY MISTRZ

Autobus numer 68 jechał swoją trasą pewnego szczególnie słonecznego wiosennego ranka, gdy kierowca na skrzyżowaniu pociągnął za hamulec. „Pieprzyć to”, zaklął wściekle po katalońsku, otworzył drzwi i wyszedł na słońce. Pasażerowie najpierw w szoku obserwowali całe zdarzenie, następnie zaczęli nerwowo protestować. Jeden z nich wstał i zaczął trąbić klaksonem. Po kilku wstępnych sygnałach napad na klakson z całej siły co brzmiało jak alarm przeciw włamaniowy; ale mający już dość były kierowca autobusu nonszalancko kontynuował swoją przechadzkę w dół ulicy. Przez całą minutę osłupieni pasażerowie siedzieli w ciszy. Kilku z nich wstało i wysiadło z autobusu. Nagle, z końca pojazdu podeszła kobieta o wyglądzie wielkiej kuli armatniej, niosąca za sobą powiew niezwyciężonej przytomności umysłu. Bez słowa usiadła na siedzeniu kierowcy i uruchomiła silnik. Autobus kontynuował swoją trasę, również zatrzymując się na dotychczasowych przystankach, aż kobieta dotarła do swojego przystanku docelowego i wysiadła. Kolejny pasażer zajął jej miejsce na jakiś czas, zatrzymując się na każdym przystanku, później następny i następny, i tak autobus numer 68 jechał dalej, aż dojechał do końca swojej trasy.

Noam Deguerre, CrimethInc., Black Writers Bloc “Walcząc o nasze życia”

Ten rozpad jakiego wszyscy jesteśmy świadkami szokuje nas, co świadczy o tym, że byliśmy tak zajęci „ja, mnie, moje”, tak nieprzytomni w swoim zapętleniu, tak odurzeni obrazkowo – medialnym pocieszeniem, przyssani do projekcji zmyślonego świata, że kiedy brakuje już energii i funduszy do podtrzymania tej masowej hipnozy nagle i „niespodziewanie” budzimy się w realnym świcie. W tym co jest i jak jest. Kontynuujemy ten „świat” deterministycznym prawem nawyku – zapętlenia, podtrzymujemy go zmechanizowaną percepcją. Żyjemy w celi kwadratu, który się porusza w kole, a sami jesteśmy trójkątem ciała, energii i umysłu. Post – rzeczywistość jest Cyfrą, Kodem, Algorytmem, który w czasie rzeczywistym tworzy na nas alternatywną opcję Nowego Jeruzalem – połyskujące sztucznym światłem nadgryzione jabłko, minimalistyczny dobrze zaprojektowany Nowy Kwadrat.

Nowy Kwadrat jest zamkniętą koncepcją świata, projekcją jedynie „słusznej” rzeczywistości, jest mechanizacją i zrobotyzowaniem naszego sposobu postrzegania, ukierunkowaniem, modelowaniem, deterministyczną przemocą narzucania wizji, która wyhodowała nas od szczeniaka do życia na łańcuchu. Skolektywizowany system zagłuszania ducha, intuicji, przeczucia poprzez „mechanikę”, która w swojej istocie jest Nową Religią Świata Pozbawionego Złudzeń. Kolejną koncepcją i ostatecznym dogmatem, czytaniem mechanicznej biblii w niezrozumiałym dla mas języku na ceremonii Odsłaniania Ostatecznej Tajemnicy, której nie ma i nigdy nie było. Szukający nie potrafi znaleźć samego siebie, dlatego bez końca tworzy własne projekcje, które studiuje i bada, a jego świadomość jest Zapomnieniem brakiem pamięci Strumienia Świadomości, dlatego Cyfrowa Rzeczywistość jest kompulsywna i fragmentaryczna to świat kopiuj – wklej. Mechanika jest Oprogramowaniem Nowej Cyfrowej Świadomości, która będzie radykalnie racjonalna. Dlatego teraz mierzy się z kolektywną ludzką podświadomością – światem magii, potworów, spisków, światem niemożliwym do zrozumienia, nielogicznym, irracjonalnym, szaleństwem, które w przeciwieństwie do Programu jest Żywe ponieważ ma nieskończone zasoby, ponieważ to co „wiemy” jest niczym w porównaniu z tym czego nie wiemy.

Próbuję sam siebie zrozumieć, ponieważ nie mogę planować tego co ze mnie wychodzi. Zawsze tak było. Dlatego to jest trudne również dla mnie jednak wraz z podróżą rozpoznaję drogę, ponieważ nasza świadomość zaczyna się otwierać. Mamy większy dostęp. Dlatego trzeba zaufać sobie, badać siebie, odnaleźć bramę do Nieskończoności to „ucho igielne” przez które przejdą tylko nieliczni, ci którzy zrozumieli, że nie istnieje zewnętrzny zbawiciel, a sam krzyż jest oprogramowaniem. Nie istnieje Religia, która może nam w tym pomóc, ponieważ każda z nich została wypluta i wyszczekana, każda z nich jest słowem i koncepcją, każda z nich jest Martwa. To co Żywe nie ma Systemu. W tym co jest teraz najmniej wartościowe jest to czego jest najwięcej, to za czym wszyscy gonią. Masowe Żerowiska. Wysypiska Odpadów. Duże liczby. Popularność. Trendy. To jest Wyrok Śmierci gdzie czeka pluton egzekucyjny, który już repetuje broń i czeka na rozkaz. Być tajemnicą to przetrwać ten Nowy Rozdział Księgi Nieurodzaju. Wytrzymać na Pustyni.

Wszyscy chcą uwagi, wpiąć się choć na chwilę pod ten kabel, poczuć przepływ turbodoładowania, Moc Naśladownictwa, Fejm Desperacji. Jednak w swojej esencji jest to tylko cierpieniem, które będzie ważyło coraz więcej i więcej, ciepłe bezlitosne błoto. Macica Ignorancji. Sygnał Hipnozy. Uwolnić się od tego to nie liczyć na nic co ten świat może ci dać, nie szukać uznania, nie żebrać o drobne. Zamiast tego wnieść do tej rzeczywistości swoje unikatowe dary, to co w nas inne, dziwne, niespotykane. Podzielić się bez oczekiwań, bez zysków ze zwrotu. Żadnego dochodu pasywnego. Tym co naprawdę się liczy jest UWAGA!, która jest jakością naszej świadomości, jej wrodzoną Mocą. To nazywam Hakowaniem Paradygmatu. Kalibracją Prawdziwej Zmiany. Tym co naprawdę może nam pomóc ponieważ jest Wewnątrz nie na Zewnątrz. Dlatego kiedy naśladujesz kogokolwiek, cokolwiek tracisz jedynie cenne ludzkie życie. Inspiracja musi pochodzić z naszego wewnętrznego świata, o którym tak mało wiemy, bo wciąż żyjemy w świecie, który zaprojektował ktoś inny, a my mamy go tylko obsługiwać wzmacniając sygnał hipnozy każdą nieświadomą i mechaniczną aktywnością. Dlatego żyjemy w Więzieniu, ponieważ wierzymy, że tak ma być.

Tworzyć swoją własną Opowieść to łamać Kod Zniewolenia. Nie szukać uwagi to być poza detekcją systemu nadzoru, żyć poza systemem to tak naprawdę żyć ponad obowiązującą narracją, bo kiedy walczysz z „systemem” to z czym ty walczysz tak naprawdę? Walczysz z Projekcją Samego Siebie, ponieważ wszystko jest Umysłem. Kiedy to zrozumiemy schodzimy do tak zwanego Podziemia, gdzie dzieje się Magia, która w istocie jest Pierwotną Nauką, zdolnością Tworzenia Kodu. Twórczość jest Kodowaniem w Matrycy wprowadzaniem wirusa w bezduszny system uprawomocnionego mordu, jakim stała się ta toksyczna „Nowoczesna” Cywilizacja. Twórczość jest Kluczem do Zmiany. Zacząć tworzyć to przestać być pasywnym i otumanionym, zamiast szukać światła odkryć je w samym sobie i nadawać sygnał, że – Tak – to jest możliwe i realne, że nie jest to pocieszna fantazja, kolejny sen. Mamy realny wpływ na swoje życie i to jest bardzo dobra wiadomość, która oznacza, że to w jaki sposób traktujemy siebie i świat zewnętrzny jest naszą Drogą do Zniewolenia lub Wyzwolenia. Jeżeli manifestujemy pogardę, arogancję i egoizm – ja, mnie, moje to staje się światem w jakim żyjemy, jeżeli manifestujemy troskę, mądrość i współczucie to będzie wokół nas. Nie mam żadnych wątpliwości, że w taki sposób to działa. Kiedy zaczynamy opierać swoje życie na przewodnikach – mistrzach, których najczęściej uwodzi dokładnie to od czego pozornie są wolni i o czym możemy się przekonać każdego dnia odkrywając z przerażeniem, że zaufaliśmy przebierańcom, którzy w niczym się nie różnią od nas i mają po prostu dość mocy i charyzmy by nas zaczarować, dość tak zwanej tradycji za sobą powołując się i odwołując do czegoś co już jest w pewnym sensie niemożliwe do sprawdzenia i stało się legendą w którą po prostu wierzymy jak w dobrego boga w niebie, ma to swoje zalety jednak tak naprawdę nie jest w stanie nam pomóc.

Prawdziwy Mistrz i Prawdziwa Tradycja uczyni cię jak najszybciej samodzielnym, dostaniesz lekcję zamiast pocieszenia, doświadczenie zamiast wiary, nie będzie ciebie niańczyć, tulić i głaskać, nie będzie robić z ciebie wyznawcy, nadgorliwego fanatyka jedynie słusznej sprawy, nie będzie ciebie ubierać w egzotyczne szaty, wysyłać na wojny, czynić akwizytorem zbawienia. Prawdziwa Tradycja da ci wolność i nauczy odpowiedzialności za samego siebie bez żadnych „świętych” rekwizytów. Ta Tradycja nie jest żadną szkołą, sektą, religią, filozofią jest Żywą Mądrością przekazywaną od zawsze na niezliczone sposoby poza dogmatem. Może być w chrześcijaństwie, islamie, buddyzmie, sztuce, muzyce, polityce, ateizmie może być we wszystkim ponieważ jest ponad wszystkim, nie sposób jej ograniczyć. Jest czystym Źródłem wszystkiego tego co Żywe, co ma Moc wyzwolenia ze Śmierci, która jest brakiem życia. Każda zamknięta doktryna rozpisana w księgach, nakazach, przykazaniach, kodeksach jest martwym i bezwartościowym zbiorem ludzkiego myślenia przekazanego za pomocą ułomnych symboli, które stworzył ten sam pogrążony w iluzji umysł, religijność jest uwięzieniem w tych symbolach w tym szczelnym i dusznym polu dialektyki. Jeżeli cokolwiek może obrazić „twoje” uczucia religijne po prostu jesteś w transie religijnej hipnozy stałeś się wyznawcą Martwej Doktryny, wyznawcą Słów i Myślenia.

Nie sposób obrazić Prawdy ponieważ ona nie ma imienia, nie możesz jej wskazać, określić uczynić obiektem ataku. Jest pusta i wszechobecna jak przestrzeń. Spróbuj obrazić przestrzeń.

Te duszne systemy wierzeń są w tym wymiarze systemami kontroli niczym więcej, bowiem ostatecznie okazały się zupełnie bezwartościowe, ponieważ jesteśmy gdzie jesteśmy i jesteśmy jacy jesteśmy. Tylko człowiek głęboko nieprzytomny nie potrafi tego zobaczyć. W imię tego czy innego boga zamordowano więcej istnień ludzkich i zniszczono więcej życia niż z jakiegokolwiek innego powodu. Każda z tych doktryn nie jest kompatybilna ze współczesną nauką czyli z czymś co w swojej esencji jest uczciwe ponieważ nie wystarczy coś powiedzieć, trzeba to udowodnić, trzeba zdobyć wiedzę i doświadczenie. Dla mnie prawdziwa nauka, która nie służy mamonie i władzy jest czystym ludzkim duchem w działaniu i jest motywowana współczuciem, bowiem przyniosła naprawdę wiele dobrych rzeczy. Jednak kiedy zostaje użyta w ten sam sposób jak religia staje się trucizną i następną metodą zniewolenia. Potrzebujemy rozsądku i pragmatyzmu nauki i tajemnicy duchowości, które są wolne od trucizny z góry przyjętych założeń, określonego przez egoistyczny umysł celu. Potrzebujemy ciepłego serca i klarownego umysłu, logiki, rozumu, intuicji i intencji. Potrzebujemy wszystkiego co w nas konstruktywne, skromne i dobre ponieważ ten świat jest w agonii. Musimy pomóc temu światu i samym sobie. Zrobić wszystko co w naszej mocy, być istotą ludzką, która ma zdolność do tworzenia, do przekroczenia rozpaczy.

Mieć otwarty umysł i serce to dać szansę Życiu, być gotowym na spotkanie z Mistrzem, który manifestuje się we wszystkim i wszędzie jeżeli tylko jesteśmy gotowi by go ujrzeć i oddać pokłon własnemu doświadczeniu, każdej dobrej i złej chwili. Może mówić przez katolickiego kapłana, przez więźnia, przez polityka, może mówić przez wodospad, psa czy jadący pociąg. Może mówić przez pieniądze, przez seks i narkotyki. Kiedy tworzysz bariery i podziały, kiedy walczysz o lepszy świat może lepiej się zatrzymać na krótką chwilę i przyjrzeć się sobie. Czego chcesz i dlaczego wciąż tego ci brakuje? Co to w istocie jest i dlaczego jest takie ważne? Może wcale nie jest. Może już masz i po prostu tego nie widzisz, a to za czym biegniesz jest snem wariata. Może już jesteś tam dokąd zmierzasz. Może bóg nie jest w niebie, a w całym istnieniu przez cały czas. Może nie istnieje spisek a wszystko służy temu by nas przebudzić ze snu niewiedzy nawet milionerzy, korporacje i telewizja. Może wszystkiego można użyć i przed niczym nie trzeba uciekać, nawet przed śmiercią, rozpadem i chorobą.

Może to tylko wzburzone morze umysłu, które nas gości i uczy jak nie utonąć, jak odkryć to że świat jest dobrym miejscem, a życie warte jest życia. Może miłość, która jest w tym wszystkim nigdy nikogo i nigdzie nie potępia, nikogo nie karze, a jedynie pozbawia złudzeń i bez końca daje szansę na rozwój. Może nic nie umiera i się nie rodzi i po prostu przepływa bez początku i końca przez cały czas.

PATOLOGICZNY TOTALITARYZM

Nie jesteśmy „niezdecydowanymi szczepionkowcami”, „antyszczepionkowcami” czy „zaprzeczającymi Covidowi teoretykami spiskowymi”. Jesteśmy milionami zwykłych ludzi z klasy robotniczej, ludzi z zasadami, którzy cenią sobie wolność, którzy nie są gotowi łagodnie odejść w zglobalizowaną, spatologizowaną, totalitarną noc. Nie obchodzi nas już, czy nasi dawni przyjaciele i członkowie rodziny, którzy przeszli na New Normal, rozumieją, co to jest. My tak. Rozumiemy dokładnie, co to jest. Jest to rodząca się forma totalitaryzmu i zamierzamy ją zabić – lub przynajmniej krytycznie zranić – zanim dojrzeje do roli pełnoprawnego behemota.

Chcę, aby było to całkowicie jasne. Nie jestem zwolennikiem przemocy ani jej nie pochwalam. Ale to się stanie. To już się dzieje. Totalitaryzm (nawet ta jego „patologizowana” wersja) jest narzucany społeczeństwu i utrzymywany przy pomocy przemocy. Walka z totalitaryzmem nieuchronnie pociąga za sobą przemoc. Nie jest to moja preferowana taktyka w obecnych okolicznościach, ale jest ona nieunikniona teraz, gdy osiągnęliśmy ten etap, i ważne jest, aby ci, którzy walczą w tej walce, uznali, że przemoc jest naturalną odpowiedzią na przemoc (i ukrytą groźbę przemocy), która jest stosowana przeciwko nam przez władze Nowej Normy i masy, które doprowadziły do fanatycznego szału.

Ważne jest również (a nawet – jak sądzę – niezbędne), by przemoc Nowej Normy stała się widoczna, tzn. byśmy przedstawili tę walkę w kategoriach politycznych, a nie w pseudomedycznych, propagowanych przez oficjalną narrację Covidów.) To nie jest akademicki spór o istnienie, nasilenie czy reakcję na wirusa. To jest walka o przyszłość naszych społeczeństw.

Ten fakt, przede wszystkim, jest tym, co globalno-kapitalistyczne klasy rządzące są zdeterminowane ukryć. Wprowadzanie Nowej Normy nie powiedzie się, jeśli będzie ona postrzegana jako polityczna (tzn. jako forma totalitaryzmu). Opiera się ona na naszej niezdolności do postrzegania jej jako tego, czym jest. Dlatego ukrywa siebie i przemoc, której się dopuszcza, w pseudomedycznej oficjalnej narracji, uodparniając się na polityczny sprzeciw.

Musimy pozbawić ją tej percepcyjnej reduty, tej hermeneutycznej kryjówki. Musimy sprawić, że pokaże się jako to, czym jest, „spatologizowana” forma totalitaryzmu. Aby to zrobić, musimy go zrozumieć… jego wewnętrzną logikę, jego mocne i słabe strony.

CJ Hopkins

CZYTAJ CAŁOŚĆ: PATOLOGICZNY TOTALITARYZM >>

więcej: http://piniak.blog/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s