TO SIĘ DZIEJE NAGMINNIE! – Gdy człowiek w 2020 r. umiera na cokolwiek, „lekarze” w karcie zgonu wpisują mu: „Covid-19 ze współistniejącymi chorobami”.

Posted by Marucha w dniu 2020-08-10 (Poniedziałek)

Sposób na zwiększanie liczby “ofiar koronawirusa”: poraził go piorun – lekarze wpisali…

 

35-letni pracownik naprawiający dachy, został 28 maja 2020 r. porażony piorunem. W wyniku serii obrażeń, w tym poważnego uszkodzenia rdzenia kręgowego, uszkodzenia płuc i urazu mózgu, zmarł 12 dni później w szpitalu UF Health Shands Hospital (Floryda).

Jako główną przyczynę śmierci lekarze tego uniwersyteckiego szpitala w akcie zgonu wpisali: “Covid-19 ze współistniejącymi chorobami”, bowiem w organizmie ofiary „wykryto ślady koronawirusa”, a konający cierpiał w wyniku doznania wielu urazów (“współistniejące choroby”).

Lekarze w szpitalach w Stanach Zjednocznonych – a prawdopodobnie i w innych krajach – nagminnie wpisują do akt zgonu “koronawirusa” jako przyczynę śmierci, po wykryciu jego śladów w organizmie, bez względu na to czy jest on rzeczywiście przyczyną zgonu – niezwykle rzadkie przypadki – czy też jedynie znaleziono go w organizmie, a umierającego wyniszczył z tuzin różnych chorób.

Z kraju napływają serie niepokojących informacji, jak np. wpisywanie na listę ofiar “koronawirusa” osób ginących w wypadkach motoryzacyjnych, które jednak mogą być zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, bowiem przypadki te wychodzą na światło dzienne dopiero po wnikliwym zainteresowaniu się niezależnych mediów, i to przy oporze władz administracyjno-medycznych.

Istnienie tej tendencji występującej w amerykańskich szpitalach potwierdził nawet dyrektor Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (Center for Disease Control and Prevention – CDC), dr Robert Redfield, który przyparty do muru podczas przesłuchania kongresowego przyznał, że szpitale mają “mocne finansowe zachęty” aby podwyższać liczbę ofiar koronawirusa. [Czytaj więcej tutaj: Dyrektor CDC: Tak, szpitale mają “mocne finansowe zachęty” aby zwiększać liczbę ofiar koronawirusa]

Społeczeństwo amerykańskie jest coraz bardziej podzielone w sprawie “pandemii koronawirusa”: część oglądająca główne media jest spanikowana, zastraszona i – pomimo braku jakichkolwiek obostrzeń w zakresie konieczności noszenia maseczek na otwartej przestrzeni (np. w stanie Maryland) – chodzi w jakichś ciasnych i nad-standardowych maseczkach podczas… wypraw do lasu czy na niemal bezludne ścieżki turystyczne, a nawet samemu jadąc samochodem.

Inni z kolei, są coraz bardziej sceptyczni i zaczynają negować sens nie tylko tzw. wymagań sanitarnych, ale podejrzewają że byli od początku oszukiwani, a cała tzw. pandemia ma podwójne dno i została, albo zainicjowana, albo wykorzystana celem manipulacji społeczeństwem i odebrania wolności.

http://www.bibula.com

Rozmowa z pewną Polką… autentyczna, skrócona…

Ja: Czy pani wie, co to jest pandemia?
Ona (oburzona): Oczywiście, że wiem!
Ja: No to co to jest?
Ona: Gdy ludzie umierają.
Ja: W tym roku umarło MNIEJ ludzi, niż w zeszłym w tym samym okresie – to gdzie ta pandemia?
Ona: Ale ludzie przecież umierają…

Admin

na podstawie: http://marucha.wordpress.com/2020/08/10/sposob-na-zwiekszanie-liczby-ofiar-koronawirusa-porazil-go-piorun-lekarze-wpisali/


od mg: skoro ten człowiek był zdrowy, to obecność przeciwciał oznaczała, że nabył odporność (!)

Jedna myśl w temacie “TO SIĘ DZIEJE NAGMINNIE! – Gdy człowiek w 2020 r. umiera na cokolwiek, „lekarze” w karcie zgonu wpisują mu: „Covid-19 ze współistniejącymi chorobami”.

  1. „Wewewe said 2020-08-10 (Poniedziałek) @ 10:41:52

    „Pani Doktor, internista w miejscowym Centrum Medycznym zmagała się z przewlekłym kaszlem, który niepokoił zarówno Panią Doktor jak i współpracowników. Objawy Pani Doktor były tym bardziej niepokojące, że jej koleżanka, Epidemiolog w miejscowym szpitalu zmagała się z przeziębieniem. W połowie kwietnia podobne objawy, tj. kaszel, gorączkę i trudności w oddychaniu zaobserwowano u pozostałych pracowników szpitala. Wkrótce blisko 1000 pracowników szpitala zostało poddanych testom i odsuniętych od pracy do momentu uzyskania wyników. Spośród testowanych, u 142 osób, w tym u Pani Doktor i Pani Epidemiolog stwierdzono poważną chorobę dróg oddechowych, szpital prewencyjnie zamknięto i ogłoszono epidemię. Wdrożono środki bezpieczeństwa. Zainfekowani zostali odsunięci od pracy na kilka miesięcy na podstawie wyników testów PCR, które wskazywały na niebezpiecznego patogena. Podobne objawy oraz początek epidemii zaobserwowano w innych miastach.
    Jaka choroba wystąpiła u w opisywanych przypadkach? Odpowiedź wydaje się oczywista: COVID-19 wywołany przez koronawirusa.
    Niestety muszę wszystkich zmartwić: to nie COVID-19, to nie koronawirus, to nawet nie jest rok 2020.

    Prezentowana sytuacja miała miejsce w Dartmouth oraz w Bostonie przeszło 10 lat temu (2007 r.). A jak to się skończyło?
    Otóż po 8 miesiącach od wykonania testów PCR szpital przyznał się, że był to fałszywy alarm. Pracownicy cierpieli na zwykłe przeziębienie, które na podstawie testów PCR zostało zakwalifikowane jako choroba spowodowana pałeczką krztuśca, groźnym patogenem, który w latach 1940 powodował zakażenia u dzieci. Zdarzenie zostało opisane w The New York Times w artykule pod znamiennym tytułem: „Wiara w szybki test prowadzi do epidemii, której nie było” (Kolata Gina. 2007. Faith in quick test leads to epidemic that wasn’t) jako przestroga przed zbytnim poleganiem na testach molekularnych. Niestety w 2020 r. zapomniano o tej przestrodze i na podstawie wątpliwych metodycznie testów zamknięto gospodarki a z ludzi uczyniono niewolników.

    Tymczasem już w 2007 r.przestrzegano przed nadmierną wiarą w wyniki testów PCR czyli testów opartych o łańcuchową reakcję polimerazy (ang. Polymerase Chain Reaction). Reakcja PCR polega na namnożeniu materiału genetycznego (DNA) w milionach kopii przy pomocy specjalnego enzymu, polimerazy DNA. W przypadku koronawirusa, którego materiał genetyczny stanowi RNA, stosuje się odmianę reakcji PCR tzw. RT-PCR, która w uproszczeniu polega na przekształceniu RNA wirusa w DNA (tzw. cDNA – komplementarne DNA), a następnie namnożeniu pozyskanego cDNA. Problem w tym, że PCR służy do namnażania czystego DNA, a więc uzyskanego z wyizolowanego wirusa tzn. takiego, który nie jest pobrany łącznie z tkankami ludzkimi. Jeżeli reakcji PCR poddamy materiał nieoczyszczony to namnoży się wszystko co możliwe, a więc zarówno materiał genetyczny koronawirusa, innych wirusów, a nawet człowieka. Nawet stosując reakcję specyficzną dla danego genu koronawirusa nie unikniemy namnożenia homologów genów koronawirusowych (czyli genów podobnych), które występują u innych wirusów, bakterii, a także u człowieka. Tym samym, pobierając materiał genetyczny w postaci wymazu z tkanek ludzkich nie mamy pewności co wykrył test. Czy jest to faktycznie gen wirusa czy może homolog ludzki, bakteryjny? Ponadto reakcja PCR nie pokazuje czy mamy do czynienia z cząstkami mogącymi wywołać infekcję czy jedynie z pozostałościami po zetknięciu się z koronawirusem lub wirusami podobnymi.

    Artykuł z 2007 r. zwrócił uwagę, że metody molekularne, w tym PCR są technicznie wymagające i nie nadają się do szybkich testów będąc bardzo podatnymi na błędy. Należy mieć sporą wprawę w stosowaniu testów PCR oraz sporą wiedzę w interpretacji ich wyników. Warto zwrócić uwagę, że reakcja PCR jest trudna do standaryzacji, gdyż wyniki zmieniają się w zależności od laboratorium, typu termocyklera (urządzenie do PCR) a także użytych odczynników, w tym pochodzenia polimerazy DNA. W Dartmouth pospiesznie wyciągnięto wnioski z testów PCR. Każda kaszląca osoba była poddawana testom, które często dawały wyniki fałszywie pozytywne i wykrywały pałeczkę krztuśca. Nikt nie zaprzątał sobie głowy potwierdzaniem wyniku za pomocą tradycyjnych metod. Szpitale w New Hampshire i Vermont okazały się bardziej podejrzliwe. Wyniki testu PCR starano się potwierdzić hodowlą bakterii. Okazało się, że we wszystkich podejrzanych przypadkach bakterie nie wyrosły. Nie było epidemii tylko zwykłe przeziębienie.
    Obecnie mamy do czynienia z podobną sytuacją jak ta opisana w 2007 r. w USA. Obserwujemy ślepą wiarę w testy PCR. Media, alarmującym tonem podają liczbę zakażeń wykrywanych każdego dnia. Tylko czy te zakażenia oznaczają chorobę? Czy jesteśmy pewni, że mamy do czynienia z koronawirusem? Żaden pojedynczy test nie może być uważany za dowód absolutny choroby, zwłaszcza test PCR. Z pewnością testy PCR nie mogą stanowić podstawy do ogłaszania epidemii, gdyż wówczas opierałaby się ona bardziej na wierze i strachu niż na naukowych podstawach.
    Dla zainteresowanych link do oryginalnego artykułu w języku angielskim:

    adres komentarza

    „Adrem said 2020-08-10 (Poniedziałek) @ 15:42:46

    Reasumując: dzielą nas dni od nowego lockdownu.
    Czemu tak myślę?
    Nasilają testowanie w dużych zakładach pracy.
    Znając naturę tych testów będzie dużo ”zakażeń”.

    adres komentarza

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s