„Szczepienia”, big pharma – O CO TU CHODZI?

Szczepienia, big pharma – o co tu chodzi…

Nie poruszłem do tej pory w odrębnym wpisie sprawy szczepień z tego powodu, że temat ten wywołuje ogromne emocje. Widać je w dyskusji, a raczej gwałtownej pyskówce na stronie WPS pod artykułem M. Głogoczowskiego:
http://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/02/25/ram-czyli-rozwoj-atrofii-mozgow-w-cywilizacji-tpd/

Niestety i u autora dostrzec można – takie jest moje zdanie – rozwój atrofii mózgu w kontekście problematyki szczepień. Zarówno big pharma jak i „Przedsiębiorstwo masowe szczepienia” są wytworem – jak to Głogoczowski ją nazywa – cywilizacji TPD, co samo w sobie wywoływać powinno u niego  uzasadnioną podejrzliwość wobec nich. Ale atroficzny jego rozum tego nie dostrzega.

Niestety mój przyjaciel Piotr Bein dał się ponieść emocjom i miał współudział w przeistoczeniu się dyskusji w karczemną pyskówkę.

Pewnie, że można naświetlać sprawę szczepień z punktu widzenia oficjalnej medycyny, co robi Głogoczowski. Ale okrzykiwanie wszystkich przeciwników szczepień ludźmi niepoważnymi, a to też on robi, jest po prostu nieuczciwe. Prawdy dochodzi się w dyskusji na argumenty, a nie poprzez insynuacje.

W tym miejscu zaznaczam, że pisząc jeszcze jako Poliszynel wiele czasu poświęciłem na zbadanie problemu szczepień tzw. „ochronnych” i już wtedy zauważyłem wiele, zbyt wiele propagandy w enuncjacjach oficjalnej medycyny nazywanej przez Jerzego Ziębę „rockefellerowską”. Twierdzi ona, że to tylko dzięki szczepieniom w Europie i Ameryce płn. zlikidowano wiele chorób zakaźnych, także tych wieku dziecięcego. Niestety wszystkie te masowe enuncjacje traktują sprawę szczepień w całkowitym oderwaniu od kontekstu społeczno-bytowego i poprawie żywności jakie miały miejsce w tym samym czasie na zachodzie.

Tu przypomnę, że ostatnia wielka epidemia ospy w XIX wybuchła w UK już po wprowadzeniu tam masowych szczepień przeciwko ospie. Potem ospa zanikła i od tego czasu szermierze szczepień twierdzą, że dzięki szczepionkom. Nie zauważają, że w międzyczasie skanalizowano Londyn i wszystkie miasta UK, oraz wprowadzono wodociągi dostarczające czystą bieżącą wodę. Wcześniej w ubogich dzielnicach Londynu wodę wiadrami nosiła ludność z ulicznych pomp, tyle że obok nich wylewano nieczystości i ekskrementy, które z deszczem przenikały do wody gruntowej. I ludzie to pili. Ponadto pojawiło się wtedy słowo „higiena” i powszechne stosowanie mydła do mycia rąk. A jeszcze w I połowie XIX wieku w szpitalach lekarz prosto z prosektorium, bez mycia rąk, szedł operować lub odbierać poród, co powodowało ogrom przypadków śmiertelnych i u operowanych, i u matek na skutek tzw. „gorączki okołoporodowej”. Poprawiło się też wyżywienie, głód przestał nękać niższe warstwy społeczne, a i czas pracy dzięki strajkom i walce ruchów lewicowych skrócony zostal z 12-14 do 8 godzin. Wprowadzono urlopy, ubezpieczenia zdrowotne. Gwałtownie rozwinęło się budownictwo mieszkaniowe i coraz więcej rodzin mieszkało w czystych, dużych, ogrzewanych mieszkaniach z kanalizacją i bieżącą wodą. Wszystkie te czynniki razem sprawiły, że w ogromnym stopniu poprawiła się ogólna zdrowotność mieszkańców i znacznie wzrosła u nich odporność na infekcje. I zdaniem niejednego przeciwnika dobroczynności szczepień właśnie dzięki tym pozytywnym zmianom, a nie dzięki szczepionkom, wielkie epidemie przestały nękać zachód.

Niestety zwolennicy dobroczynności szczepień tę właśnie ważną sprawę – ogromne pozytywne przemiany w sferze socjalno-bytowej i dużo lepsze odżywianie się mieszkańców – w ich proszczepionkowej propagandzie kompletnie ignorują. A przecież jest rzeczą oczywistą, że ludzie lepiej odżywieni, mniej wycieńczeni ciężką pracą, żyjący w ciepłych mieszkaniach i przestrzegający higieny znacznie rzadziej chorują, a i choroby przechodzą łagodniej niż ludzie niedożywieni i wycieńczeni.

Nikt nie jest niestety w stanie wykazać, w jakim stopniu szczepienia, a w jakim stopniu pozytywne zmiany bytowe wpłynęły na zanik wielkich epidemii. Ale nieuczciwe inntelektualnie jest ignorowanie tychże pozytywnych zmian bytowych w kontekście zaniku epidemii, gdyż miały one co najmniej taki sam wkład jak szczepienia – przy założeniu, to to szczepienia zlikwidowały wielkie epidemie.

Już ładnych kilka lat temu słuchałem świetnej prelekcji Anity Petek na Konferencji Anty-Cenzuralnej w Szwajcarii:

Rozniosła w puch wiele dogmatów proszczepionkowego lobby i zdemaskowała kruchość argumentów na rzecz rzekomej dobroczynności szczepień. Po jej wystąpieniu i ona sama, i organizatorzy Konferencji zaatakowani zostali wściekłe z oskarżenia o „nienaukowość” prelekcji przez przedstawicieli oficjalnej medycyny i big pharmy. Najważniejszym i nacięższym argumentem „merytorycznym” był ten, ża Anita Petekk nie jest lekarzem. Choć uczciwie przyznać należałoby, że na temat szczepień wiedziała o wiele więcej niż niejeden profesor docent doktor habilitowany medycyny, nie mówiąc o zwykłach lekarzach, nie mających o szczepieniach praktycznie zielonego pojęcia (o tym za chwilę). W odpowiedzi na zarzuty o „nienaukowość” Anity Petek organizatorzy Konferencji zaprosili lekarza – Johana Loibnera:

Krótko o nim – po normalnych studiach medycznych dodatkowo studiował jeszcze przez lata pogłębiając wiedzę medyczną w kilku kierunkach – m.in. homeopatii i naturalnej medycyny Kneippa. Przez kilka lat prowadził wykłady dla studentów i lekarzy na uniwersytecie w Grazu. Prowadził też prywatną praxis jako lekarz związany z kasą chorych i leczył w niej przez kilka lat. Ale już wtedy zauważył, że wysłannicy big pharmy narzucają lekarzom za pośrednictwem izb lekarskich i ministerstwa, jakie są choroby i co na nie należy przepisywać. Przyjmował w tym okresie 60-80 pacjentów dziennie a „leczenie” polegało na wypisywaniu recept. Po kilku latach doszedł do w wniosku, że z taką medycyną polegającą na rozprowadzaniu produktów big pharmy nie chce mieć nic wspólnego. Założył więc nową praxis, w której stosował głównie medycynę naturalną i homeopatię, choć całkiem z alopatii nie zrezygnował. Na życzenie pacjentów podawał im nawet szczepionki. Wtedy też zdarzyło się w krótkim czasie w jego praktyce lekarskiej kilka ciężkich powikłań poszczepiennych, z jednym przypadkiem śmiertelnym.
I dopiero wtedy na serio zainteresował się szczepieniami i ich rzekomo dobroczynnym działaniem dla zdrowia ludności. Bo jak sam stwierdził, w czasie gdy był studentem medycyny, miał 2 godziny wykładów na temat szczepień. Twierdzi wręcz i trudno temu zaprzeczyć, że przeciętny lekarz po studiach nie ma zielonego pojęcia o szczepieniach. Bo ile można nauczyć się o nich przez dwie godziny wykładów na przestrzeni sześciu lat studiów.
Przez szereg lat sam dla siebie, dla pogłębienia własnej wiedzy, zajmował się intensywnie tematyką szczepień. Wreszcie po latach tych badań zaczął publikować artykuły i wygłaszać prelekcje podważające oficjalną wykładnię medycyny odnośnie szczepień. Nazywa szczepienia selekcją powołując się na Napoleona. Bo to Korsykanin pierwszy na masową skalę wprowadził „szczepienia” przeciwko ospie. Tyle że jemu nie chodziło o uodpornienie żołnierzy, bo zresztą termin „antyciała” wtedy jeszcze nie istniał. Napoleon chciał wiedzieć, którzy żołnierze są rzeczywiście silni i zdrowi, a którzy nie. Wszystkim żołnierzom zdrapano naskórek na ręce i pocierano ranę strupami chorych na ospę. 80 % przeszło owe „szczepienia” bez większych powikłań i pozostało w wojsku. Z pozostałych 20 % część zmarła, a pozostali na skutek ciężkich powikłań chorobowych zostali inwalidami i kalekami. Nie tylko Napoleon zainteresowany był zdrową armią odporną na czarną ospę. Istniały wtedy elitarne oddziały żołnierzy, także w Rosji, do których przyjmowano tylko ludzi naznaczonych śladami po przebytej czarnej ospie. Twórcy tych oddziałów rozumowali tak – jeśli taki przeżył ospę, to byle co nie zwali go z nóg.

Napoleon i tak miał szczęście. Gdyby podobne „szczepienia” przeprowadzono w głębokim średniowieczu, najprawdopodobniej śmiertelność byłaby znacznie wyższa. W jego czasach, po rewolucji francuskiej, dzięki zniesieniu poddaństwa i pańszczyzny mniej było głodu we Francji niż w wiekach średnich, przez co tylko 20 % żołnierzy odpadło przez tamte „szczepienia”.

Gdy dr Loibner rozpoczął wykłady o szkodliwości szczepień, nazywając je selekcją (zdrowi przeżyją, a pozostali sami sobie winni, że nie są zdrowi) przedstawiciele big pharmy zaskarżyli go w ministerstwie zdrowia Austrii. Dostał ostrzeżenie, że jeśli nie zaprzestanie prelekcji, odbiorą mu licencję lekarza. Był uparty, nie przestraszył się szantażu i dalej prowadził prelekcje, wobec czego w 2009 roku odebrano mu licencję lekarską.

I w tym miejscu nasuwa się kilka pytań – dlaczego ministerstwo zdrowia, oficjalna medycyna i big pharma nie zaproszą go do publicznej, otwartej debaty przed kamerami telewizyjnymi? Dlacze nie próbują merytorycznie podważać jego wypowiedzi, a jedyne co robią, to go po prostu gnębią i próbują zakneblować?
Odpowiedzi na te pytania są proste – Loibner posiada ogromną wiedzę o szczepieniach, nie tylko medyczną i mikrobiologiczną. Także historyczną. Ponadto mówi o szczepieniach z uwzględnieniem zmian socjalno-bytowych i poprawą wyżywienia – a te aspekty są całkowicie ignorowane przez zwolenników szczepień. I ponieważ ani jeden z hurra-turbo-szczepionkowców nie posiada nawet ułamka jego wiedzy i nie jest w stanie podważyć jego merytorycznych wypowiedzi, stosują wobec niego knebel.

Tu przypomnę, że w średniowieczu epidemia ospy potrafiła jednorazowo wybić 1/3 mieszkańców Europy. Ale wtedy były za to odpowiedzialne bieda i głód oraz katastrofalne warunki higieniczne. Epidemie ospy pod koniec XIX wieku dawały znacznie mniej ofiar, bo warunki bytowe, wyżywienie i higiena były na wyższym poziomie. W okresie szczytowego dobrobytu na Zachodzie, który przypadł na lata 80-te i 90-te XX wieku poziom zdrowia mieszkańców był najwyższy w historii, przez co powikłań poszczepiennych było znacznie mniej niż obecnie, choć i wtedy się zdarzały. Obecnie ze względu na pogarszające się od ćwierci wieku warunki bytowe na zachodzie, coraz większą ilość śmieciowej tzw. „żywności”, GMO i narastający stres spowodowany wyścigiem szczurów, dochodzi do coraz większej liczby powikłań poszczepiennych. I nie ma się czemu dziwić – jest to selekcja – zdrowszy przeżyje. A pozostali idą na przemiał.
A przy okazji big pharma zarabia biliony dolców, euro, funtów i czego tam jeszcze.

Zwolennicy dobroczynności szczepień naturalnie mają prawo je zachwalać. Ale dobrze by było, gdyby zastanowili się nad tym, dlaczego wysoko wykwalifikowanego lekarza, byłego wykładowcę uniwersyteckiego, naciskami poprzez ministerstwo chciano zmusić do milczenia, a w końcu odebrano mu licencję lekarską, zamiast merytorycznie udowodnić mu, że się myli?

W Niemczech rośnie liczba lekarzy krytykujących szczepienia. I oni też mają coraz większe kłopoty, gdyż i ich chce big pharma i oficjalna medycyna zakneblować. Niestety kneblowanie oponentów nie jest metodą dochodzienia prawdy naukowej.

U nas niedawno głośno było o wezwaniu przez izbę lekarską w Łodzi na przesłuchanie dra Huberta Czerniaka – także krytykującego przymusowe szczepienia.

Trudno jest nazwać wszystkich tych (i wielu jeszcze innych) antyszczepionkowych lekarzy niepoważnymi oszołomami. Mają i wiedzę i praktykę. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem problemu byłaby publiczna i jawna debata z udziałem kompetentnych przedstawicieli obu stron konfliktu. Niestety wszystko wskazuje na to, że oficjalna medycyna takiej debaty nie chce, a jedyne co robi to próbuje kneblować stronę przeciwną. Co rodzić musi uzasadnione podejrzenie, że

kneblowani przeciwnicy szczepień mogą mieć dużo racji.

I dlatego właśnie się ich knebluje.

opolczyk

na podstawie: http://opolczykpl.wordpress.com/2018/03/02/szczepienia-big-pharma-o-co-tu-chodzi/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s