PRZYPOMINAMY. OBOWIĄZUJE WYROK SĄDU NAJWYŻSZEGO USA, KTÓRY ODRZUCIŁ ROSZCZENIA ŻYDÓW.


, 2018.02.06


Ilustracja tytułowa: Władysław Kozakiewicz cieszy się ze zwycięstwa.
Olimpiada w Moskwie, Stadion Łużniki. Fot. Inter. / wybór wg.pco

Mgr Inż. Bohdan Szewczyk
29 Marzec 2010
Przedstawiciel Prasowy
Emigracja Polska
bszewczyk@yahoo.com

Do: Rządu w Polsce i na Ukrainie, Senatu, Sejmu i Sądu Najwyższego

W związku z kolejną próbą wyłudzenia od Polski i innych krajów Europy Wschodniej (uprzednio pod zaborem ZSRR) ponad 140 miliardów dolarów, przypominam że w tej sprawie obowiązuje wyrok Sądu Najwyższego USA 23 Marca 2006 roku – sygnatura Docket Act 02-78-44 , który odrzucił roszczenia Żydów.

Wyrok jest prawomocny.

Mimo tego wyroku, przestępcza grupa działająca pod wodzą Singera próbowała wyłudzić pieniądze od Polski.

Przedstawiłem ich działalność do Sądu Najwyższego USA z prośbą o przywołanie ich do porządku prawa i w konsekwencji ludzie ci zostali usunięci z Światowego Kongresu Żydowskiego.

Obecnie były ambasador Izraela w Polsce próbuje ponownie dokonać tego samego przestępstwa..

Przypominam jeszcze raz, że wyrok Sądu USA jest obowiązujący i jakiekolwiek próby porozumienia między rządami Europy Wschodniej, a osobami reprezentującymi środowiska Żydowskie, są przestępstwem wobec prawa i gwaranta suwerenności państw Europy jakim są Stany Zjednoczone.

Jednocześnie pragnę przypomnieć Rządowi Polskiemu o zaległej wypłacie dla mnie odszkodowania jako osoby, która obroniła w ostatniej chwili Skarb Państwa Polskiego od strat w wysokości $65 miliardów.

Jak wszyscy wiemy osoby działające w tym procesie wyłudzania pieniędzy są doskonale zorganizowane i potrafią wyrządzić znaczne szkody ludziom im się sprzeciwiającym bez względu gdzie ci funkcjonują.

W załączeniu przesyłam następujące materiały, które jednoznacznie określają organizacje i osoby występujące w tym działaniu a znajdujące się po obu stronach.

Artykuł z informacją o wystąpieniu byłego Ambasadora Izraela w Polsce.

Szczególnie podły i ubliżający Narodowi Polskiemu Pozew do sądu w USA.

Moje wystąpienie do Sądu Najwyższego w USA i władz UE.

Mgr Inż. Bohdan Szewczyk
Przedstawiciel Prasowy
Emigracja Polska
29 Marzec 2010

źródło: http://www.polishclub.org/2018/02/06/przypominamy-obowiazuje-wyrok-sadu-najwyzszego-usa-ktory-odrzucil-roszczenia-zydow/

Reklamy

Komentarze 3 to “PRZYPOMINAMY. OBOWIĄZUJE WYROK SĄDU NAJWYŻSZEGO USA, KTÓRY ODRZUCIŁ ROSZCZENIA ŻYDÓW.”

  1. mgrabas Says:

  2. mgrabas Says:

    „Posted by Marucha w dniu 2018-02-13 (wtorek)

    Robert Faurisson: Zagadnienie komór gazowych


    Przez ponad pół wieku wychowywani byliśmy w poczuciu winy za milczące przyzwolenie na masową likwidację Żydów w Europie w czasie II wojny Światowej. Nauczono nas wierzyć w holocaust dzieci Izraela, ni­czym w Pismo Święte. Bo czy mógł ktoś przypuszczać, że wydarzenie obe­cne na stronach wszystkich podręczników historii jest tylko mitem?

    Ale znaleźli się ludzie, którzy potrafili otrząsnąć się i z naukową precyzją odrzucić mit holocaustu. Czy są oni w błędzie?

    Każdy, rzecz jasna, może zakwestionować wszystko. Ale wykazać absurdalność czyichś poglądów na nie tak dawne przecież historyczne wy­darzenia nie powinno być trudne. Skoro holocaust miał miejsce, skoro Ży­dzi ginęli masowo w komorach gazowych, najprościej byłoby przedstawić na to jakieś dowody. Ale tych, jak się okazało, po prostu nie ma. Kłamstwo, bowiem, choćby i miliony razy powtarzane, nie jest w stanie zastąpić naj­drobniejszego choćby faktu.

    Zamiast dyskusji, obrzucono, więc niepokornych historyków, nazywanych „rewizjonistami”, tonami epitetów – lecz ani jedna rzeczowa polemi­ka nie została podjęta.

    Sięgnięto też i po inne środki, by zamknąć im usta: w wielu tzw. kra­jach demokratycznych wprowadzono ustawowy zakaz prowadzenia ba­dań naukowych nad holocaustem, a jego złamanie zagrożone zostało sank­cjami karnymi (np. we Francji). Również w naszym kraju podjęto działania mające na celu „zjednoczenie nas z Europą” m. in. w tej sprawie. Już to zre­sztą przerabialiśmy: jeszcze kilka lat temu do komunistycznych więzień trafiali historycy za głoszenie innej prawdy historycznej – tej o mordzie katyńskim.

    Ale czy represje są w stanie cokolwiek powstrzymać? Można oczywi­ście zakazać głoszenia prawdy, ale zmienić jej nikt nie jest w stanie…

    MIT HOLOCAUSTU

    Zagadnienie komór gazowych

    Nikt, nawet tak odosobnione jednostki, które z nostalgią spogląda­ją na Trzecią Rzeszę, nie neguje istnienia obozów koncentracyjnych w okresie hitlerowskim. Wszyscy przyznają, że część obozów była wy­posażona w krematoria. Zamiast grzebać zwłoki, palono je. Powtarza­jące się epidemie sprawiły, że kremacja stałą się koniecznością, szcze­gólnie jeśli chodzi o zmarłych na tyfus.

    Zagadnieniem, które jest po­wszechnie dyskutowane przez licznych autorów francuskich, brytyj­skich, amerykańskich i niemieckich, jest natomiast istnienie „obozów zagłady” w Niemczech Hitlera. Określenie „obozy zagłady” stosowa­ne jest dla wyodrębnienia tych obozów, które były rzekomo wyposażo­ne w „komory gazowe”. Owe „komory gazowe” różniły się od komór stosowanych w amerykańskich więzieniach, ponieważ służyły do zabi­jania masowego. Ofiarami miały zaś być dzieci, kobiety i mężczyźni – zabijani z powodu swej rasy lub religii. Zostało to zdefiniowane jako „ludobójstwo”.

    Podstawowym środkiem, za pomocą, którego dokony­wano owego „ludobójstwa” były rzeźnie dla ludzi zwane „komorami gazowymi”. Gazem używanym w tym celu miał być Cyklon B (pestycyd oparty na kwasie pruskim i kwasie cyjanowodorowym). Autorzy, którzy zaprzeczają owemu domniemanemu „ludobójstwu” i istnieniu „komór gazowych” nazywani są REWIZJONISTAMI.

    To, co utrzymują owi autorzy, przedstawia się mniej więcej tak: wy­starczy do obydwu tych problemów („ludobójstwa” i „komór gazo­wych”) zastosować zwykłe metody krytyki historycznej, aby stwierdzić, że mamy do czynienia z dwoma mitami, nierozdzielnie ze sobą związa­nymi. Zbrodnicze zamiary przypisywane Hitlerowi nie zostały nigdy udowodnione. Nikt nigdy nie widział „narzędzia zbrodni”. Mamy do czynienia wyłącznie z kampanią nienawiści, z niezwykle sugestywną wojną propagandową.

    Historia pełna jest oszustw tego typu, poczyna­jąc od „bajek” religijnych dotyczących magii i czarów. Tym, co odróż­nia nasze czasy od poprzednich epok jest przerażająca potęga mediów i propagandy, która aż do mdłości powiela coś, co można by nazwać „kłamstwem XX stulecia”. Ktoś, kto po 30 latach poszukiwań powziął myśl, aby zdemaskować to kłamstwo, musi być ostrożny.

    W zależności od sytuacji przejdzie przez więzienia, grzywny, napaści i zniewagi. Zo­stanie określony jako „nazista”. Jego tezy zostaną zignorowane albo zniekształcone. Żaden kraj nie będzie tak bezlitośnie wrogi wobec nie­go, jak Niemcy.

    Dzisiaj, w każdym razie został rozbity mur milczenia wo­kół tych, którzy w sposób naukowy i odpowiedzialny, odważyli się pisać, że „komory gazowe” Hitlera (także te w Oświęcimiu i Majdanku) są wyłącznie historycznym oszustwem. Jest to olbrzymi krok naprzód.

    Ale ileż to oszczerstw i zniewag zamieścił historyk „eksterminacjonalista” – George Wellers – kiedy, ponad dziesięć lat po śmierci Paula Rassiniera, zdecydował się polemizować z drobną częścią przedstawionych przez niego faktów. Paul Rassinier – były więzień obozu koncentracyj­nego – miał odwagę jako pierwszy ujawnić w swych książkach oszustwo „komór gazowych”.

    Najlepszym sposobem, aby historyk mógł dowiedzieć się o prawdzi­wych twierdzeniach „uczniów” Paula Rassiniera jest sięgnięcie do pra­cy Amerykanina A.R. Butza „Kłamstwo XX wieku” („The Hoax of the XXth Century”). Ze swej strony pozwalam sobie jedynie poczynić kilka uwag dla historyków poważnie zainteresowanych badaniami.

    Pragnąłbym zwrócić uwagę na pewien paradoks. Aczkolwiek „ko­mory gazowe” są, według historyków oficjalnych, punktem absolutnie centralnym w nazistowskim systemie obozów koncentracyjnych, a ponadto dowodem zbrodniczego, wręcz szatańskiego charakteru niemiec­kich obozów, pozostaje zupełnie zdumiewające, że w olbrzymiej biblio­grafii dzieł poświęconych obozom koncentracyjnym nie znajdziemy ani jednej książki, ani jednej broszurki, ani jednego artykułu poświęcone­go „komorom gazowym”.

    Nie wolno dać się zwieść tytułom, które wydają się być bardzo obie­cujące; należy sprawdzić, co zawierają owe prace. Publikacje na te­mat obozów koncentracyjnych, uznawane za „oficjalne pisma histo­ryczne”, powstają na zlecenie instytutów lub fundacji, które są częścio­wo lub całkowicie finansowane z funduszów publicznych, jak na przy­kład Comite de Histoire de la Deuxieme Guerre. Mondiale i Centre de Documentation Juive Conteinporaire we Francji, lub Institut fur Zeitgeschichte w Monachium w Niemczech.

    W dziele Olgi Wormster Mugot na temat nazistowskiego systemu obozów koncentracyjnych musimy czekać aż do strony 541, aby natknąć się na fragment poświęcony „komorom gazowym”. I tutaj czekają czytelnika trzy kolejne niespodzianki:

    1.Rozdział poświęcony tej kwestii liczy jedynie 3 strony.
    2.Tytuł tego rozdziału brzmi: „Problem komór gazowych”.
    3.Tytułowy problem zawiera się w dociekaniach, czy istniały napraw­dę „komory gazowe” w Ravensbruck (Niemcy) i Mauthausen (Au­stria).

    Autorka dochodzi do konkluzji, że nie istniały, jednak nie bada „pro­blemu komór gazowych” w Oświęcimiu czy jakimkolwiek innym obo­zie, prawdopodobnie, dlatego, że w jej umyśle nie przedstawia to żadne­go „problemu”.

    W tym miejscu czytelnik pewnie zechciałby się dowiedzieć, dlacze­go analiza, która doprowadziła do konkluzji, że „komory gazowe” nie istniały w pewnych obozach, nie został zastosowana w przypadku obo­zów, takich jak Auschwitz? Dlaczego z jednej strony duch krytyczny roz­wija skrzydła, a z drugiej popada w stan letargu? W końcu mówiąc o Ravensbruck mamy do dyspozycji wiele „oczywistych dowodów” i „niepodważalnych relacji naocznych świadków”, poczynając od świadków najbardziej znanych, jak: Marie Claude Vaillant-Counturier lub Germaine Tillion.

    Wiele razy po zakończeniu wojny, stojąc przed obliczem francuskich i brytyjskich trybunałów, oficerowie niemieccy z Ravensbruck (Suhren, Schwarzhuber, Treite) przyznawali, że w obo­zie tym istniały „komory gazowe”. Opisywali także mgliście ich dzia­łanie. W następstwie tego, albo zostali powieszeni z oskarżenia o rze­kome „masowe mordowanie ludzi w komorach gazowych”, albo po­pełnili samobójstwo. Podobne „wyznania” zostawili przed śmiercią Ziereis z Mauthausen (Austria) oraz Kramer z obozu w Stuthof-Natzweiler (Alzacja).

    Dzisiaj możemy oglądać rzekome „komory gazowe” w Stuthof-Natzweiler i porównać je z niewiarygodnymi wyznaniami Kramera. Owe „komory gazowe”, prezentowane jako „monument, historyczny”, nie są niczym innym, jak tylko całkowitym oszustwem. Najmniejsza doza krytycyzmu wystarczy, aby przekonać się, że gazowanie w tym malut­kim pomieszczeniu, które nie zapewnia nawet minimum ochrony przed wydostawaniem się gazu, zakończyłoby się katastrofalnie nie tylko dla ofiary i kata, ale także dla ludzi, którzy mogliby znajdować się w pobli­żu.

    Dla uwiarygodnienia tej „komory gazowej” (która, jak zapewnia­no, znajduje się w „stanie oryginalnym”), wykonano – poprzez rozbi­cie czterech cegieł – dziurę w cienkim murze. Przez tę dziurę Josef Kra­mer miał rzekomo wrzucać tajemnicze sole, co, do których nie umiał po­dać żadnych bliższych szczegółów, poza tym, że zmieszane z wodą by­ły w stanie zabijać w ciągu jednej minuty! Jak mogły sole zmieszane z wodą wytwarzać gaz?

    W jaki sposób Kramer uniknął zatrucia przez wydostający się otworem gaz? Jak mógł widzieć swoje ofiary poprzez otwór, skoro daje on możliwość oglądania jedynie górnej połowy pomie­szczenia? W jaki sposób wietrzono pomieszczenia zanim otworzono je­dyne drzwi wykonane ze zwykłego drewna?

    Być może należałoby o to zapytać w przedsiębiorstwie inżynieryjnym w St. Michel sur Meurthe, które po wojnie zajmowało się przebudową lokalu, prezentowanego dzi­siaj zwiedzającym w swoim „oryginalnym stanie”. Również w wiele lat po zakończeniu wojny prałaci, profesorowie uni­wersytetów oraz zwykli obywatele opisywali, jako „naoczni świadko­wie” – „komory gazowe” w Buchenwaldzie i Dachau. Jeśli chodzi o Buchenwald, to „komora gazowa” stopniowo znika­ła z opisów i relacji ludzi, którzy wcześniej utrzymywali, że istniała na terenie obozu.

    Dachau

    Odmienna sytuacja występuje w odniesieniu do Dachau. Najpierw zostało jasno stwierdzone (na przykład przez Jego Eminencję Biskupa Piquet), że „komora gazowa” była używana wyłącznie do gazowania polskich księży. Jednakże ostatecznie zaakceptowano – jako wersję ofi­cjalną – stwierdzenie, że: „Komora gazowa, w Dachau, której budowę rozpoczęto w 1943 roku, nie była jeszcze całkowicie ukończona w 1945 roku, kiedy to obóz został wyzwolony, i z tego powodu nikt, nie mógł być w niej zagazowany”.

    Malutkie pomieszczenie, które było prezentowane zwiedzającym, ja­ko „komora gazowa”, musiało być w rzeczywistości czymś zupełnie in­nym. Teraz, gdy dysponujemy wszystkimi planami konstrukcyjnymi kre­matorium wraz z przyległościami, możemy to stwierdzić z całą stanow­czością. Nie wiadomo na podstawie, jakich przesłanek technicznych utrzymuje się, że ta konstrukcja jest „nieukończoną komorą gazową”.

    Broszat

    Żaden z oficjalnych instytutów historycznych nie włożył tyle wysił­ku, aby uczynić mit „komór gazowych” wiarygodnym, co Institut fur Zeitgeschichte (Instytut Historii Współczesnej) z Monachium. Od 1972 roku dyrektorem Instytutu jest Martin Broszat. Doktor Broszat, członek Instytutu od 1955 roku, stał się sławny dzięki opublikowaniu w roku 1958 t.zw. „Wyznań Rudolfa Hoessa”. Hoess, były komendant obozu w Oświęcimiu, napisał rzekomo te „wyznania” w komunistycznym wię­zieniu, zanim został powieszony.

    19 sierpnia 1960 roku, Broszat poinformował swoich zdumionych ro­daków, że na terytorium starej Rzeszy (w granicach z 1937 roku) nie by­ło nigdy „komór gazowych”. Znajdowały się jedynie w ograniczonej liczbie wybranych obozów – zlokalizowanych zwłaszcza na terytorium okupowanej Polski (największym z nich był Auschwitz-Birkenau). Te za­dziwiające informacje zostały przekazane w zwykłym liście do redak­cji, opublikowanym w tygodniku

    „Die Zeit” (z 19. VIII. 1960 r., s. 16). Ty­tuł publikacji był bardzo pokrętny i wprowadzał w błąd czytelnika: „Keine Vergasung in Dachau” („Nie było gazowania w Dachau”). W isto­cie winien on brzmieć: „Keine Vergasung in Altreich” („Nie było ga­zowania na terytorium Starej Rzeszy”).

    Aby nie dopuścić do wysu­wania podobnych wątpliwości w stosunku do innych obozów, doktor Bro­szat nie dołączył do swej informacji żadnych dowodów. Do dziś dnia, kil­kanaście lat po jego publikacji, ani on, ani którykolwiek z jego kolegów-historyków, nie przedstawił najmniejszych nawet dowodów naukowych na poparcie tego twierdzenia.

    Szczególnie ważne byłoby uzyskanie odpowiedzi na następujące py­tania:

    1.Skąd doktor Broszat wie, że „komory gazowe” na terytorium sta­rej Rzeszy są oszustwem?
    2.Skąd doktor Broszat wie, że „komory gazowe” na terytorium Pol­ski są autentyczne?
    3.Dlaczego „dowody” i „relacje naocznych świadków” dotyczące obozów koncentracyjnych na Zachodzie nagle nie przedstawiają już żadnej wartości, podczas gdy „dowody” i „relacje naocznych świadków” dotyczące obozów w Polsce – pozostają nadal prawdzi­we?

    Żaden ze znanych historyków nie postawił tego rodzaju pytań, tak, jakbyśmy mieli do czynienia z jakąś zmową milczenia.

    Jak często w hi­storii dziejopisarstwa przyjmuje się twierdzenia oparte na świadectwie jednego historyka? Słynny Szymon Wiesenthal w liście do redakcji „Books and Bookmen” (kwiecień 1975, str. 5) również stwierdził, że „nie było obozów zagłady na ziemi niemieckiej”, ale – podobnie jak Bro­szat – nie poparł swego twierdzenia żadną dokumentacją naukową…

    Obozy w Polsce

    Rozpatrzmy teraz problem „komór gazowych” w Polsce. Jako za­sadniczy dowód, że naprawdę istniały „komory gazowe ” w Bełżcu i Treblince, uznaje się stwierdzenia Kurta Gerstaeina. Zapiski tego byłego SS-mana, który według oficjalnej wersji popeł­nił samobójstwo w więzieniu Cherche-Midi w Paryżu, są pełne takich absurdów, że już od dłuższego czasu straciły wiarygodność w oczach hi­storyków.

    Ponadto, dokumentacja ta nie była nigdy publicznie udostęp­niona, nawet w dokumentach Trybunału Norymberskiego. Dostępna by­ła natomiast w formie bezużytecznej dla naukowego badania (ze skróta­mi, zmianami, zafałszowaniami…). Dokument oryginalny, tak samo jak jego absurdalne dodatki, nigdy nie był dostępny.

    Jeżeli chodzi o Majdanek, to konieczna jest wizyta na miejscu. Jest wysoce prawdopodobne, że przyniosłaby ona jeszcze bardziej rewelacyjne rezultaty, niż oględziny Stuthof-Natzweiler, o czym pisaliśmy w in­nym miejscu.

    W odniesieniu do Auschwitz-Birkenau zasadniczym dowodem są „Pamiętniki” Rudolfa Hoessa, które zostały spreparowane w polskim więzieniu. Na miejscu można obejrzeć jedynie „zrekonstruowaną ko­morę gazową ” w Auschwitz oraz ruiny innej „komory” w Auschwitz II – Birkenau.

    Egzekucja przy pomocy gazu wymaga specjalnych warunków tech­nicznych; nie można jej porównywać z samobójstwem czy przypadko­wym zatruciem. Kat i jego pomocnicy nie mogą być wystawieni na żad­ne niebezpieczeństwo. Amerykanie w swoich komorach gazowych sto­sują gaz cyjanowodorowy zgodnie z drobiazgowo opracowanymi prze­pisami bezpieczeństwa. Komory amerykańskie mają postać małych, her­metycznie zamkniętych pomieszczeń. Po zakończeniu egzekucji gaz zo­staje usunięty, a pomieszczenie poddane neutralizacji.

    Z tego względu należy zadać pytanie: jak można było w „komorach gazowych” w Auschwitz-Birkenau, do pomieszczenia o pow. 210 m2, wtłoczyć 2000 osób, wrzucić tam pojemniki z pestycydem Cyklon B, a na­stępnie wpuścić do tego pomieszczenia ekipy dla usunięcia nasyconych cyjankiem zwłok bezpośrednio po egzekucji?

    Dwa dokumenty z niemieckich archiwów przemysłowych, dołączone przez Amerykanów do akt procesu norymberskiego stwierdzają wyra­źnie, iż Cyklon B wykazuje silną tendencję do łączenia się z powierzch­niami przedmiotów i nie może być usunięty – nawet przy pomocy bardzo silnych wentylatorów. Jedynym skutecznym sposobem na jego pozbycie się jest wietrzenie naturalne przez 24 godziny.

    Inne dokumenty można znaleźć już na miejscu – w archiwach Muzeum Oświęcimskiego. Doku­menty te, nigdzie indziej nie odnotowywane, świadczą, iż wspomniane pomieszczenie o pow. 210 m2, znajdujące się dzisiaj w ruinie, było jedy­nie zwykłą przechowalnią zwłok, usytuowaną pod powierzchnią ziemi dla lepszej ochrony przed ciepłem. Pomieszczenie to posiada zaledwie tylko jedne drzwi, służące jako wejście i wyjście zarazem, nie spełniają­ce nawet minimalnych wymogów, co do hermetyczności zamknięcia.

    Jeżeli chodzi o krematoria oraz o wszystkie inne budynki i pomie­szczenia obozowe, istnieje obfita dokumentacja techniczna, plany i fak­tury, dotyczące nawet najdrobniejszych szczegółów. Natomiast nie ma tam żadnej wzmianki o „komorach gazowych”, żad­nego kontraktu na ich budowę, żadnego projektu, żadnego zapotrzebo­wania na materiały, żadnego planu, żadnej faktury, żadnego zdjęcia. W set­kach procesów dotyczących zbrodni wojennych również nie przedstawio­no nigdy niczego podobnego, jako dowodu na poparcie oskarżenia,

    Christophersen

    „Byłem w Auschwitz i mogę zapewnić, że nie było tam żadnych komór gazowych”. Bardzo rzadko można było usłyszeć świadków obro­ny w procesach „zbrodniarzy wojennych”, którzy mieliby odwagę wy­powiedzieć takie stwierdzenie. Świadek taki stawał się bowiem od ra­zu obiektem prześladowań.

    Na przykład, gdyby ktokolwiek w Niemczech zechciał dzisiaj świadczyć w obronie Thiesa Christophersena (autora książki „Oświęcimskie Brednie”) ryzykuje, że zostanie skazany za „znieważanie pamięci ofiar”.

    Wkrótce po zakończeniu wojny Niemcy, Międzynarodowy Czerwo­ny Krzyż oraz Watykan (który zawsze miał szerokie informacje o wszy­stkich wydarzeniach rozgrywających się w Polsce) oświadczyły zakło­potanym tonem: „komory gazowe… nie wiemy nic na ten temat” – i dodawały na koniec: „czyż można coś wiedzieć na temat faktów, które nigdy nie zostały zweryfikowane?”.

    Nie została znaleziona ani jedna „komora gazowa” w żadnym z nie­mieckich obozów koncentracyjnych – taka jest prawda!

    Informacja o tym, że komory gazowe nie istniały, powinna zostać przyjęta z ulgą – niestety, stało się inaczej. Z przyczyn politycznych in­formacja ta została zatajona. Dzisiaj, mówienie o tym, że „komory ga­zowe” są historycznym fałszerstwem, nie oznacza wcale ataku na tych, którzy przeżyli obozy koncentracyjne.

    Mówienie prawdy jest bowiem powinnością każdego człowieka.

    Fragment broszury pt: „Mit holocaustu” Roberta Faurissona

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/06/12/mit-holocaustu-zagadnienie-komor-gazowych-cz-i-robert-faurisson/

    Zob. też:
    http://marucha.wordpress.com/2014/11/28/prof-faurisson-znowu-nekany/
    http://marucha.wordpress.com/2015/01/26/komora-gazowa-auschwitz-i/
    Admin”

    za: http://marucha.wordpress.com/2018/02/13/robert-faurisson-zagadnienie-komor-gazowych/

  3. mgrabas Says:

    by paziem | 23 lutego 2018 · 23:35

    Bezprawne roszczenia? – artykuł wart przypomnienia i inne materiały.

    Żydowskie urojone roszczenia odszkodowawcze wobec Polski znane są od kilkudziesięciu lat. Pytanie tylko dlaczego są tolerowane ? Należało sprawę zamknąć powołaniem się na liczącą już niemal 60 lat umowę indemnizacyjną z 16 lipca 1960 r., zawartą między rządami Polski i Stanów Zjednoczonych. Umowa ta stwierdza, że Polska zapłaci USA 40 milionów USD przeznaczonych na „całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli USA z tytułu nacjonalizacji i innych rodzajów przejęcia mienia przez władze polskie”.
    Umowa stwierdza też, że po jej wejściu w życie z dniem podpisania (16 lipca 1960) „rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie przedstawiał rządowi polskiemu, ani nie będzie popierał roszczeń obywateli USA wobec rządu polskiego”.

    W zawiązku z tym, że Polska wywiązała się w pełni ze spłaty rat objętych w/w kwotą, to dalsze roszczenia żydowskie sa bezzasadne , a jeśli amerykańskie środowiska żydowskie zgłaszają w dalszym ciągu roszczenia, to adresatem winien być rząd federalny Stanów Zjednoczonych, a płatnikami podatnicy amerykańscy.

    W obecnej sytuacji eskalacji bezczelności światowych organizacji żydowskich, ale głównie amerykańskich, należy w końcu poruszyć sprawę odszkodowań wobec słowiańskich ofiar 2WW i ich następców prawnych w świetle niepodlegających przedawnieniu zbrodni wojennych i zbrodni ludobójstwa, których współsprawcami były amerykańsko- żydowskie koncerny przemysłowe oraz banki żydowskie – wspierające zbrodniczą, niemiecką machinę wojenną.

    Pora rozliczyć holocaust Słowian i wystawić rachunki żydowskiemu, syjonistycznemu rasizmowi!

    PZ

    Polskie Ministerstwo Skarbu ogłosiło 9. marca b.r., nie wiadomo, w jakim celu, oświadczenie informujące, że ze względu na „globalny kryzys finansowy” oraz „duże obciążenia finansowe” projekt ustawy reprywatyzacyjnej, w obecnej sytuacji ekonomicznej nie może być przeprowadzony. Zgodnie z porzekadłem „nie wywołuj wilka z lasu” błyskawicznie, negatywnie, i z oburzeniem zareagowały na to różne organizacje i osobistości żydowskie w USA i innych państwach. 16. marca specjalny doradca Hillary Clinton, Stuart Eizenstat, powiedział m. in., ze „rząd amerykański jest głęboko rozczarowany” wspomnianą decyzją.

    Po faryzeuszowsku dziwił się, że Polska, która jest w lepszej sytuacji finansowej od wielu innych państw wstrzymuje prace nad ustawą mającą zapłacić odszkodowania za zagarnięte polskim Żydom mienie w czasie wojny i po niej. Doradzał, że można przecież odszkodowania wypłacać ratalnie, a nawet zaciągnąć pożyczki w zagranicznych bankach. Wezwał rząd polski do restytucji prywatnego mienia żydowskiego. Eizenstat, blisko związany z ludźmi rządu byłego prezydenta Clintona, obecnymi i w obecnej administracji prezydenta Obamy, znany jest od dziesięcioleci ze swojej działalności na rzecz restytucji mienia Żydom przez różne państwa europejskie m. in. Szwajcarię.
    Wielokrotnie mówiłem publicznie i pisałem krytycznie o ministrze spraw zagranicznych, R. Sikorskim i uprawianej przez niego dyplomacji. Z tym większym uznaniem odnotowuję fakt, że MSZ już 17. marca umieścił na swej stronie internetowej tekst umowy Polska-USA z 1960 r. Umowa ta stwierdza, że Polska zapłaci USA 40 milionów USD przeznaczonych na „całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli USA z tytułu nacjonalizacji i innych rodzajów przejęcia mienia przez władze polskie”.
    Umowa stwierdza też, że po jej wejściu w życie z dniem podpisania (16 lipca 1960) „rząd Stanów Zjednoczonych nie będzie przedstawiał rządowi polskiemu, ani nie będzie popierał roszczeń obywateli USA wobec rządu polskiego”.
    Sformułowania tej umowy są jasne i wyraźne. Wynika z nich jednoznacznie, że wszelkie roszczenia obywateli amerykańskich, dotyczące odszkodowania za wymienione w umowie straty, powinny być kierowane do rządu USA, lecz nie do rządu polskiego. Chwała ministrowi Sikorskiemu również za jego wypowiedź w TVN 24, że „Polska bardzo szczodrze oddała mienie komunalne żydowskie”, co odpowiada prawdzie.
    Powstaje jednak pytanie: dlaczego dopiero teraz umowa z 1960 r. została opublikowana? Przecież od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku periodycznie uderzały w Polskę fale roszczeń Żydów z USA, niejednokrotnie w oszczerczym, obrzydliwym stylu. Ówczesne rządy polskie nie reagowały zdecydowanie na te żądania i nie powoływały się na wspomnianą umowę międzyrządową. Dlaczego?
    W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i później zaczęły pojawiać się periodycznie, a od kilku lat uporczywie, żądania organizacji żydowskich w USA, takich jak Światowy Kongres Żydów i innych oraz pozwy prywatne Żydów, obywateli USA, domagające się wspomnianych odszkodowań. Ba, nawet Izba Reprezentantów USA uchwaliła w 2008 r. kategoryczną rezolucję, wzywającą rząd polski do natychmiastowego uchwalenia ustawy, gwarantującej Żydom amerykańskim wypłacenie omawianych odszkodowań. (Język tej rezolucji niewiele ma wspólnego ze zwyczajami dyplomatycznymi). Kwoty wspomnianych żądań i pozwów sięgały kilkudziesięciu miliardów USD.
    W tych latach niejednokrotnie stwierdzałem w mych wystąpieniach publicznych i artykułach, że żądania te są całkowicie bezpodstawne i sprzeczne z umową Polski i USA z 1960 r. w sprawie omawianych odszkodowań.
    Na jakiej podstawie głosiłem tego typu poglądy? Na podstawie własnego doświadczenia. Od końca roku 1957 do połowy 1964 roku pracowałem jako radca (zastępca ambasadora) w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie. Był to okres zdecydowanej poprawy stosunków polsko-amerykańskich po „przełomie października 56”, powrocie do władzy Władysława Gomułki i czasy pełnienia funkcji ministra spraw zagranicznych Polski przez wybitnego męża stanu Polski i Europy, Adama Rapackiego.
    W Waszyngtonie odbywały się wówczas negocjacje dotyczące corocznych dostaw zboża i innych produktów rolnych (w ramach ustawy PL 480) na bardzo dogodnych warunkach kredytowych, starań o otrzymanie „klauzuli najwyższego uprzywilejowania” w stosunkach handlowych z USA, stypendiów dla polskich naukowców i inne. Negocjacje ekonomiczne i finansowe prowadzone były przez trzech wybitnych (bezpartyjnych) polskich ekonomistów, profesorów: Tadeusza Zychowskiego, Stanisława Raczkowskiego i Edwarda Iwaszkiewicza. Moim zadaniem było m. in. wspierać ich politycznie w rozmowach w Departamencie Stanu i Kongresie USA.
    Moim stałym partnerem w Departamencie Stanu był Albert Sherer, ówczesny kierownik sekcji polskiej we wspomnianym departamencie. W jednej z licznych rozmów Sherer podniósł sprawę zawarcia przez Polskę umowy indemnizacyjnej z USA, podobnej do zawartych już przez Polskę umów z innymi państwami zachodnimi. Stwierdzał, że miałoby to pozytywny wpływ na dalsze polepszenie stosunków polsko-amerykańskich, a przede wszystkim na negocjowane umowy ekonomiczne i finansowe. Nie pamiętam już dokładnie, jaką kwotę wymienił Sherer w początkowej fazie rozmów. Było to w granicach 100-120 milionów USD. Po wielu rozmowach dotyczących ważnych aspektów tej umowy, między innymi warunków spłaty, za zgodą rządów USA i Polski doszliśmy do porozumienia, że Polska zapłaci USA 40 milionów dolarów w rocznych ratach po 2 miliony USD.
    Była to swego rodzaju transakcja wiązana, polegająca na gentelmen’s agreement, że formalna umowa w sprawie odszkodowań i ograniczająca się tylko do nich, wpłynie pozytywnie na postanowienia umów dotyczących problemów ekonomicznych, finansowych i handlowych. Tak też się stało. Rząd USA dotrzymał obietnic złożonych przez A. Sherera.
    Na marginesie; w czasach PRL otrzymywaliśmy od USA pomoc, w charakterze produktów rolnych i innych, Amerykanie zbudowali w Krakowie szpital i przeznaczyli poważne kwoty na cele humanitarne. Po przełomie ustrojowym sprowadzamy za miliardy dolarów przestarzałe samoloty bojowe i okręty wojenne, domagamy się broni antyrakietowej i wojskowych baz w Polsce. Bez komentarza. Czy rząd Donalda Tuska nie zamierza nie tylko zawiesić rozpatrywanie ustawy reprywatyzacyjnej, lecz odłożyć ją ad calendas graceas lub przeprowadzić referendum na temat reprywatyzacji?
    Wspomniałem wcześniej, że od lat dziewięćdziesiątych wskazywałem niejednokrotnie na bezpodstawność żądań odszkodowawczych amerykańskich Żydów. Mówiłem o tym np. 9. września 1999 roku w odczycie na konferencji Ogólnopolskiego Klubu Polsko-Niemieckiego Sąsiedztwa w Warszawie, poświęconej rocznicy września 1939, opublikowanego m. in. w mej książce z 2007 r.[1]
    Przytaczam fragment tego odczytu: „Na zakończenie poruszę sprawę, której nie można dzisiaj pominąć w refleksjach o II wojnie światowej i jej skutkach. W ostatnich tygodniach zbulwersował chyba wszystkich Polaków (poza Unią byłych właścicieli nieruchomości, chociaż i tu są wyjątki) bezczelny, pełen kalumnii i absurdów pozew kilkunastu Żydów amerykańskich przeciw Polsce. Domagają się milionowych odszkodowań za znacjonalizowane ich czy ich przodków mienie w Polsce.
    Pozew ten jest bezzasadny m. in. dlatego, że Polska, zgodnie z umową z 1960 r. wypłaciła Stanom Zjednoczonym uzgodniony ryczałt w wysokości 40 milionów USD za znacjonalizowane po wojnie mienie obywateli czy firm amerykańskich w Polsce. Rząd USA zobowiązał się wówczas uznać za zamkniętą sprawę odszkodowań za nacjonalizację i nie popierać żadnych dalszych roszczeń obywateli amerykańskich. Wiem o tym, bo uczestniczyłem podczas mojej pracy w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie w załatwianiu tej sprawy. Dlaczego rząd polski nie zajmie w tej sprawie jednoznacznego, zdecydowanego stanowiska, stwierdzającego, że Polska wywiązała się w pełni ze zobowiązań spłaty roszczeń Ameryce i żadnych odszkodowań obywatelom amerykańskim wypłacać nie będzie.
    W uzasadnieniu pozwu pisze się m. in. o zaplanowanej i trwającej już od 54 lat akcji „przeprowadzonej za pomocą szantażu, przemocy, tortur, gwałtów, śmierci, która zakończyła się przymusowym wygnaniem polskich Żydów zamieszkujących Polskę”. Jest tam jeszcze wiele innych podobnie prowokacyjnych sformułowań. Są one tak absurdalne, że podejmowanie z ich autorami dyskusji czy polemiki jest poniżej godności Polaków.
    Warto jednak zastanowić się jak mogło dojść do zuchwałości wysuwania tak potwornych zarzutów.
    Źródeł tego jest wiele. Spróbuję wskazać na niektóre z nich. W Niemczech, Izraelu i środowiskach żydowskich w Stanach Zjednoczonych i innych krajach coraz wyraźniej zaznacza się tendencja zmierzająca do wykazania, że głównym i niemalże wyłącznym dogmatem ideologii i polityki nazistowskiej oraz podstawowym motywem wszystkich zbrodni dokonanych przez Niemców podczas II wojny światowej, był antysemityzm i dążenie do holocaustu Żydów. (Vide np. znana książka Daniela J. Goldhagena: „Gorliwi kaci Hitlera”, Warszawa 1999). Konsekwentnie dąży się do ukształtowania opinii, że w zasadzie jedynymi ofiarami hitleryzmu byli Żydzi. Służą temu liczne i częste publikacje prasowe i książkowe o Szoah.
    Znamienną ilustracją tej tendencji jest dziesięcioletnia dyskusja na temat pomnika ofiar nazizmu w Berlinie i decyzja Bundestagu, że ma on być poświęcony wyłącznie pamięci męczeństwa i zagłady Żydów. Jeśli idzie o inne narody, to cóż, była wojna jak wiele innych, w której nawzajem się mordowano i dokonywano zbrodni, i o tym właściwie należałoby już zapomnieć. Antysemitami zaś byli nie tylko Niemcy, którzy dziś już nimi nie są, lecz byli nimi również i nadal są Polacy, Rosjanie i inni.
    Do podsycania nastrojów antypolonizmu przyczyniają się też wszczynane co jakiś czas spory: o Oświęcim, o klasztor Karmelitanek, to znów krzyże na Żwirowisku. Są to sprawy ogólnie znane, więc nie będę ich bliżej charakteryzować.
    Do szerzenia poglądów o polskim antysemityzmie przyczynili i przyczyniają się niektórzy spośród licznych Żydów, którzy w różnych okresach i w różnych okolicznościach wyemigrowali z Polski. Najzacieklej to najczęściej ci, którzy piastowali w latach bezpośrednio po wojnie i później wysokie stanowiska we władzach PRL, szczególnie w Urzędzie Bezpieczeństwa.
    Nie bez winy są też różni polscy politycy, dyżurni historycy, różne dzienniki i czasopisma. Niedawno Jan Trojanowski wskazał w „Trybunie” w artykule „Bumerang powrócił”, na fakt, że argumenty prawicowych polityków, czasopism i dzienników, antykomunistycznych historyków głoszące, że pogrom w Kielcach i prześladowania Żydów, w szczególności w marcu 1968 r. były dziełem władz komunistycznych, posłużyły amerykańskim adwokatom do wysmażenia wspomnianego pozwu. Grożą, że są w stanie przedstawić roszczenia miliona osób. W Izraelu mówi się nawet o 3 milionach. „Argumenty prawicowych oszołomów – pisze Trojanowski – użyte zostały przeciw interesom państwa” i jako uzasadnienie żądania miliardowych odszkodowań. Jestem pełen uznania dla cywilnej odwagi Trojanowskiego. Zdawał on sobie sprawę, że może być posądzony o antysemityzm. A być posądzonym w Polsce, nawet bezpodstawnie, o antysemityzm, to gorzej niż być rzeczywiście stalinowcem, zdrajcą, szubrawcem.
    Nie tylko jednak „argumenty prawicowych oszołomów” przyczyniły się do tego. Przez wiele lat w różnych periodykach i dziennikach uchodzących za liberalne, przede wszystkim w „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, „Gazecie Wyborczej”, jak i w niektórych książkach publikowanych w kraju i za granicą, pisano wiele i często o polskim antysemityzmie, organizowano dyskusje na temat współodpowiedzialności Polaków za holocaust („Tygodnik Powszechny”). Ich przedstawiciele twierdzili na konferencjach międzynarodowych już po 1989 r., że głównym problemem w Polsce jest antysemityzm (np. Adam Michnik).
    Równocześnie nie dopuszczano do druku książek czy artykułów broniących Polski i Polaków przed zarzutami antysemityzmu. Podam jeden tylko, lecz znamienny przykład. W 1989 r. opublikowałem omówienie „Historii antysemityzmu” Léona Poliakowa (Słowo Powszechne 13, 14, 15. I. 1989). Jest to poważne 4-tomowe dzieło, wydane w Paryżu w latach 1956-1977[2]. Uważane jest za najrzetelniejszą i najlepiej udokumentowaną rozprawę naukową o historii antysemityzmu od starożytności do czasów współczesnych. Są w niej też rozdziały o „Żydach w Polsce”.
    Oto fragment tej recenzji: „Czytałem wspomnianą książkę z bardzo mieszanymi uczuciami. Mnóstwo tam suchych, rzeczowych opisów faktów, z różnych czasów i z różnych krajów, faktów potwornych, okropnych, budzących zgrozę, odrazę, wstręt wobec prześladowców Żydów. Na ich tle partie o Polsce czyta się prawie jak sielankę.
    W rozdziale poświęconym „Żydom w Polsce (tom I, str. 388-414) Poliakov opisuje m. in., jak Żydzi prześladowani w państwach Europy Zachodniej, szczególnie w Niemczech, szukali i znaleźli schronienie „na gościnnych ziemiach Polski i Litwy”, i jak żyli w „doskonałej harmonii z chrześcijanami”. Nie będę przytaczał znanych z naszej historii faktów, nie tylko tolerancji wobec Żydów, lecz nadawania im praw i przywilejów niespotykanych w innych państwach, które Poliakov dokładnie rejestruje.
    W swym opisie historii Żydów i antysemityzmu w okresie od Renesansu do Oświecenia włącznie, Poliakov koncentruje się na trzech odrębnych fenomenach: „antysemityzmie w stanie czystym”, „antysemityzmie aktywnym” oraz na „szczególnych okolicznościach, w których znajduje się judaizm polski”. (t. I, str. 332) Antysemityzm „czysty” jest opisany na przykładzie Anglii i Francji, skąd, jak wiadomo, powszechne ekspulsje Żydów nastąpiły odpowiednio w latach 1290 i 1394 i gdzie przez wieki całe utrzymywał się antysemityzm, mimo nieobecności Żydów. Aktywny antysemityzm jest przedstawiony przede wszystkim na przykładzie Niemiec.
    Poliakov stwierdza, że w tym okresie w Polsce „po raz pierwszy od początków diaspory Żydzi europejscy ukształtowali się rzeczywiście w naród” (t. I, str. 333) Pisze też: „Słusznie uważano, że los Żydów polskich był uprzywilejowany, do tego stopnia, że zgodnie z jedną z gier alfabetycznych, będącą w zwyczaju Żydów, Polonia powinna była być odczytywana jako Po-lan-ia (Bóg tu mieszka)” (t. I, str. 395). Krótko mówiąc, możliwość utworzenia się nowoczesnego narodu żydowskiego, o własnej żydowskiej kulturze, Żydzi zawdzięczają Polsce i Polakom.
    Poliakov pisze, że w drugiej połowie XVI wieku Żydzi stanowili 10 proc. ludności w Polsce, „wykonywali wszystkie zawody, monopolizując niektóre z nich, będąc zorganizowani jako państwo w państwie. Ta organizacja nabiera w XVI wieku form definitywnych i od tej epoki Polska staje się dla przyszłych wieków głównym ośrodkiem judaizmu na świecie” (t. I, str. 391). Żydzi w Polsce nie są pogardzani, poniżani i prześladowani, tak jak w innych krajach. „Posiadają ziemię, zajmują się handlem, studiują medycynę i astronomię. Posiadają olbrzymie bogactwa…, krótko, dysponują wszystkimi prawami obywatelskimi”. To fragment obszerniejszego cytatu z raportu legata papieskiego, Commendoni, z 1585 r., który przytacza Poliakov. „I rzeczywiście – dodaje od siebie – nie jest możliwe żadne porównanie między sytuacją Żydów w Polsce a ich mniej szczęśliwymi współwyznawcami w innych krajach europejskich”. (t. I, str. 391)
    W II tomie wspomnianego dzieła Poliakov daje m. in. opisy eksterminacji Żydów przez hitlerowców na terenie Polski. Pisze o „obozach śmierci” na terenie Polski. Wymienia i charakteryzuje te obozy. Podaje liczby zamordowanych w nich Żydów. Nigdy i nigdzie, ani jednym słowem nie obarcza za to żadną winą Polaków, nie zarzuca im współudziału czy współodpowiedzialności za „Holocaust”.
    Poglądy Poliakova są podzielane przez większość poważnych i rzetelnych historyków, w tym Żydów. Zbieżne z poglądami Poliakova głosi np. wybitny historyk judaizmu w Polsce, profesor Izaak Lewin z Yeshiwa University w New Yorku. Spotkałem go w latach 60-tych, kiedy pracowałem w naszej ambasadzie w Waszyngtonie. Byłem i jestem nim oczarowany. Mówi piękną, trochę archaiczną polszczyzną. Występował zawsze i wszędzie w obronie dobrego imienia Polski i Polaków. Pochodzi ze znanej rabinackiej rodziny z Rzeszowa. Był kilka razy w Polsce. Zaprosiłem go do wygłoszenia odczytu w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, gdy byłem jego dyrektorem. Wybrał temat o pomocy Polaków udzielanej Żydom w okresie okupacji. W ścisłej współpracy z ośrodkami w kraju i z polskim rządem w Londynie sam organizował i uczestniczył w akcji ratowania Żydów z Polski i innych państw europejskich.
    Wygłosił też odczyt w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie pt. „Tysiąc lat życia żydowskiego w Polsce”. Odczyt ten został opublikowany w „Biuletynie Żydowskiego Instytutu Historycznego”, nr 1/113, 1980. Godny jest przeczytania. Parę tylko odczytów z tego odczytu: „Statut kaliski (1264) jest wielkim dokumentem praw człowieka. A podkreślić trzeba, że był tylko pierwszym dokumentem potwierdzającym prawa ludzkie Żydów polskich. …Trudno tu cytować wszystkie dekrety Zygmunta Augusta, Stefana Batorego, Zygmunta III, Jana Sobieskiego i innych, którzy otoczyli Żydów troskliwą opieką i nie tylko umożliwili im ich byt materialny, ale zagwarantowali im prawa religijne i spokojne wykonywanie przepisów religii” (str. 5). „Jedną z najpiękniejszych kart w historii żydowskiej zapisała sobie Polska przez udzielenie Żydom samorządu” (str. 6). „Nie ulega kwestii, że XVI i XVII w. – to okres hegemonii duchowej żydostwa polskiego w żydostwie światowym” (str. 7). „Historia żydostwa polskiego w okresie między dwiema wojnami światowymi mówi nam o jego niezwykłym rozkwicie duchowym” (str. 14).
    Wracam do odczytu z 9 września 1999 r. Po przeczytaniu tej książki pomyślałem, że celowe byłoby wydanie jej w Polsce. Moje zabiegi w różnych wydawnictwach zakończyły się fiaskiem. Może się mylę, ale nie było też żadnego innego – poza moim – omówienia tego dzieła w Polsce. Dlaczego?
    Uważałem wtedy i uważam dziś, że należy przeciwstawić się rozwijającej się potężnej akcji dyfamacji Polski i Polaków, w której szermowano przede wszystkim argumentami polskiego antysemityzmu. Raz jeszcze stwierdzę to, czemu dawałem publicznie wyraz w Polsce i innych krajach od kilkudziesięciu lat: antysemityzm, tak jak i wszelki inny rasizm, jest czymś ohydnym i godnym potępienia. Należy go zwalczać i eliminować niezależnie od tego gdzie i u kogo występuje. Bezpodstawne jednak oskarżanie kogokolwiek, w tym Polski i Polaków o antysemityzm jest niemniej ohydne, jest wyrazem antypolonizmu, rasizmu á rebours.
    Sądzę, że poważnym zadaniem władz Polski, ministerstw spraw zagranicznych, kultury i sztuki, historyków, środków masowego przekazu jest przeciwdziałać w sposób skuteczny tym akcjom przez mądre, pozytywne prezentowanie dorobku naszej kultury i nauki, naszej historii, myśli społeczno-politycznej, stosunku do Żydów w ciągu naszej historii. O ile chcemy zdobyć godne Polski miejsce w Europie, musimy odrzucić typowe dla rządzącej dziś prawicy dogmatyczne i fundamentalistyczne sposoby myślenia i działania. Tylko przez połączenie wysiłków rządzących i opozycji, lewicy i prawicy, wierzących i niewierzących, dla wspólnego wypracowania i realizacji nadrzędnych interesów polskiego państwa i społeczeństwa osiągniemy cel.
    Powinniśmy kierować się zasadą wyrażoną przez Palmerstona ponad wiek temu: „Nie mamy wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów. Wieczne są nasze interesy i strzec ich jest naszym obowiązkiem”.
    Fałszowanie i relatywizowanie historii, koncentrowanie się na lustracji, dekomunizacji, zohydzaniu prawie pół wieku naszego bytu państwowego i narodowego, ignorancja i arogancja obecnych władz, ich serwilizm wobec USA prowadzą do coraz większego ograniczania suwerenności, wolności słowa, do cenzury, do autorytaryzmu.
    Jak pisał kiedyś Ksawery Pruszyński: „Polski nie stać na luksus megalomanii narodowej. Polski nie stać na luksus tromtadracji narodowej, na luksus kadzidlarstwa, na luksus wazeliny. I wreszcie nie stać Polski na luksus niemyślenia”.

    Warszawa, 21. marca 2011 r.

    Marian Dobrosielski, prof. dr hab. filozof, dyplomata.

    Odnośniki:
    [1] Marian Dobrosielski, Refleksje wrześniowe 1999, w Polska – Niemcy – Europa, Warszawa 2007, s. 127-137
    [2] Leon Poliakov, Histoire de I’antisemitisme, Calmann-Levy, Paris 1956-1977

    ANEKS:

    Umowa indemnizacyjna Polska-USA

    http://www.michalkiewicz.pl/do_sciagniecia/uklad_miedzy_rzadem_prl_a_rzadem_usa_dotyczacy_roszczen.pdf

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Umowy_indemnizacyjne

    Przypisy

    1. Skocz do:a b c d 2.7 Układy indeminizacyjne [w:] Helena Ciepła, Rafal Marcin Sarbiński, Katarzyna Sobczyk-Sarbińska, Roszczenia przysługujące byłym właścicielom tzw. gruntów warszawskich: Sposób ich dochodzenia w postępowaniu administracyjnym i sądowym, Wolter Kluwer, 9 maja 2013, strony 64-66.
    2. Skocz do:a b c d Robert Andrzejczyk, Polityka państwa polskiego wobec roszczeń zagranicznych powstałych w wyniku nacjonalizacji przeprowadzonej po ii wojnie światowej. Przykład dwustronnych umów odszkodowawczych, „Polityka i Społeczeństwo”, 4(13) / 2015, 2015, DOI: 10.15584/polispol.2015.4.6.
    3. Skocz do:a b c d Jan Barcz, Opinia prawna w sprawie relacji między układami indemnizacyjnymi zawartymi przez Polskę dwunastoma państwami zachodnimi a dekretem z dnia 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st.Warszawy, ze szczególnym uwzględnieniem aspektów międzynarodowoprawnych., Warszawa , 25 listopada 2011.
    4. Skocz do góry Maciej Kliński, Opinia prawna w sprawie relacji między układami indemnizacyjnymi zawartymi przez rząd PRL z rządami państw obcych oraz dekretem z dnia 26.10.1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy, Warszawa , 22 czerwca 2011.
    5. Skocz do góry Indemnizacja | Stowarzyszenie Mieszkańców Kamienicy Hoża 27a, hoza27a.pl [dostęp 2017-12-30] (pol.).
    6. Skocz do:a b Umowa indemnizacyjna pomiędzy USA I PRL…, „Pressmania” [dostęp 2017-12-30] (pol.).
    7. Skocz do góry Wykazy nieruchomości objętych międzynarodowymi układami indemnizacyjnymi – Rejestry w Ministerstwie Finansów – Ministerstwo Finansów, http://www.mf.gov.pl [dostęp 2017-12-30] (pol.).
    8. Skocz do góry Restytucja mienia w Polsce, propertyrestitution.pl [dostęp 2017-12-31] (pol.).

    http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/C80EC90168

    http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/63E61385

    http://propertyrestitution.pl/Restytucja,mienia,po,roku,1989,regulacje,prawne,11.html

    Dodany plik Umowa_Polska_USA__1960_polski.pdf ( 301.01k ) Liczba pobrań: 24
    Dodany plik Umowa_Polska_USA__1960__angielski.pdf ( 193.97k ) Liczba pobrań: 4

    także: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=169084

    http://www.saos.org.pl/judgments/105511

    Aneks 2.

    11 czerwca 2011

    Longin Pastusiak: Kulisy rokowań odszkodowawczych

    Polsko-amerykańskie rozmowy w sprawie odszkodowań za nacjonalizację własności amerykańskiej w Polsce toczyły się już w latach 1946–1947.

    Uzgodniono wówczas nawet projekt wspólnego porozumienia, które strona polska parafowała 28 lutego 1947 roku. Amerykanie jednak odmówili wówczas podpisania tego porozumienia i wycofali się z dalszych rokowań.

    Dopiero po 12 latach, 3 marca 1959 roku, rozpoczęły się w Warszawie polsko-amerykańskie rozmowy w tej sprawie, zakończone porozumieniem podpisanym 16 lipca 1960 r.

    Jak doszło do podpisania porozumienia? 2 marca 1959 roku, Jacob D. Beam, ambasador USA, złożył wizytę J. Kolemu, wiceministrowi finansów, i przedstawił stanowisko rządu USA w sprawie odszkodowań za nacjonalizację mienia amerykańskiego w Polsce. Z roszczeń Amerykanie wyeliminowali tereny przyłączone do ZSRR, obywateli nieposiadających obywatelstwa amerykańskiego w momencie nacjonalizacji, roszczenia inne niż z tytułu nacjonalizacji (długi, obligacje, ubezpieczenia, wynagrodzenia) oraz roszczenia wynikłe ze strat poniesionych na skutek działań wojennych.

    Na początku marca 1959 roku rozpoczęły się, niemalże równolegle, dwie sesje negocjacyjne: jedna w Warszawie – 3 marca – na temat roszczeń odszkodowawczych za znacjonalizowane mienie amerykańskie, a 4 marca w Waszyngtonie – rozmowy w sprawach handlowych. Minister Tadeusz Łychowski przedstawił sytuację gospodarczą Polski, potrzebę pomocy gospodarczej ze strony USA oraz zwrócił się do rządu USA o przywrócenie Polsce klauzuli najwyższego uprzywilejowania (KNU). Amerykanie od początku oświadczyli, że program pomocy amerykańskiej dla Polski będzie ściśle związany z porozumieniem w sprawie rekompensaty za nacjonalizację mienia amerykańskiego w Polsce. Polski rząd nie przyjmował do wiadomości, że istnieje związek między tymi negocjacjami.

    Ambasador Beam przypomniał, że obie strony wcześniej uzgodniły, że będzie to jednorazowa suma i zaproponował 125 milionów dolarów odszkodowania. Polscy negocjatorzy zwrócili uwagę na ogromną dysproporcję liczby i wartości roszczeń zarejestrowanych w Stanach Zjednoczonych a faktyczną dokumentacją, która jest w posiadaniu polskich władz. Ambasador Beam zaproponował, aby przedstawiciele Polski udali się do USA i na miejscu zapoznali się z roszczeniami. Beam wyjaśnił również, że suma 125 milionów dolarów może być rozłożona na wiele lat. Amerykanie oceniali liczbę wniosków z roszczeniami na ok. 5000. Między 4 a 28 maja dwaj polscy eksperci, Franciszek Hofmukl i Zbigniew Rzepka, odbyli 15 spotkań w Waszyngtonie z przedstawicielami USA i zapoznali się z wnioskami o odszkodowania.

    26 czerwca strona polska zaproponowała jednorazową zapłatę w wysokości 20 milionów dolarów, ale Beam powtórzył ofertę amerykańską, tj. 125 milionów dolarów. Dopiero 31 lipca wyraził gotowość przyjęcia odszkodowania w wysokości 75 milionów dolarów, na co strona polska odpowiedziała, podwyższając ofertę do 24 milionów dolarów. 11 sierpnia Beam uznał, że jest to propozycja nie do przyjęcia.

    23 grudnia 1959 r. minister Tadeusz Łychowski zwrócił się z pilną prośbą o zakup 600 000 ton pszenicy, uzasadniając to potrzebami żywnościowymi w pierwszym kwartale 1960 roku oraz gotowością Polski do zwiększenia odszkodowania za nacjonalizację. Departament 25 grudnia zareagował pozytywnie na tę prośbę i odpowiednie porozumienie podpisano 11 lutego 1960 roku. Wartość transakcji opiewała na sumę 41,5 miliona dolarów.

    Równocześnie, 28 stycznia 1960 roku, Christian Herter, sekretarz stanu, upoważnił ambasadora Beama do przyjęcia polskiej oferty odszkodowawczej w wysokości 40 milionów dolarów. Jak z powyższego widać, w sprawie odszkodowań Amerykanie zeszli z sumy 125 milionów dolarów, Polacy zaś podwyższyli ją z 20 do 40 milionów dolarów. Nadal niezałatwiona jednak była kwestia przyznania Polsce KNU.

    Rokowania odszkodowawcze trwały długo, od 2 marca 1959 roku do 16 lipca 1960 roku. Wynikało to z tego, że w pierwszym etapie Amerykanie przedstawili wiele roszczeń zupełnie nieuzasadnionych, a do tego wyolbrzymionych. Początkowo strona amerykańska zgłosiła 15 000 roszczeń na ogólną wartość ponad miliarda dolarów, które później zredukowała do 5000 o wartości 647 miliona dolarów. Globalna suma wyjściowa negocjatorów amerykańskich, 125 milionów dolarów, też była trudna do zaakceptowania przez stronę polską z uwagi na ograniczone możliwości płatnicze.

    Szczególne trudności wynikały przy omawianiu roszczeń nowych obywateli Stanów Zjednoczonych, którzy byli wcześniej obywatelami Polski. Dopiero po pewnych ustępstwach z obu stron, w lipcu pojawiła się możliwość pozytywnego załatwienia obu spraw.

    16 lipca 1960 roku w Waszyngtonie podpisano porozumienie, na podstawie którego Polska zgodziła się zapłacić jednorazową sumę 40 milionów dolarów odszkodowania za nacjonalizację mienia amerykańskiego w Polsce. Suma ta została rozłożona na 20 rocznych rat w wysokości 2 milionów dolarów. Spłaty miały się zacząć 1 stycznia 1961 roku. Polska wycofała się z propozycji rozłożenia spłat na 25 lat.

    21 lipca również w Waszyngtonie podpisano porozumienie o sprzedaży za złotówki nadwyżek rolnych w ramach ustawy PL 480 na sumę 130 milionów dolarów. Złotówki miały być zdeponowane na rachunku ambasady USA w Warszawie.

    „Po dłuższych dyskusjach – stwierdza „ściśle tajna” notatka MSZ z 5 września 1960 roku z rozmów odszkodowawczych – przeforsowano polskie stanowisko, że do odszkodowania nadają się roszczenia tylko tych obywateli amerykańskich, którzy obywatelstwo uzyskali przed datą wydania ustaw: nacjonalizacyjnej, o reformie rolnej, leśnej etc.”. Ponieważ większość osób zgłaszających roszczenia uzyskała obywatelstwo amerykańskie w latach 1946–1947, a więc po tych prekluzyjnych datach, roszczenia ich nie zostały uwzględnione.

    Rozdzielaniem 40 milionów dolarów płatnych w ciągu 20 lat w równych ratach rocznych po 2 miliony dolarów zająć się miała amerykańska komisja odszkodowawcza (Foreign Claims Settlement Commission). W myśl podpisanej umowy, mienie polskich obywateli, zablokowane w USA od czasu drugiej wojny światowej, zostało odblokowane.

    Amerykańska komisja roszczeniowa miała swoje biura w Nowym Jorku i w Warszawie. Początkowo wyznaczyła termin do składania roszczeń do końca 1961 roku, ale z powodu małej liczby podań termin ten przedłużono aż do 31 stycznia 1965 roku. W sumie zgłoszono 10 169 roszczeń, z czego komisja uznała 5022 na sumę 45 396 228 dolarów odszkodowania.

    Po podpisaniu umowy odszkodowawczej oraz umowy o sprzedaży nadwyżek rolnych – 1 lipca 1960 roku na sumę 130 milionów dolarów – Polska oczekiwała przyznania klauzuli najwyższego uprzywilejowania. 6 września 1960 roku sekretarz stanu Herter skierował memorandum do prezydenta Eisenhowera, w którym przypomniał, że negocjatorzy amerykańscy, działając na podstawie instrukcji Departamentu Stanu, zapewnili Polaków, że z chwilą załatwienia roszczeń odszkodowawczych Polsce przyznana zostanie klauzula najwyższego uprzywilejowania. Takie zapewnienia zostały udzielone m.in. 17 października i 16 listopada 1959 roku. Takie przyrzeczenie otrzymał również wicepremier P. Jaroszewicz w czasie rozmowy w Departamencie Stanu 25 marca 1960 roku. Również Krajowa Rada Bezpieczeństwa przyjęła, 16 kwietnia 1958 roku, dyrektywę zaaprobowaną przez prezydenta Eisenhowera o przywróceniu Polsce „w odpowiednim czasie” KNU.

    Herter we wspomnianym wyżej memorandum proponował przyznanie Polsce KNU, co zwiększy eksport Polski do Stanów Zjednoczonych, a tym samym ułatwi Polsce spłaty odszkodowawcze. – Jeśli będziemy opóźniać tę sprawę, można oczekiwać zdecydowanej reakcji ze strony polskiego rządu – stwierdził. Przypomniał prezydentowi, że w ostatnich czterech latach Polska otrzymała w ramach ustawy PL 480 kredyty wartości 365,3 miliona dolarów z Export-Import Banku.

    Porozumienie w sprawie odszkodowań za nacjonalizację ułatwiło Polsce uzyskanie KNU, członkostwo w GATT, w MFW i Banku Światowym.

    Polska zabiegała o poparcie Stanów Zjednoczonych dla członkostwa w Międzynarodowym Banku Odbudowy i Rozwoju oraz w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Warunkiem udziału w tych dwóch strukturach było członkostwo w GATT. 13 października 1958 roku ambasador Spasowski wręczył Foyowi D. Kohlerowi, zastępcy podsekretarza stanu, aide-memoire z prośbą o po-parcie członkostwa Polski w GATT. Ilekroć Polacy wracali do tej sprawy w Departamencie Stanu, Amerykanie wypominali Polsce, że np. popierają Chiny, które ostrzeliwują tajwańskie wyspy Quemoy i Matsu, że krytykują politykę USA wobec RFN. W sprawie GATT wyraźnie przeciągali sprawę, zasłaniając się, że najpierw powinna być rozstrzygnięta sprawa członkostwa Jugosławii w GATT. Przeciągała się w czasie także sprawa kolejnych polsko-amerykańskich rozmów pomocowych, które rozpoczęły się dopiero 4 marca 1959 roku. W listopadzie 1958 roku Amerykanie doradzali, aby Polska ubiegała się o luźniejszy status w GATT, np. członka stowarzyszonego, co – ich zdaniem – może przyspieszyć członkostwo Polski w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i w Międzynarodowym Banku Odbudowy i Rozwoju.

    Źródło: Studio Opinii

    patrz także:

    UNIWERSYTET WARSZAWSKI
    WYDZIAŁ PRAWA I ADMINISTRACJI
    Mgr Piotr Kobielski
    WYWŁASZCZENIE MAJĄTKU CUDZOZIEMCA
    W ŚWIETLE ORZECZNICTWA TRYBUNAŁÓW
    MIĘDZYNARODOWYCH
    Rozprawa doktorska
    Przygotowana pod kierunkiem naukowym
    Prof. dr hab. Stefana Sawickiego
    w Instytucie Prawa Międzynarodowego
    Warszawa lipiec 2013

    http://depotuw.ceon.pl/bitstream/handle/item/461/Rozprawa%20doktorska%20mgr%20P.%20Kobielskiego.pdf?sequence=1



    źródło: http://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/02/23/bezprawne-roszczenia-artykul-wart-przypomnienia-i-inne-materialy/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s