Polska pod rządami Żydów

 

W naszych, WPS, publikacjach wielokrotnie powtarzaliśmy smutną historyczną prawdę, że od momentu restytucji Państwa Polskiego w 1918r. do chwili obecnej mieliśmy tylko dwa, krótkie, okresy rządów polskich. Były to lata 1918-26 oraz 1956-80., czyli na 93 lata (99 lat – 6 lat niemieckiej okupacji) istnienia Państwa Polskiego zaledwie 32 lata przypadają na okres rządów Polaków – rządów polskich w tym sensie, że przede wszystkim realizowane były interesy polskie, a nie żydowskie, syjonistyczne, tak wewnętrzne, jak i zewnętrzne, z umocowaniem, według kolejności historycznego występowania, w Wlk.Brytanii, w USA i w Izraelu.

Powyższa wiedza, niestety, nie jest powszechnie dostępna. Od 1945r. do chwili obecnej polska oświata oraz powszechne media znajdują w żydowskich rękach. (Podręczniki do historii pisała np. Helena Michnik, właściwie Hinde Michnik, później Hinda Michnik-Rosenbusc pospołu z Ludwiką Mosler.)

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania ryszard gontarz - zdjęcia

Całkowity brak dostępu do polskich narodowych mediów, do narodowej oświaty, rodzi niebezpieczne dla istnienia narodu, dla funkcjonowania państwa, konsekwencje, z czego znakomita większość społeczeństwa nie zdaje sobie nawet sprawy.

Dlatego zachęcamy PT Czytelników do wysłuchania filmowej wypowiedzi zmarłego 17 sierpnia 2017r. Ryszarda Gontarza, polskiego dziennikarza, scenarzysty, funkcjonariusza PUBP i SB.

Chcemy jednak nie tyle uzupełnić Jego filmową wypowiedź, co wyjaśnić pewne nieścisłości, czy niedopowiedzenia historyczne, których twórcy filmu nie uniknęli, a które z punktu widzenia interesu narodowego Polaków i szerzej Słowian, bo i Rosjan, są ważne.

Otóż między władzami ZSRR po 1953r., a władzami PRL po 1956r. istniała dość istotna analogia – żadne nie stanowiły narodowego, słowiańskiego, monolitu. Przyczyniło się to, jak już wiemy, do demontażu bloku socjalistycznego i likwidacji narodowych rządów w latach 1980/90. Władza przeszła ponownie w żydowskie ręce. I właśnie brak monolitycznego narodowego, polskiego charakteru władz w okresie PRL skutkował np. odwołaniem z funkcji szefa MON marszałka K.Rokossowskiego w 1956r., Polaka, patrioty – także obywatela ZSRR. Odwołanie wymusiła reakcja żydowska, ponieważ marszałek K.Rokossowski postulował zastąpienie w WP żydowskiej kadry oficerskiej oficerami Polakami, wykształconymi już w PRL.

Nie jest także prawdą, jak w filmie twierdził Ryszard Gontarz, że na powierzenie Mieczysławowi Moczarowi, Ukraińcowi, ale polskiemu patriocie, narodowemu socjaliście, funkcji I sekretarza KC PZPR w roku 1970 nie było zgody Moskwy – I sekretarza KC KPZR, L.Breżniewa.

Spotkanie Klubu Poszukiwaczy Sprzeczności w domu kultury przy ul. Krzywe Kolo w Warszawie (w srodku pochylony Adam Michnik) – same słowiańskie gęby

W przypadku M.Moczara zaistniała analogiczna sytuacja jak przy odwołaniu marszałka K.Rokossowskiego. M.Moczar był polskim nacjonalistą, dążącym do oczyszczenia aparatu władzy z antypolskiego, syjonistycznego, elementu. Jemu należy zawdzięczać, że żydowska rebelia z 8 marca 1968r. została skutecznie zdławiona, co spowodowało wściekłe ataki żydowskiej, syjonistycznej, rozgłośni Radio Wolna Europa na W.Gomułkę i M.Moczara. Dzisiaj imieniem syjonistycznego dyrektora RWE, J.Nowaka-Jeziorańskiego, nazywane są place i ulice, a żydowscy uczestnicy tej rebelii przyznają sobie najwyższe polskie odznaczenia państwowe.

Nie zapominajmy, że ewentualne objęcie funkcji szefa partii przez M.Moczara miałoby nastąpić po kolejnej żydowskiej próbie przejęcia władzy, po tzw. wypadkach grudniowych, gdy po zakończeniu strajku do idących do pracy stoczniowców zaczęły strzelać oddziały wojska i MO – do dzisiaj nie wyjaśniono, z czyjego rozkazu (!). Możemy być jednak pewni, że była to inicjatywa żydowskiej V kolumny, dla której uruchomiony przez nią strajk zakończył się zbyt wcześnie i plany przejęcia władzy w grudniu 1970r. wzięły w łeb.

Z perspektywy lat możemy dzisiaj stwierdzić, że uleganie żydowskiej presji i odesłanie marszałka K.Rokossowskiego do ZSRR oraz nie powierzenie funkcji I sekretarza KC PZPR przez polską większość w kierownictwie PZPR M.Moczarowi, wynikające z obaw szerzenia się żydowskiego ostracyzmu, także na forum międzynarodowym, było tragicznym błędem polskich władz.

Popatrzmy co dzisiaj wyprawiają Żydzi, gdy mają w Polsce pełnię władzy, na co sobie pozwalają -? Dymisjonują Polaka, M.Olszewskiego, szefa Polskiej Organizacji Turystycznej, ponieważ deklaruje on – miał odwagę – promowanie polskiej, a nie żydowskiej w Polsce, kultury i historii. Tak kończy się zawsze fatalna polityka ustępstw wobec Żydów. Polityczna tolerancja wobec tej nacji to śmiertelny cios w plecy zadany własnemu narodowi.

 

Czy tu potrzebny jeszcze komentarz?

II wojnę światową Polska przegrała już w maju 1926r., gdy pozwolono dojść do władzy antypolskiej, żydo-masońskiej agenturze. Np. J.Beck, Żyd, sławny minister MSZ w IIRP, jako attaché wojskowy RP w Paryżu i Brukseli w okresie 1922–1923 przekazywał Niemcom wszystkie informacje na temat uzbrojenia, które Polska otrzymywała od Francji. Na żądanie Francuzów został wycofany do kraju. (Rodzina J. i L.Kaczyńskich utrzymywała bliskie kontakty towarzyskie z J.Beckiem.) Czy robił to w interesie Niemiec, żydowskiej Republiki Weimarskiej? Być może tak, ale przede wszystkim w interesie nienawidzącego Polski i Polaków antypolskiego żydostwa. Te żydowskie interesy są reprezentowane i realizowane przez USA i Wlk.Brytanię, dwa państwa, w których Żydzi zawłaszczyli system finansowy, a więc pełnię realnej władzy.

 

W sukurs Żydom i ich interesom przychodził żydo-katolicki Kościół, który własne polityczne i finansowe interesy przedkłada nad interesy narodowe państw. „Ale przecież Książa na dole to dobrzy patrioci – nie można wrzucać wszystkich do jednego worka” – wołają żydo-katolicy. I niby tak jest.

Pałujący Polaków na Marszu Niepodległości policjanci to także polscy patrioci, ale muszą wykonać polecenie przełożonych, bo inaczej stracą robotę. – Ta analogia dla nieświadomego żydo-katolika jest już niedostępna.

 

Musimy poznawać historyczną prawdę o rzeczywistych stosunkach polsko-żydowskich i tę prawdę odważnie i publicznie głosić. Tylko budowa polskiej świadomości narodowej, a potem autentycznej narodowej organizacji, uchroni nas przed politycznym niebytem. Musimy odebrać Żydom władzę nad nami. Polska nie jest i nie będzie żadnym żydowskim Polin.

 

Dariusz Kosiur

 

źródło: http://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/09/18/polska-pod-rzadami-zydow/

Zapisz

Reklamy

Komentarze 2 to “Polska pod rządami Żydów”

  1. mgrabas Says:

    „Posted on

    Dlaczego mass media kłamią? – sprawa białogardzkiego dziecka

    [O tej bulwesującej sprawie pisałam tutaj: Rodzice „uprowadzili” swoje własne dziecko, a mój sąsiad „ukradł” swój własny samochód?]

    Autor: dr Jerzy Jaśkowski

    Źródło: prisonplanet.pl

    Ostatnio Polskę obiegła bezprecedensowa informacja, podawana przez polskojęzyczne media niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku. Oto w skrócie przebieg wydarzeń. „Lekarze” położnictwa małego szpitala w Białogardzie, złożyli do „sądu” donos z żądaniem pozbawienia praw rodzicielskich rodziców dopiero co urodzonego niemowlaka. Bezpośrednią przyczyną takiego postępowania było, wg wersji gazetowej, niewyrażenie zgody na podanie bezpośrednio po urodzeniu, szczepionki p. gruźlicy i innych oraz witaminy K-1 etc. Sąd już po 24 godzinach pozbawił rodziców praw rodzicielskich, łamiąc wszelkie procedury prawne, obowiązujące do tej pory w Polsce.

    Polskojęzyczne media niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem, rozdmuchały całą sprawę do niemal histerii. Zdziwienie budzi także fakt ukrywania nazwisk tych dzielnych aparatczyków, a więc „sędziego”, który wydał bezprecedensowy wyrok, o czym dalej, oraz „lekarzy”, którzy podpisali się pod donosem. Nie podano także nazwisk tych dzielnych urzędników NFZ, zwanych lekarzami, którzy spreparowali donos do „sądu”. Dlaczego oni się obawiają ujawnienia swoich nazwisk? Czyżby zdawali sobie sprawę z nielegalności swojego postępowania?

    I mamy kilka problemów.

    Po pierwsze, natury prawnej. Na jakiej podstawie „sędzia” bezimienny [nie podano jego nazwiska] wydał wyrok w 24 godziny po urodzeniu się dziecka, kiedy to żadne wyniki badań nie były znane, o ile w ogóle je zlecono, czy wykonano? Nie zbadano nawet przeciwciał na wymienione choroby, na które chciano zaszczepić niemowlaka. Nie przeprowadzono badań na nosicielstwo matki. Oddano niemowlaka w ręce kuratora, zupełnie zielonego pod względem medycznym. Żaden kurator nie podpisuje zobowiązania, że w przypadku choroby, lub inwalidztwa, poniesie koszta leczenia, czy rehabilitacji.

    Bezimienny jest „sędzia” [tak najlepiej, w czasach stalinowskich także ukrywano nazwiska „sędziów”], a przecież wg mediów, takie postępowanie powinno być powodem chwały. Jak widzimy na filmach, w każdym demokratycznym sądzie sędzia ma metalową tabliczkę ze swoim nazwiskiem na stole sędziowskim, aby wszyscy mogli to wiedzieć. A tutaj, rzekomo w demokratycznym państwie, sędzia ukrywa swoje nazwisko. Co najmniej dziwne!

    Albo więc „państwo” tylko z nazwy jest „demokratyczne”, albo „sędzia” wypełnia polecenia B.A.R., a nie „prawa polskiego”. Ostatecznie nie jest to nic dziwnego, „sędziowie” wydają wyroki na podstawie telefonów, vide sprawa gdańska.

    Ten nieznany z nazwiska „sędzia” ułatwił sobie sprawę, nie przesłuchując w ogóle rodziców, ani świadków. Jest to skandal, ponieważ rodzice byli obecni w szpitalu. Rodzicom nie zapewniono minimalnego prawa do obrony. Nie pozwolono i nie dopuszczono adwokata.

    A pan „minister” Ziobro twierdzi, że zaprowadzi „prawo” w systemie „sprawiedliwości”. Do dnia dzisiejszego ów bohaterski inaczej „sędzia” nie został zawieszony w „swoich prawach”. Nawet taki wniosek nie został złożony. Niestety, ludzi gnębią drobne sprawy, a nie wielkie.

    Chyba, że potraktujemy całą sprawę jako kolejny dowód, że „rząd” warszawski [G.Braun] jest tylko marionetką, nie mającą przełożenia na administrację „państwową”, która wykonuje polecenia City of London Corporations.

    Innymi słowy, nie ma podstawowych „praw”, „konstytucja” i podpisane przez kolejne „rządy” „deklaracje międzynarodowe”, „prawa” „unijne” są tylko papierkami bezwartościowymi, a obywatele tego kondominium muszą tylko płacić podatki w formie np. przymusowych „szczepień”. W żadnym kraju europejskim nie ma przymusu i sądy nie ingerują w podobne sprawy, z wyjątkiem postkomunistycznych. Nie na próżno prasa amerykańska pisze, że jesteśmy 52 stanem z prawami dla tubylców. Sam musisz to rozstrzygnąć, Dobry Człeku.

    Drugim bardzo ważnym aspektem jest problem medyczny. Występujący przed kamerami osobnik w białym fartuchu opowiadał rzeczy sprzeczne z tym, co mówił ojciec dziecka. W prasie nie podano nazwiska tego rzecznika interesów korporacji farmaceutycznych. Gdyby to był przeszkolony lekarz, nawet po minimalnym stażu, to podałby parametry medyczne, np. ile punktów w skali Apgar otrzymało dziecko po urodzeniu? Dlaczego rodzicom podano, że dziecko urodziło się o czasie, a potem w telewizji zaprzeczono temu podając, że dziecko było wcześniakiem? Czyżby „lekarze” tego „szpitala” świadomie kłamali przed kamerami? To już jest sprawa prokuratorska i Krajowy Prokurator powinien się tym zająć. Na miejscowych przedstawicieli „prawa” bowiem, jak wynika z publikowanych materiałów, nie ma co liczyć.

    To, że PT Rodzice nie wyrazili zgody na szczepienie dziecka w 4 godziny po urodzeniu, jest jak najbardziej prawidłowe.

    Tylko dwa postkomunistyczne „kraje”, Polska i Bułgaria, stosują takie masowe trucie swoich dzieci.

    Nie jestem gołosłowny.

    Poniżej podam tylko zawartość aluminium w dopuszczonych do sprzedaży w Polsce „szczepionkach”. Dopuszczalne dawki są zależne od masy ciała człowieka. Jest to podstawowa wiedza dla studentów od 4. roku studiów. Jeżeli, jak podał to przedstawiciel szpitala, dziecko było wcześniakiem, to ważyło poniżej 2.5 kg.

    Biorąc pod uwagę średnią masę ciała noworodków można stwierdzić, że:

    dziecko o masie 8 funtów, czyli poniżej 4 kg może otrzymać maksymalnie ok. 18.2 mcg aluminium. Po takiej dawce u większości dzieci tj. 84%, nie powinno być objawów uszkodzenia nerek czy mózgu.
    -dziecko o masie 15 funtów może otrzymać maksymalnie 34.1 mcg aluminium
    -dziecko o masie 30 funtów może otrzymać co najwyżej 68.1 mcg aluminium,
    -dziecko o masie 50 funtów może otrzymać co najwyżej 113.o mcg aluminium,
    -dziecko o masie 150 funtów może otrzymać co najwyżej 240.5 mcg aluminium,
    -dziecko o masie 300 funtów [grubas dorosły] może otrzymać 794.5 mcg aluminium.

    Proszę porównać to zestawienie z zawartością aluminium w stosowanych w Polsce „szczepionkach”. Masę dziecka specjalnie podaję w funtach, aby znowu nieuki z Izb „Lekarskich”, czyli aparatczycy, nie przypisywali mi tych danych.

    Hepatitis B podawany w pierwszej dobie życia zawiera 250 mcg aluminium, czyli niemowlak otrzymuje dawkę odpowiednią dla 150 funtowego osobnika, czyli osoby ważącej ok. 75 kg. Może p. „minister” Radziwiłł, dopuszczający takie „szczepionki” do obrotu, poda przykłady noworodków z taką masą urodzeniową ze swojej lekarskiej praktyki? Na jakiej więc podstawie truje się dzieci podawaniem tej szczepionki? Dlaczego coś, co nazywa się Towarzystwem „Pediatrycznym”, nie tylko wykonuje bezmyślnie procedury i podaje tą truciznę niemowlakom, ale nawet nie protestuje?

    „Szczepionka” DTaP, w zależności od producenta, zawiera od 170 do 625 mcg aluminium. Małogłowie, jakie wystąpiło w BRAZYLII przed dwoma laty, stwierdzono właśnie u kobiet, którym w okresie ciąży podano tą szczepionkę. Wiadomo, płód ma wagę od kilku gramów do kilkuset, a nie kilogramy. Wg ulotki producenta nie wolno jej było podawać dzieciom poniżej 4 roku życia. W celu zatarcia śladów wymyślono historię z „wirusem Zika”.

    „Szczepionka” przeciwko pneumokokom, zawiera 125 mcg aluminium.

    „Szczepionka” Hepatitis A zawiera 250 mcg aluminium.

    „Szczepionka” HPV zawiera 225 mcg aluminium.

    „Szczepionka” o nazwie Pentacel tzw. kombinowana zawiera 330 mcg aluminium. Może dlatego w Polsce jest taka nagonka na rodziców, aby podawali dziecku szczepionki, np. 5 w jednym.

    „Szczepionka” Pediatrix, także kombinowana, Hepatitis B plus polio, zawiera aż 850 mcg aluminium.

    Sama „szczepionka” tzw. Hepatitis B zawiera aż o 1400% więcej aluminium, aniżeli dozwolone jest przez FDA.

    A teraz, dodaj Szanowny Czytelniku, te dawki aluminium, jakie niemowlak dostaje tylko w jednym roku i sam zobaczysz, jakim olbrzymem musiałby być. Czyżby poziom podstawowej wiedzy „lekarzy” w szpitalu w Białogardzie był tak niski, że o tym nie wiedzą?

    Czy też może należałoby sprawdzić powiązania tych ludzi z koncernami szczepionkarskimi. Ile razy, np. w ostatnich kilku latach, przedstawiciele koncernów mieli kontakt z władzami tego „szpitala”? Jakie są kontakty pracowników NFZ z koncernami?

    Nie jest to takie gołosłowne, ponieważ uchwalona niedawno spec ustawa, uszczupla budżet NFZ o kolejne 100 milionów na szczepionki, a więc właśnie wrzuca je do kieszeni koncernów z City of London Corporations. Proszę zauważyć, w okresie tylko jednego roku, „minister” Radziwiłł przelał, aż 260 milionów złotych do prywatnych kieszeni wielkich koncernów na „szczepionki”, a potem naiwnie tłumaczy, dlaczego są kolejki do specjalistów.

    Sprawa Rodziny z Białogardu jest także ewidentnym dowodem, jak upada edukacja, czyli oświata w Polsce. Takie są skutki tresury Robotów Biologicznych na zreformowanych po 1989 roku „studiach” „medycznych”. Nie wiedza, ale procedury, które uwalniają od myślenia.

    Jeżeli Minister „Zdrowia” dopuścił do stosowania preparat o nazwie witamina K, a do dnia dzisiejszego oficjalna ulotka firmowa nie została przetłumaczona, to jest to sprawa prokuratorska. Wszystkie preparaty znajdujące się na rynku polskim muszą MIEĆ INSTRUKCJĘ PO POLSKU. No chyba, że już nie jesteśmy POLSKĄ, a ten przykład ma tylko to potwierdzić.

    Poza tym, chciałbym przypomnieć, że do lat 80. nikt nie podawał witaminy K po urodzeniu niemowlakom. I nic się nie działo złego.

    Brak natomiast polskiego piśmiennictwa jaki jest stan dzieci, po powiedzmy 5, czy 10 latach, które otrzymały iniekcje witaminy K. Brak także jakichkolwiek wyników badań dzieci, które otrzymały w pierwszym roku życia te „szczepionki”, z podaną wyżej zawartością aluminium.

    Brak wyników badań, jaki jest ich iloraz inteligencji, wyniki w nauce itd. A obecnie dziecko otrzymuje już 13 szczepionek, kiedy to jedno pokolenie wstecz otrzymywało tylko 3-4.

    Ale interes się kręci.

    Ewidentnym dowodem na to, że nie jesteśmy państwem, tylko obszarem do ściągania podatków na rzecz korporacji zachodnich, będzie stanowisko „rządu” warszawskiego w tej sprawie. Konkretnie: czy „sędzia” i władze „szpitala” poniosą konsekwencje swojego postępowania? Ciekawe będzie także zachowanie się Izby „Lekarskiej”, która podobno ma stać na straży etyki „lekarzy”.

    Przysięga Hipokratesa mówi bowiem wyraźnie: Nigdy nie podam trucizny…”

    W świetle zawartości aluminium w szczepionkach jest to ewidentnie łamane!

    W tym przypadku występujący w TV „medycy” wyraźnie kłamali. Tak wiec, po sprawie kujawskiej, jest to druga próba zastraszenia ludności polskiej przez koncerny. Nie dziwmy się więc, że nasi ojcowie nazywali te polskojęzyczne media „GADZINÓWKAMI”

    Pamiętaj, życie jest łatwe z zamkniętymi oczyma, zatkanymi uszami i otwartymi kieszeniami. Tylko, czy to można nazwać jeszcze życiem?

    Kontakt do autora: jjaskow@wp.pl

    na podstawie: http://vaccgenocide.wordpress.com/2017/09/26/dlaczego-mass-media-klamia-sprawa-bialogardzkiego-dziecka/

    • mgrabas Says:

      „Posted on

      „Nie przejmuj się rtęcią”

      Anne McElroy Dachel, nauczycielka, wieloletnia współpracowniczka amerykańskiego portalu Age of Autism.
      Źródło Never Mind the Mercury z 2 kwietnia 2007 roku
      Polskie źródło: prawdaoszczepionkach.pl

      W miarę jak obserwujemy w USA wzrost liczby przypadków autyzmu do poziomu epidemii, proponuje nam się jedno za drugim niezadowalające wyjaśnienia. Na przykład wciąż nam się mówi, że wcale nie występuje wzrost liczby dzieci autystycznych, a jedynie nam się tak wydaje. Podobno w rzeczywistości chodzi tylko o „lepszą diagnostykę” ze strony lekarzy. Równocześnie rzadko przychodzi nam słyszeć słowo „spór” w odniesieniu do jakichś innych chorób lub zaburzeń, a sformułowanie „spory na temat autyzmu” coraz częściej pojawia się w prasie. Czego więc dotyczą te niekończące się debaty?

      Dyskusja skupia się wokół tego, co wywołuje autyzm. Urzędnicy, którzy do tej pory nie mogą się zdecydować, czy nauczyli się lepiej liczyć, czy faktycznie dzieci z autyzmem jest więcej, pewni są jednego: szczepionki, a szczególnie te zawierające rtęć, nie mają żadnego związku z zaburzeniem. Nie ma znaczenia, ile razy rodzice opisywali uwstecznienie rozwoju dziecka po szczepieniu – to tylko zbieg okoliczności. Nie ma znaczenia, u jakiej liczby dzieci wykryto wysoki poziom rtęci – to też w żaden sposób nie jest związane z podanymi im szczepionkami zawierającymi rtęć.

      Najnowsze wiadomości o tym, że wykazano związek autyzmu z mutacjami genetycznymi nasuwają myśl, że występują czynniki zewnętrzne uruchamiające te mutacje i jednym z takich czynników może być znana neurotoksyna zawarta w szczepionkach.

      Opowieści o sporze na temat autyzmu niezmiennie kończą się uspokajającym zdaniem „Badania nie wykazały związku”. Niedawne doniesienia o autyzmie w wiadomościach proponują nam następujące sformułowania: „Związek między autyzmem i szczepionkami nigdy nie został udowodniony”, „Kilka niezależnych badań wskazuje na to, że dziecięce szczepionki nie są powiązane z autyzmem” i „Zakrojone na szeroką skalę badania nie wykazały związku między szczepionkami i autyzmem”. Brzmi to tak, jakby wszystkie badania jasno wykazały, że brak naukowych dowodów na to, że rtęć wykorzystywana w szczepionkach wyrządziła komukolwiek szkodę.

      Nikogo chyba nie martwi, że urzędnicy nie są w stanie przedłożyć rezultatów starannych badań przeprowadzonych z tiomersalem, zanim zezwolono na zastosowanie go w dziecięcych szczepionkach. Jedynego badania rtęci dokonano w firmie produkującej szczepionki „Eli Lilly and Company” w 1930 roku. „Eli Lilly” przetestowała rtęć na 22 dorosłych pacjentach umierających na zapalenie opon mózgowych, a pod koniec eksperymentu wszyscy jego uczestnicy byli martwi. „Eli Lilly” oświadczyła, że rtęć okazała się bezpieczna, a społeczność medyczna bez dyskusji zaakceptowała ten wniosek. Po powołaniu do życia Departamentu Kontroli Produktów Spożywczych i Lekarstw (FDA) kontynuowano stosowanie rtęci.

      Urzędnicy federalni zajmujący się ochroną zdrowia nie są w stanie cofnąć się o ponad 75 lat i wytłumaczyć tego potwornego braku kontroli, dlatego też postanowili wymyślić badania mające na celu wykazanie, że zastosowanie rtęci w szczepionkach nie wyrządziło ogromnej szkody naszym dzieciom.

      Dyrektor Ośrodka Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) doktor Julie Gerberding zapewniała rodziców:

      To, co wiemy obecnie, opiera się na danych pochodzących z wielokrotnej analizy zagadnienia, która wzięła pod uwagę tysiące dzieci z różnych populacji świata, w tym również z USA. Wciąż przeważają dowody na korzyść braku związku między tiomersalem i autyzmem. Badaniami kierowali najlepsi i najsławniejsi uczeni z całego świata, a także z Instytutu Medycyny i Państwowej Akademii Nauk USA.

      Badania „najlepszych i najsławniejszych uczonych z całego świata” przywołują na pamięć obrazy specjalistów w białych kitlach ze współczesnych laboratoriów badających wszelkie możliwe skutki uboczne po zastosowaniu rtęci w szczepionkach. Mimo starannych badań niczego nie wykryto…

      Zwróć uwagę na często powtarzające się zdanie „Badanie nie wykazuje związku”, a nie „Analiza naukowa wykazuje brak związku”. Różnica jest istotna. W naszym przypadku naukowcy to statystycy siedzący przed komputerami i pracujący z cyframi odzwierciedlającymi liczbę dzieci i szczepionek, zamiast dokonujący doświadczeń w laboratoriach w celu zbadania toksyczności stosowanego w szczepionkach konserwantu zawierającego rtęć, którym jest tiomersal.

      Liczby, które uzyskali ci badacze, zastosowano jako dowód obalający wszelki związek między szczepionkami i autyzmem. Takie badania nazywamy badaniami epidemiologicznymi. Na kimś, kto nie jest specjalistą, słowo „epidemiologiczne” robi ogromne wrażenie. To pewnie jakaś nauka z dziedziny zaawansowanych technologii… W rzeczywistości jednak są to zwykłe badania populacyjne. Podobne badania prowadziły w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku firmy produkujące papierosy, by obalić twierdzenie, jakoby palenie szkodziło zdrowiu.

      David Kirby autor książki „Evidence of Harm: Mercury in Vaccines and the Autism Epidemic: A Medical Controversy” (Dowód szkodliwości. Rtęć w szczepionkach i epidemia autyzmu. Spór medyczny) analizował te badania, które rzekomo obalały związek między szczepionkami i autyzmem. Napisał:

      Analiza epidemiologiczna jest w najwyższym stopniu podatna na błędną interpretację, a nawet manipulację. Dwie grupy badaczy mogą uzyskać diametralnie sprzeczne rezultaty na podstawie tych samych danych.

      Doktor Vazgen Aposhian, profesor biologii molekularnej i komórkowej, profesor farmakologii na Uniwersytecie w Arizonie, badacz, którego prace wykazały związek między szczepionkami i autyzmem oświadczył:

      Badania epidemiologiczne nie wskazują na przyczynę i skutek, a raczej wykazują korelacje statystyczne. Z punktu widzenia toksykologa związek między tiomersalem i zaburzeniami rozwoju układu nerwowego wśród dzieci jest dziś coraz bardziej prawdopodobny.

      Wątpliwości związane z badaniami epidemiologicznymi polegają na tym, że mogą one być wykonywane na konkretne zamówienie i mieć sprzeczne wyniki.

      Możliwe, że właśnie z tego powodu Instytut Medycyny obrał je do zbadania możliwego związku szczepionek z autyzmem. Przydawki „niezależny” i „prestiżowy” często dodawane są w celu scharakteryzowania Instytutu Medycyny, tak że uzyskane przez niego dane powinny być wolne od jakiejkolwiek krytyki i położyć tamę w sporze wokół autyzmu raz na zawsze.

      Po naradzie w sprawie bezpieczeństwa szczepionek, która odbyła się w Instytucie Medycyny 18 maja 2004 roku, oficjalnie ogłoszono, że:

      Zgodnie z dokładnym badaniem danych klinicznych i analiz epidemiologicznych zawierający rtęć konserwant tiomersal ani szczepionka przeciw śwince, odrze i różyczce (MMR) nie mają związku z autyzmem. Oprócz tego hipotezy głoszące, że szczepionka MMR lub tiomersal mogą wywoływać autyzm, pozbawione są potwierdzenia i stanowią czysto teoretyczne rozważania. Dalsze badania w poszukiwaniu przyczyny autyzmu powinny być nastawione na inne dziedziny, opierać się na współczesnej wiedzy i danych, i być bardziej obiecujące w kwestii możliwego uzyskania odpowiedzi.

      Departament Kontroli Produktów Spożywczych i Lekarstw w biuletynie dla konsumentów (wydanie z września–października 2004 roku) oficjalnie oświadczył, że nie występuje związek między autyzmem i szczepionką przeciw odrze, śwince i różyczce (MMR) lub zawierającym rtęć konserwantem tiomersal, zgodnie z raportem wydanym przez Komitet ds. Badań nad Bezpieczeństwem Szczepień przy Instytucie Medycyny.

      Mimo problemów cechujących badania epidemiologiczne Instytut Medycyny najwyraźniej był całkowicie usatysfakcjonowany rezultatami i tym, że szczepionki uwolniono od podejrzeń. W każdym razie wielu przedstawicieli prasy właśnie tak pomyślało. Kanał CBS News wypuścił program telewizyjny „Związek autyzmu z rtęcią podany w wątpliwość: lekarze oświadczają, że nie wykazano związku, rodzice się z tym nie zgadzają”. Bez pardonu oświadczono, że wniosek nauki był jednoznaczny: „Brak danych, jakoby występujący w szczepionkach sporny konserwant zawierający rtęć wywoływał autyzm” – wniosek, na który czekano z niecierpliwością, a to oznacza, że nadszedł czas, by pogrzebać podejrzenia wobec szczepionek i poszukać prawdziwego winowajcy. Dane te uzyskano z „prestiżowego Instytutu Medycyny” i wydawało się, że tylko „rodzice dzieci autystycznych oskarżający szczepionki o chorobę mózgu ich dzieci” pozostali tymi, których nie udało się przekonać. Nam powiedziano, że tiomersal „stosowany jest w charakterze konserwantu farmaceutycznego od lat trzydziestych ubiegłego wieku” i że „ilość rtęci, którą zawiera, jest znikoma”.

      CBS również doniosła, że „genetyka odgrywa rolę w autyzmie i kilka badań wykazało prenatalne czynniki zaburzenia włącznie z różnicami struktury mózgu podczas narodzin”. Mimo że „ostatnie dane świadczą o dziesięciokrotnym wzroście liczby przypadków autyzmu w ciągu ostatnich dziesięciu lat”, CBS uspokaja widzów, donosząc, że „nie wiadomo, na ile ten wzrost odzwierciedla stan faktyczny, a na ile świadczy o lepszej diagnostyce”.

      David Brown, reporter Washington Post, doniósł w artykule zatytułowanym „Eksperci nie znajdują związku między szczepionkami i autyzmem”, że Instytut Medycyny jest niezwykle wpływowym doradcą rządu do spraw naukowych i oświadczył wczoraj, że brak wiarygodnych danych na korzyść tego, że szczepionka przecie odrze, śwince i różyczce (MMR) lub szczepionki zawierające konserwant tiomersal wywołują autyzm”.

      Dalej Brown informuje czytelników, że badanie prowadzono na zamówienie dwóch agencji federalnych, jedną z których jest Centrum Kontroli Chorób. Na grupie ekspertów Instytutu Medycyny złożonej z 14 lekarzy, badaczy układu nerwowego, epidemiologów, statystyków i pielęgniarek, największe wrażenie wywarły badania duńskie „wykazujące brak różnicy w zachorowalności na autyzm wśród dzieci otrzymujących szczepionki zawierające tiomersal i dzieci, które ich nie otrzymały”.

      „Washington Post” najwyraźniej próbował stłumić „niepokój niewielkiej, lecz hałaśliwej grupy rodziców wątpiących w bezpieczeństwo dziecięcych szczepionek” takimi sformułowaniami jak „niezwykle wpływowy doradca” i „brak wiarygodnych danych”.

      Od czasu opublikowania raportu Instytutu Medycyny w 2004 roku twierdzenie, że „badania nie wykazują związku” stało się ulubioną mantrą urzędników federalnej służby zdrowia, pracowników miejscowych oddziałów służby zdrowia i lekarzy. Może się wydawać, że cała nauka jest po ich stronie.

      Jednak zabieg ten nie poskutkował. Gorąca dyskusja stała się jeszcze gorętsza, szczególnie po niedawnym doniesieniu, że zachorowalność na autyzm wzrosła w USA do jednego przypadku na 150 dzieci, przy czym wśród chłopców – do jednego przypadku na 94. Wciąż brak prawdopodobnego wytłumaczenia, dlaczego chore dzieci są teraz wszędzie.

      Ośrodek Kontroli Zachorowań i Departament Kontroli Produktów Żywnościowych i Lekarstw były usatysfakcjonowane efektami pracy Komitetu Instytutu Medycyny, a jednak wybiórczo i celowo zignorował pewne badanie. Badanie populacyjne prowadzi się, by wykryć to, co badacze chcą wykryć, lecz badania te nie zastępują prawdziwej nauki.

      Prestiżowe tytuły i stopnie naukowe robią wrażenie, lecz nie są w stanie uczynić faktu naukowego z fantastyki naukowej.

      Instytut Medycyny położył nacisk na pięć badań populacyjnych. Jednym z nich było badanie duńskie, które często przywołuje się jako broniące stosowania tiomersalu. Dane duńskiego badania poddano poważnej krytyce. Wykryto, że dobór losowy został sfałszowany. Niska zachorowalność na autyzm po zastosowaniu tiomersalu może zostać przypisana faktowi, że wykorzystana baza danych zawierała wyłącznie chorych leżących na oddziałach szpitalnych. Kiedy do bazy danych włączono świadectwa z dużych klinik spoza Kopenhagi, w której diagnozowano 20 procent wszystkich przypadków autyzmu w kraju, tiomersal został usunięty ze szczepionek dziecięcych w Danii. Najwyraźniej badanie miało wykazać, że kiedy tiomersalu już nie stosowano, liczba przypadków autyzmu gwałtownie wzrosła. Jednak baza danych zawierała wówczas wszystkie przypadki autyzmu, zarówno hospitalizowane, jak i niehospitalizowane, i fakt ten powinien podać w wątpliwość całe badanie.

      Doktor Thomas Verstraeten, lekarz medycyny, był głównym autorem wcześniejszego badania amerykańskiego, które wykazało związek między oddziaływaniem tiomersalu i autyzmem, lecz do 2003 roku jego dane zostały zmienione tak, by nie wykazać związku między szczepionkami zawierającymi rtęć i zachorowaniami na autyzm. Doktor Verstraeten był pracownikiem Ośrodka Kontroli Chorób, kiedy prowadził badania, lecz natychmiast po tym, jak badanie stało się znane, zatrudnił się u producenta szczepionek, firmy GlaxoSmithKline.

      Dla Komitetu Instytutu Medycyny okazało się nieważne, że nauka wykazała, że tiomersal to niszczycielska i śmiercionośna neurotoksyna, dla której nie powinno być miejsca w szczepionkach podawanych naszym dzieciom. Mady Hornig, lekarz medycyny, profesor epidemiologii i dyrektor projektu badawczego w Laboratorium Chorób Zakaźnych imienia Jerome’a (Jerome L. and Dawn Greene Infectious Disease Laboratory at the Mailman School of Public Health, Columbia University) w Nowym Jorku, zaprezentowała rezultaty badania przeprowadzonego na myszach, by wykazać, że oddziaływanie nawet niewielkich dawek etylortęci może doprowadzić do zmian behawioralnych i neurologicznych w rozwijającym się mózgu podatnych genetycznie myszy. Równie zatrważające były efekty badań Marka Geiera, doktora medycyny, oraz jego syna Davida. Po wyczerpującej walce Geierowie uzyskali dostęp do bazy danych bezpieczeństwa szczepionek (Vaccine Safety Datalink) w Ośrodku Kontroli Chorób, istniejącej w celu rejestracji skutków ubocznych szczepień. Uczeni porównali „zachorowalność na autyzm wśród 85 tysięcy dzieci zaszczepionych szczepionkami z tiomersalem z 70 tysiącami dzieci zaszczepionych szczepionkami bez tiomersalu”. Eksperci Instytutu Medycyny odrzucili uzyskane dane.

      Przedstawiono jeszcze jaśniejsze dowody związku przyczynowo-skutkowego między tiomersalem i autyzmem, lecz wywarły one jeszcze mniejszy wpływ na umysły ekspertów z Instytutu Medycyny, których interesowały wyłącznie te badania, które takiego związku nie wykazywały.

      Naukowcy jeden za drugim demonstrowali badania świadczące o ogromnym potencjale szkodliwości tiomersalu dla zdrowych dzieci. Doktor medycyny David Baskin, doktor filozofii Richard Deth, doktor Boyd Haley, doktor Vazgen Aposhian, doktor medycyny i członek Amerykańskiej Akademii Pediatrii Jeff Bradstreet [Lekarz ten został znaleziony martwy 19 lipca 2015 roku z raną postrzałową klatki piersiowej. Jego ciało pływało w rzece. Rodzina Bradstreeta nie wierzy w oficjalną wersję o jego samobójstwie – dop. red.] to tylko niektórzy eksperci, których prace nad toksycznymi efektami tiomersalu zostały przedstawione.

      Rodzice jedni po drugich donosili o świadectwach medycznych wykazujących, że u ich dzieci wykryto rtęć lub żywe wirusy odry. Ekspertów to nie poruszyło.

      Niezdolność ekspertów Instytutu Medycyny do uznania bezpośredniego związku tiomersalu z epidemią autyzmu zmusiła doktora Boyda Haleya do publicznego oświadczenia:

      Oskarżam szczególnie Komitet Instytutu Medycyny o nienaukowość wniosków, która wyraża się w tym, że odrzucił wszystkie dane naukowe wykazujące, że tiomersal jest najbardziej prawdopodobną przyczyną epidemii chorób spektrum autyzmu, i upieram się przy tym oskarżeniu.

      Dane naukowe, których nie chcieli wziąć pod uwagę federalni urzędnicy ochrony zdrowia, występują w ogromnej ilości, a ich liczba wciąż rośnie. Doktor filozofii i profesor katedry higieny pracy na medycznym fakultecie Uniwersytetu w Waszyngtonie Thomas Burbacher badał zawartość rtęci we krwi i mózgu wśród dzieci zwierząt naczelnych i wykrył, że etylortęci z tiomersalu w rzeczywistości gromadzi się w mózgu dwa do czterech razy więcej niż metylortęci występującej w rybach.

      Odmowa uznania związku między szczepionkami i autyzmem przez ekspertów z Instytutu Medycyny jest zwykłym fałszerstwem. Udawanie, że dane toksykologiczne były jedynie „teorią”, a statystyki wykazały bezpieczeństwo znanej neurotoksyny, nigdy nie doprowadzi do zakończenia sporu. Niezgodność wniosków epidemiologicznych z badaniami toksykologicznymi powinna zmusić ekspertów Instytutu Medycyny, by przynajmniej zażądali nowych badań możliwego związku między stosowaniem tiomersalu i epidemią autyzmu.

      Aby dane można było uznać za miarodajne, nie mogą one pochodzić od federalnych agencji służby zdrowia ani z rzekomo niezależnego Instytutu Medycyny. Konflikt interesów przedstawicieli Ośrodka Kontroli Chorób, Departamentu Kontroli Produktów Spożywczych i Lekarstw oraz Instytutu Medycyny w związku z ich bezpośrednimi powiązaniami finansowymi z producentami lekarstw rodzi podejrzenie odnośnie do jakichkolwiek danych przez nich prezentowanych. Ponadto opinia urzędników nigdy nie wytłumaczy liczby okaleczonych dzieci żyjących obecnie w USA. Kiedy społeczeństwo uświadomi sobie koszta opieki nad taką liczbą chorych ludzi, odmowa uznania katastrofy i wskazania jej przyczyny przez urzędników wywoła falę oburzenia opinii publicznej.

      Lori McIlwain będąca Dyrektorem Generalnym Państwowego Stowarzyszenia Autyzmu oświadczyła:

      Prawdopodobną podstawą decyzji Instytutu Medycyny był strach przed zaburzeniem programu szczepień, nie zaś dane naukowe.

      Lyn Redwood z organizacji Safe Minds stwierdziła:

      Instytut Medycyny wspierając Ośrodek Kontroli Chorób, Departament Kontroli Produktów Żywnościowych i Lekarstw, a także producentów szczepionek, nie tylko skompromitował własną uczciwość i niezależność, lecz zawiódł nadzieje społeczeństwa amerykańskiego, szczególnie dzieci autystycznych, które ucierpiały przez rtęć.

      Doktor Mark Geier podsumował swoje oburzenie skutkami pracy ekspertów z Instytutu Medycyny:

      To, co się teraz dzieje, jest ukrywaniem prawdy pod płaszczykiem ochrony programu szczepień. Ja też opowiadam się za programem szczepień. Wy jednak nadal ukrywacie prawdę, przez co w końcu szczepionki w ogóle znikną.

      na podstawie: http://vaccgenocide.wordpress.com/2017/09/26/nie-przejmuj-sie-rtecia/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s