Bzdety z kompleksu niższości zjudaizowanego polactfa

Andrzej Szubert pisze o innym blogerze: „Mojego komentarza kanalia do dzisiaj nie zatwierdził”, a tymczasem na blogu Andrzeja Szuberta http://opolczykpl.wordpress.com możliwość komentowania została profilaktycznie zablokowana ;)

Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

PB: Dokładnie: kompleks niższości… jak u żydłactfa, które bez ustanku wywyższa się ponad Ziemianami — zachowanie przeciw intencjom Stwórcy, może podświadomy kompleks winy za bunt przeciw Niemu?

Już i Bałtyk nie „nasz”: marynarka wojenna z baliami, stocznie w proch, kapitanowie żeglugi wielkiej z torbami, rybołówstwo zatopione w jewrounijnych papiurach, handel zamorski — żydłackie korporacje, Batory — w zjudaizowanej fundacji…

Gojowskie posłuszne politycznie wyobrażenia: JedenKamień był „geniuszem” tylko dzięki genialnej serbskiej żonie (Eistein dziwnie zamilkł naukowo ze śmiercią małżonki), a nobla dostał za prace geniuszów gojowskich. Zbadał to i opisał na 1000 stronach porządny (a jak, są tacy!) Żyd, Jon Christopher Bjerknes — góglnij nazwisko, szukaj pracy o przekręcie Einsteina z pomocą globalnego żydłactfa. Jak widać wciąż bezbłędnie działa na gojów ta hasbara, a żydłactfo chełpi się wysokim rzekomo IQ == bzdura na resorach, IQ ma niewiele wspólnego z inteligencją; niezwykle z natury inteligentni Eskimosi mają wysokie IQ, a w testach…

View original post 1 718 słów więcej

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Bzdety z kompleksu niższości zjudaizowanego polactfa”

  1. mgrabas Says:

    „Data publikacji: 26.11.2016, 10:20•Ostatnia aktualizacja: 26.11.2016, 18:30

    Dlaczego Dobrawa nie chciała seksu z Mieszkiem?

    AKG391589

    Miniatura z francuskiego manuskryptu, początek XIV w. Fot. East News źródło: East News

    Nie jest prawdą, że czeska księżniczka próbowała szantażować męża. Miała inne i to bardzo dobre powody, by odmówić mu nocy poślubnej.

    Zdaniem czeskiego kronikarza Kosmasa każde pogańskie wesele kończyło się „oddaniem reszty nocy Wenerze i Hymenowi”. Świętoszkowaty mnich nie chciał napisać tego wprost, ale pod tym enigmatycznym odwołaniem do bóstw patronujących fizycznej miłości kryła się wzmianka o dawnym obyczaju pokładzin. Był to rytualny stosunek nowo poślubionych małżonków, który odbywał się niemalże na oczach biesiadników, i to jeszcze w trakcie uczty weselnej.

    Pokładziny, czyli krew być musi

    Ten ginący w odmętach czasu obrzęd był nieodzownym elementem tradycyjnego ślubu. Dopiero on potwierdzał ważność zawartego związku i w pewnym sensie go pieczętował. Nie chodziło jednak tylko o seks. Do dopełnienia rytuału potrzebne były jeszcze widoczne znaki. Bezpośrednio po zbliżeniu pan młody miał obowiązek zaprezentować prześcieradło lub koszulę małżonki, tak aby wszyscy goście na własne oczy mogli zobaczyć ślady krwi. Jeśli tak się stało, uczta trwała dalej wśród powszechnej radości. Jeśli jednak zbliżeniu nie towarzyszyło krwawienie, tradycja nakazywała przerwać wesele i zniszczyć wszystkie związane z nim sprzęty. Sam związek tymczasem uznawano za niebyły lub przynajmniej skazany na niepowodzenie.

    Bezpośrednio po zbliżeniu pan młody miał obowiązek zaprezentować prześcieradło lub koszulę małżonki, tak aby wszyscy goście na własne oczy mogli zobaczyć ślady krwi.

    Pokładziny przetrwały w Polsce aż do czasów sarmackich, gdy wśród pojedynków na szable i kufli piwa wciąż z dumą prezentowano zakrwawione płótna. Zwykle przyjmuje się, że obyczaj miał na celu potwierdzenie, iż panna młoda wiodła cnotliwe życie, a w chwili zamążpójścia była dziewicą. W XVI czy XVII wieku rzeczywiście mogło o to chodzić, w czasach Mieszka i Dobrawy podobna interpretacja nie miałaby jednak żadnego sensu.

    Zobacz również: Mieszko I to nie Mieszko I? Gdzie był grób władcy?

    Rozwiązły jak Słowianin

    Słowianie słynęli w X wieku ze swobody obyczajowej, żeby nie powiedzieć – rozwiązłości. Ibrahim ibn Jakub wyjaśniał, że kiedy jedna z panien „pokocha jakiegoś mężczyznę, udaje się do niego i zaspokaja u niego swą żądzę”. Takie zachowanie wśród naszych odległych praprababek było wręcz – zdaniem podróżnika z Andaluzji – oczekiwane. „Kiedy małżonek poślubi dziewczynę i znajdzie ją dziewicą, mówi do niej: »Gdyby było w tobie coś dobrego, pożądaliby cię mężczyźni i z pewnością wybrałabyś sobie kogoś, kto by wziął twoje dziewictwo«” – pisał Ibrahim. W jego opinii to właśnie podobne odkrycie mogło doprowadzić do zerwania związku i odesłania żony do rodziców, a nie – sytuacja odwrotna.

    Ofiara dla bogów

    Historycy uznają przytoczoną relację za raczej wiarygodną. W żaden sposób nie kłóci się ona jednak z rytuałem pokładzin. W pierwotnym okresie nie był on wcale sprawdzianem cnoty. I nawet nie mógł być, bo przejścia próby krwi oczekiwano zarówno od dotychczasowych panien, jak i wdów zawierających ponowne małżeństwa. Sens obrzędu był zupełnie inny i bez porównania bardziej donośny. Przypuszcza się, że seks w noc poślubną uchodził w czasach pogańskich za akt ofiary składanej bogom. Była to najwyższa forma kultowego oddania – swego rodzaju fizyczna modlitwa. W czasach Mieszka wierzono, że krew stanowi potwierdzenie, iż bogowie przyjęli ofiarę i zaakceptowali małżeństwo. Jej brak oznajmiał natomiast – jak twierdził etnolog Ludwik Stomma – że ofiara została odrzucona, a związek nie zyskał aprobaty sił nadprzyrodzonych.

    Dobrawa jako pobożna chrześcijanka nawet nie dopuszczała myśli, że mogłaby złożyć swoje ciało w ofierze bożkom.

    Musiały rzecz jasna istnieć środki gwarantujące, że ślady krwi się pojawią. W wielu przypadkach „problem” rozwiązywało brutalne podejście męża do spraw seksu, raniące świeżo poślubioną żonę nie tylko w sensie psychicznym. Niekiedy krew można było chyłkiem podrzucić na prześcieradło, byle rytuałowi stało się zadość.

    Dobrawa i poganin Mieszko

    Jakkolwiek by było, nikt nie obawiał się, że Dobrawa nie przejdzie sprawdzianu ani też nikt by na to nie pozwolił. Problem polegał na zupełnie czym innym. Księżniczka – a teraz już księżna – stanowczo odmówiła udziału w pokładzinach. Jako pobożna chrześcijanka nawet nie dopuszczała myśli, że mogłaby złożyć swoje ciało w ofierze bożkom. „Nie pierwej podzieliła z nim łoże małżeńskie, aż wyrzekł się błędów pogaństwa” – pisał przecież Gall Anonim na temat małżeństwa Dobrawy i Mieszka.

    Kamil Janicki

    Tekst ukazał się pierwotnie w nr 9/2015 „Newsweeka Historia”

    źródło: http://www.newsweek.pl/historia/seks-na-tronie-dobrawa-odmowila-mieszkowi-nocy-poslubnej,artykuly,401024,1.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s