Podpisać CETA i za nic nie odpowiadać

Myśl Polska, nr 47-48 (20-27.11.2016)

CETA 2.JPG

„Polski” rząd bez jakichkolwiek zastrzeżeń i przy akceptacji sił ”opozycji” (w tym wypadku jednomyślnej z nim, podobnie jak w sprawie baz NATO i poparcia dla banderowskiej Ukrainy) – PO, Nowoczesnej, a nawet partii Korwina – wyraził zgodę na umowę CETA w interesie globalnej strategii Waszyngtonu, działającego poprzez Kanadę.

Umowa pod każdym względem jest, mówiąc językiem politycznej poprawności, niekorzystna nie tylko dla Polski, ale również Europy. Nie tylko ze względu na GMO, ale także z uwagi na bezkonkurencyjny kapitał amerykańskich korporacji. Jest cynicznym oszustwem narzuconym przez neoliberalnych ideologów zmanipulowanym społeczeństwom unijnym przy pomocy słów-kluczy: wolny handel, wolny rynek usług, partnerstwo, inwestycje, zysk, wzrost gospodarczy etc. Towarzyszą im: demokracja, prawa człowieka, wolność i inne twory tego systemu pojęciowego zniewalania, który od czasów Orwella nazywamy nowomową. Jej wyznacznikiem nie jest wymyślanie oryginalnych pojęć w celu osiągania władzy nad umysłami ludzi, ale nadawanie nowych – ukrytych – znaczeń pojęciom już istniejącym. Wiedza o tych znaczeniach nabiera charakteru „mistyki politycznej”.

Tych, którzy ją posiadają ma predestynować do roli totalnych władców istniejącego świata. Działają oni rzekomo dla dobra ludzkości, któremu nadawany jest nowy sens. Obecnie dobrem ludzkości nazywane jest finansowo-kredytowe więzienie narodów, jakim stała się dla nich pułapka zbudowanego na rasizmie ekonomicznym zachodniego systemu bankowego, nowe formy niewolnictwa i pustka metafizyczna amerykańskiej kultury, o których pisze Aleksander Panarin. Mimo dziejowego krachu idei totalnej władzy globalnej – na gruncie komunizmu – znaleźli się zwolennicy nowej jej treści – neoliberalnej, posiłkującej się koncepcją nowej antropologii – genderyzmem.

Mamy więc do czynienia z nową odmianą Wielkiego Inkwizytora, którego metaforę stworzył na przykładzie dziewiętnastowiecznego socjalizmu Fiodor Dostojewski. Instrumenty, jakimi posługuje się Wielki Inkwizytor, zmieniają się. Mogą nimi być zarówno teorie socjalizmu i komunizmu, jak i skrajnego liberalizmu, który pod hasłem demokracji i wolnego rynku ma zapewnić wieczną dominacją amerykańskiego hegemona, zgrabnie ujętą w literackiej formule Francisa Fukujamy jako koniec historii. Celem owej „mistycznej” hegemonii nie jest bowiem komunistyczna czy liberalna forma własności, ale władza nad umysłami ludzkimi, zapewniająca zyski wyłącznie panującym. Przewidziano także sprzeciwy wobec „końca historii”, dlatego wciąż poszerzana jest ilość członków NATO i powiększany jego potencjał, używany w „misjach stabilizacyjnych’.

W tej sytuacji, tylko wyjątkowi śmiałkowie mogą sprzeciwić się „dobru ludzkości”. Uzyskają natychmiast miano jej wrogów i agentów Rosji, dążącej do bipolarnego systemu światowego. W Polsce przeciwko nim zmobilizowane mogą być obce służby – na podstawie ustawy 1066. Polskie protesty paraliżować ma również sama świadomość obecności obcych wojsk w natowskich bazach na naszym terytorium.
Przypadek Polski, której już raz narzucono uczestnictwo w budowie dobra ludzkości – komunistycznego – jest tragiczny. Oznacza bowiem, że polscy politycy niczego nie rozumieją albo działają z bezwzględnym cynizmem. W dodatku kulturalnie, cicho i beznamiętnie, jak to czyni premier Szydło, tłumacząc swoją zgodę na CETA: nic nam nie grozi, ponieważ ratyfikacji musi dokonać 2/3 parlamentu, w dodatku wszystko to potrwa, więc da się wytrzymać.

I nabiera wody w usta, gdy idzie o handlową część CETA, wprowadzającą na nasz rynek trującą żywność z GMO zaraz po podpisaniu umowy. Pani premier myśli, że wszyscy Polacy zapomnieli o Traktacie Lizbońskim, który w podobnych okolicznościach był podpisany przez L. Kaczyńskiego, a następnie ratyfikowany przez parlament. Zobowiązania jego zwolenników wobec Brukseli i stojącej za nim Ameryki były tak wielkie, że woleli oni rozwiązać sejm i ogłosić przedterminowe wybory – ryzykując, iż mogą w nich przegrać – niż dopuścić do tego, aby LPR i Samoobrona zablokowały ratyfikację dokumentu grzebiącego chrześcijańską Europę.

O powrocie Wielkiego Inkwizytora świadczy nie tylko element tajemniczości, która od początku towarzyszy akceptacji polskich władz dla CETA, ale również coraz silniejszy w naszym życiu politycznym czynnik ogólnej infantylizacji. Jego przejawem jest z jednej strony brak odpowiedzialności rządzących za podejmowane decyzje. Z drugiej – przekonanie ich zwolenników, iż władza wie, co robi, ale dla dobra społeczeństwa nie może się z nim dzielić swoją wiedzą. Z kolei ich przeciwnicy zrzucają z siebie odpowiedzialność za losy kraju z powodu zniechęcenia i zmarginalizowania bądź w myśl zasady: im gorzej, tym lepiej. Ogólny brak odpowiedzialności jest cechą zniewolonych społeczeństw i zniewalającej je władzy.

Każdy, kto ma choćby podstawową wiedzę na temat społeczeństwa totalitarnego, wie, że infantylizacja – jak to świetne ujął Michal Heller – jest podstawowym atrybutem jego świadomości. Nowy Gułag jest już niepotrzebny. Obecnie zniewala się miliony ludzi nie poprzez przymus pracy, ale poprzez brak pracy lub jej nową niewolniczą formę, dla której drut kolczasty obozu jest już zbędny. Ponadto do zniewolenia współczesnego świata wystarczy czwarta władza – środki masowego przekazu – oraz towarzysząca jej piąta, jaką wymienia Panarin – mniej lub bardziej niejawne ośrodki globalnych ekspertyz i podporządkowanych im służb specjalnych oraz prywatnych wojsk.
Na naszych oczach, bez wprowadzania rygorów Gułagu, jest zniewalana świadomość współczesnych Polaków.

Postępującemu procesowi infantylizacji towarzyszy destrukcja solidaryzmu narodowego, a wraz z nią pogłębiająca się negacja dobra wspólnego. Świadectwem tego procesu jest m.in. stosunek Polaków do CETA. Mamy umowę z Kanadą, ale nie mamy odpowiedzialnych za nią. I nic się nie dzieje. Przeciwnie, ten stan rzeczy jest chaotycznie utrwalany przez wszystkie środki masowego przekazu, które przy pomocy różnego rodzaju „ekspertów” usypiają czujność i odwagę naszego społeczeństwa. Nade wszystko jednak chronią przed nim polskie władze podpisujące umowę. Symbolicznym przykładem takiego działania jest sam tytuł i podtytuł artykułu Piotra Falkowskiego – czołowego rusofoba i natowskiego propagandzisty w „Naszym Dzienniku”: Ekspres do GMO.

Wbrew opinii publicznej Unia Europejska podpisała z Kanadą umowę CETA (”Nasz Dziennik”, Nr 255, 31 XI – 1 XI 2016). Nie tylko z tego tytułu, ale również z całego artykułu nikt się nie dowie, kto rządził Polską w 2016 roku i kto w jej imieniu podpisał CETA. Autor artykułu ani razu nie wymienia bowiem premier Szydło, pisze wyłącznie o Donaldzie Tusku, Jean-Claude Junckerze oraz Robercie Fico – premierze Słowacji, sprawującej obecnie prezydencję w UE. Majstersztyk manipulacji. Dzięki takim zabiegom dokonuje się transformacja świadomości – tego, co jest fundamentalną własnością Polaków, trzonem ich tożsamości. Już teraz większość z nas wie, że nie tylko CETA, ale również czekająca w kolejce druga taka umowa – TTIP – determinują nas do roli półkolonii. Wmawia się nam jednak, że tak ma być, że sprzeciw świadczyłby tylko o naszej niewiedzy, niedojrzałości, ignorancji. Większość wybiera więc rezygnację, która zaczyna determinować jej świadomość.

Polityka historyczna narzuca wprawdzie Polakom postawy żołnierzy wyklętych, ale są one zarezerwowane dla walki z Rosją. W dodatku IPN dba o to, aby ten wzorzec patriotyczny nie stał się punktem wyjścia do walki z rzeczywistym zagrożeniem Polski i we wszystkich obszarach swej działalności stara się udowodnić, że największe nasze zagrożenie zawsze przychodziło, idzie i nadejdzie ze strony Rosji – carskiej, sowieckiej, Putinowskiej. Dlatego w środkach masowego przekazu utrwalany jest jeden kierunek mobilizacji patriotycznej – przeciwko Moskwie.

Mamy totalne pranie mózgów. Jego celem jest usprawiedliwienie wszelkich poczynań władzy, umocnienie przekonania, że wolność może zaistnieć bez odpowiedzialności, wzbudzenie nienawiści do Rosji, która nie chce przyjąć dyktatu nowego Wielkiego Inkwizytora.

Nieodległa historia Polski pokazuje jednak, że nawet w najtrudniejszych momentach zmasowanej indoktrynacji polskiego społeczeństwa pojawiały się środowiska niepokornych, odrzucających w sposób wolny i odpowiedzialny, a nade wszystko mądry, pokusę realizacji obcych interesów pod szyldem polskiej racji stanu. Również i teraz jest ich sporo – łączy ich odwaga samodzielnego myślenia. Brakuje odwagi integracyjnych działań.

Prof. Anna Raźny 

źródło: http://mysl-polska.pl/1071

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s