CETA sreta, TTIP srip… ABORCJA K***A! Tak oto Sejm dba o nasze sprawy

, Wczoraj, 13:43

Sprawa aborcji do tego stopnia zajęła polskich posłów, że postanowiono odłożyć na później dyskusje o umowach CETA i TTIP. Było to niepoważne, bo kwestię aborcji można uregulować później, a do podpisania CETA zostało niewiele czasu.

Felieton. Autor szczerze przeprasza za wulgarny tytuł, ale subtelność czasem nie ułatwia sprzedania tego, co się ma do powiedzenia.
* * *

Na odbywającym się w tym tygodniu posiedzeniu Sejmu posłowie mieli rozmawiać o umowach CETA i TTIP. Niestety zajęła ich „ważniejsza” sprawa aborcji. W końcu kto by się przejmował jakimś tam rolnictwem albo pozywaniem państw przez korporacje? Kto by się przejmował zagrożeniem dla demokracji? Wszak to takie odległe problemy…

A mówiąc ściślej – w porządku obrad pierwotnie znajdowały się projekty poselskich uchwał w sprawie obu tych umów. Godny uwagi był projekt uchwały w sprawie sprzeciwu wobec zaproponowanego przez Komisję Europejską trybu ratyfikacji umowy między Unią Europejską a Kanadą (druk sejmowy nr 728) oraz w sprawie Kompleksowej umowy gospodarczo-handlowej (CETA) między Unią Europejską i jej państwami członkowskimi a Kanadą (druk 831).

Zgodnie z polskim porządkiem konstytucyjnym CETA powinna zostać zatwierdzona w drodze ratyfikacji przez Prezydenta RP po uprzedniej zgodzie wyrażonej w ustawie, dotyczy bowiem kwestii regulowanych w ustawach lub wymagających ustawy. Jednocześnie Sejm RP stoi na stanowisku, że przedmiotem tymczasowego stosowania mogą być jedynie zapisy CETA leżące w obszarze kompetencji UE – napisano w drugim z projektów.

CETA – dlaczego wzbudza obawy

Przypomnijmy, dlaczego to ważne. Wiele osób słyszało o umowie TTIP, ale znacznie wcześniej zaczęła powstawać podobna umowa z Kanadą – to właśnie CETA. Prace nad tą umową przez długi czas były prowadzone w sposób niejawny. CETA ma wprowadzić m.in. mechanizm ISDS, czyli rozwiązywanie sporów na linii inwestor-państwo. Mówiąc prościej, umowa ma ułatwić korporacjom wywieranie nacisku na państwa. W razie stworzenia prawa niekorzystnego dla korporacji będzie możliwość pozwania państwa w specjalnym trybie. Jeśli wszystko pójdzie jak trzeba, państwo zapłaci gigantyczne odszkodowanie.

We wrześniu 2014 roku zakończono negocjacje CETA. Tekst umowy został opublikowany i od tego czasu oczekiwano na podpisanie. Być może poszłoby gładko, gdyby nie to, że ludzie zaczęli interesować się umową TTIP, a niepokojącym elementem tej umowy był właśnie mechanizm ISDS (rozwiązywanie sporów na linii inwestor-państwo). Umowa CETA zawierała zapisy o ISDS, więc wszyscy sobie o niej przypomnieli.

W reakcji na obawy związane z ISDS Komisja Europejska zaproponowała stworzenie specjalnych sądów ds. inwestycji (tzw. mechanizm ICS). Niektórzy nazwali to „reformą ISDS”, a inni mówili o „szmince na świni„. Tak czy owak CETA nie była dostosowana do tej „reformy ISDS” i znów pojawił się problem. Komisja Europejska nie mogła zachęcać do podpisania CETA, skoro przy okazji TTIP przedstawiła „lepszy ISDS” i tym samym zakwestionowała „stary ISDS” obecny w CETA.

Od czasów burzy wokół ACTA (rok 2012) Komisja Europejska wmawiała obywatelom, że nie można ingerować w umowę handlową wypracowaną w tajnych negocjacjach. To oznaczało, że CETA powinna być odrzucona. Nie została, bo w marcu tego roku Komisja zapowiedziała „aktualizację” umowy w zakresie ochrony inwestycji. Niemożliwe stało się możliwe i CETA znów nabrała znaczenia.

„Tymczasowe wdrożenie”

Teoretycznie, jeśli kraj ma podpisać umowę międzynarodową, to powinna być ona przyjęta m.in. przez krajowy parlament. Niestety Komisja Europejska rozegrała sprawę CETA w taki sposób, aby nie czekać na „uciążliwe” procedury demokratyczne.

W lipcu tego roku Komisja Europejska oficjalnie zaproponowała podpisanie kontrowersyjnej umowy CETA oraz jej tymczasowe wdrożenie. Termin „tymczasowe wdrożenie” oznacza, że umowa wejdzie w życie po decyzji Rady, jeszcze zanim zgodę wyrazi Parlament Europejski i zanim zostaną zastosowane krajowe procedury ratyfikacji państw członkowskich UE.

Warto w tym miejscu przypomnieć, jak wyglądało niegdyś podjęcie decyzji w sprawie ACTA. Umowa dotyczyła praw autorskich i podróbek, a przyjęto ją cichcem na posiedzeniu dotyczącym rolnictwa i rybołówstwa. Tak wyglądała unijna demokracja i dlatego w roku 2012 ludzie wyszli na ulice protestować przeciwko ACTA. Cztery lata później historia się powtarza.

Sejm mógłby zadziałać

Byłoby dobrze, gdyby w tej sytuacji nasz Parlament zajął jakieś mocne stanowisko. Nasi posłowie mogliby powiedzieć „nie zgodzimy się na tę umowę, póki sami o tym nie zdecydujemy”. Tak właśnie postąpił parlament Węgier, który przyjął rezolucję mówiącą o tym, by nie przyjmować umów CETA i TTIP bez zgody krajowego Parlamentu.

CETA sreta… ABORCJA K***!

Niestety żyjemy w Polsce, a to oznacza, że teatralność polityki jest przedkładana nad sprawy ważne dla państwa.

Wczoraj Sejm debatował o aborcji. To lubiany przez posłów temat, bo można sobie dużo pokrzyczeć o kwestiach obyczajowych. Nic dziwnego, że Marszałek Sejmu zdjął z obrad dyskusję o umowie CETA. Marszałek po prostu rozumiał, że koledzy chcą pokrzyczeć o aborcji. Kto by się chciał zajmować jakimiś nudnymi umowami międzynarodowymi? Ktoś w ogóle czyta takie nudy?

Debata o CETA ma wrócić na kolejnym posiedzeniu – po 4 października. Tymczasem 27 października może dojść do podpisania umowy CETA w Brukseli. Możliwe, że będzie zwyczajnie zbyt mało czasu, aby zareagować. Polski rząd generalnie popiera umowę CETA, zatem do gry powinni wejść posłowie – ludzie teoretycznie wybierani przez obywateli i będący ich reprezentantami. Niestety posłowie wolą mówić o aborcji. O kwestii obyczajowej, która będzie wzbudzała dyskusje niezależnie od kształtu przyjętych ustaw.

Tak. Możemy stracić

Istnieją obawy, że CETA zagrozi polskiemu rolnictwu. Istnieją obawy, że korporacje będą skarżyć państwa przed specjalnymi sądami, których sędziowie będą mało niezależni (w istocie mechanizm ICS skonstruowany jest tak, że sędziom będzie się opłacało orzekanie na korzyść korporacji). Komisja Europejska uparcie dąży do zawarcia umowy, ale cóż… komisarz Cecilia Malmström otwarcie mówiła, iż „nie bierze swojego mandatu od obywateli”. Komisji Europejskiej nie obchodzi społeczny sprzeciw, bo pani komisarz nie czuje się reprezentantem społeczeństwa.

Zachowanie polskiego rządu i Sejmu jest mocno zastanawiające. I rząd, i Sejm są teraz w rękach partii zapewniającej o swoim patriotyzmie, o realizowaniu woli obywateli, o budowaniu silnej i niezależnej Polski. Tymczasem wszystko zmierza do podpisania umowy podporządkowującej państwa korporacjom. A Sejm? Sejm nie ma na to czasu! Aborcja! Tylko to się liczy!

Źródła? Proszę bardzo

Jeśli chcesz wiedzieć, jakie są projekty uchwał w sprawie TTIP i CETA, zajrzyj do druków sejmowych nr 727, 728 oraz 831.

źródło: http://di.com.pl/ceta-sreta-ttip-srip-aborcja-ka-tak-oto-sejm-dba-o-nasze-sprawy-55527
Reklamy

komentarze 2 to “CETA sreta, TTIP srip… ABORCJA K***A! Tak oto Sejm dba o nasze sprawy”

  1. mgrabas Says:

    Marcin Maj, Wczoraj, 09:07

    Rząd Szydło wciąż nie ma zdania o CETA? Umowę opublikowano 2 lata temu!

    Pani Premier powiedziała, że rząd wreszcie zaczął rozmawiać o CETA. Świetnie, tylko dlaczego tak późno? Tekst umowy jest znany od dwóch lat. Przypomina się sytuacja z roku 2012, kiedy to Donald Tusk wykazywał się niewiedzą o ACTA na krótko przed podpisaniem umowy.

    Wczoraj ogłoszono zmiany w rządzie Beaty Szydło, ale poza tym stało się coś jeszcze. Na konferencji Pani Premier oficjalnie poruszyła temat umowy CETA. Tylko poruszyła, ale nie rozwinęła.

    Potem w komunikacie na stronie Kancelarii Premiera poświęcono temu tematowi aż jedno zdanie!

    Rada Ministrów rozmawiała również w środę na temat polskiego stanowiska w sprawie porozumienia CETA, które wkrótce będzie prezentowane na forum europejskim.

    To jedno zdanie i tak jest istotne. Wcześniej pani Premier unikała trudnego tematu CETA. Dało się na ten temat porozmawiać z Ministerstwem Rozwoju, które jeszcze w lipcu popierało nie tylko samą umowę ale również jej „tymczasowe wdrożenie” (choć nie w całości).

    Oczywiście wczoraj Pani Premier powiedziała o CETA więcej niż to jedno zdanie. Stwierdziła, że „wszystkie państwa muszą zgodzić” oraz że „prace też jeszcze trwają”. Jakieś stanowisko ma być przyjęte w przyszłym tygodniu. Szydło wspomniała, iż temat budzi emocje, ale nie powiedziała nic co świadczyłoby o obecnym stanowisku rządu wobec tej umowy. Osobiście odniosłem wrażenie, że rząd albo naprawdę nie ma zdania, albo Beata Szydło chce odwlec w czasie to, co ma obywatelom do powiedzenia.

    Beata Szydło
    fot. P. Tracz/KPRM

    Obecnie niektóre gazety zastanawiają się nad tym jakie naprawdę może być stanowisko rządu. Ja natomiast zadałbym inne pytanie. Dlaczego rząd nie ma stanowiska już teraz?

    Chciałbym delikatnie przypomnieć, że…

    …tekst CETA opublikowano 2 lata temu!

    Tak! Prace nad CETA trwały od roku 2009, a opublikowanie tekstu porozumienia nastąpiło we wrześniu 2014 roku. Oczywiście obszerny tekst umowy (1,6 tys. stron) musiał być poddany tłumaczeniom i analizom, ale nie możemy mówić, że jest to nowy temat. Organizacje społeczne wydały niejedną analizę CETA i z tym materiałem odpowiedzialni politycy powinni się zapoznać dawno temu.

    Mam świadomość, że doszło do „aktualizacji” tekstu CETA już po jego opublikowaniu. Kontrowersyjny mechanizm ISDS zastąpiono równie kontrowersyjnym mechanizmem ICS. Dzięki temu ustalono, że korporacje co prawda będą mogły pozywać państwa, ale będzie się to odbywać przed czymś… hmm… z daleka przypominającym sąd. Będzie możliwość odwołania się od pierwszej decyzji tego „sądu”, ale na tym podobieństwa do sądów się kończą. Sposoby wybierania i zatrudniania sędziów będą raczej sprzyjać wydawaniu wyroków korzystnych dla korporacji. Dlatego ICS nazywano „szminką na świni„. Niby coś wygląda lepiej, ale zasadniczy element się nie zmienia.

    Aktualizacja tekstu CETA została zapowiedziana w marcu tego roku. Już wtedy było wiadomo jakie elementy zostaną zmienione i jak. Rząd Beaty Szydło został zaprzysiężony w listopadzie 2015 roku. Możemy śmiało powiedzieć, że już w marcu CETA to był stary temat. Obecnie mamy wrzesień i dowiadujemy się, że rząd nadal nie ma stanowiska wobec CETA! Brak stanowiska może być wygodny – nie da się przeciwko niemu protestować.

    Owszem, dopiero w lipcu Komisja Europejska oficjalnie rekomendowała podpisanie CETA. Tylko że wtedy CETA nie była nowym tematem!

    Rząd nie wie, Sejm ma gdzieś

    Rząd nie wie, a Sejm nie chce wiedzieć. W ubiegłym tygodniu pisałem o tym, że Sejm nie ruszył z debatą o CETA i TTIP ponieważ miał ważniejszy temat – aborcję. Nie chcę oczywiście sugerować, że przepisy dotyczące aborcji są nieistotne, ale na aborcję mamy dużo czasu. Aborcja jest dla polityków „tematem zastępczym” od wielu lat i zapewne będzie nim jeszcze wiele lat.

    CETA nie jest tematem, który może czekać – może być podpisana już w październiku. Rozumiem oczywiście, że dyskusja o CETA wymaga przeczytania kilku nudnych dokumentów, natomiast dyskusja o aborcji nie wymaga żadnej wiedzy czy nawet pomyślunku. Wystarczy sobie pokrzyczeć odpowiednie hasełka w zależności od tego, po której stronie sceny politycznej poseł się aktualnie znajduje.

    Miejmy przy tym świadomość, że CETA to nie jest dokument bez znaczenia dla naszego życia. Istnieją poważne obawy co do wpływu CETA na nasze rolnictwo. Bardzo niepokojąca jest możliwość pozywania państwa przez firmy. Nie chodzi tylko o to, że państwo może być zmuszone do zapłacenia ogromnego odszkodowania. Rząd może całkiem świadomie tworzyć prawo w taki sposób, aby uniknąć ewentualnych pozwów. W ten sposób społeczeństwo może być pozbawione prawa do regulowania działań firm. Przecież te wszystkie prawa konsumenckie czy prawa pracownicze są dla korporacji tylko ciężarem, barierami, jakąś niepotrzebną bzdurą. Ochrona środowiska? A kogo to obchodzi? Korporacje chcą zarabiać bez przeszkód i owszem, mogą przy tym stworzyć piękne slogany o odpowiedzialności społecznej.

    Korporacje nie są złe. Dobre tym bardziej

    Nie chodzi nawet o to, że korporacje są złe. Problem w tym, że korporacje są organizacjami, a organizacje nie mają uczuć czy rozumu. Nie mają empatii, nie przejmują się ludźmi, realizują cele bez względu na środki. Odpowiedzialność korporacji to odpowiedzialność rozmyta. To nie ja! To zarząd podjął decyzję!  Korporacje nie są złe, ale dobre też nie mogą być. Tu jest problem.

    Naprawdę niepokojące jest to, że rząd jeszcze nie ma zdania o CETA.

    Czytaj: Więcej o CETA w Dzienniku Internautów „

     

    źródło: http://di.com.pl/rzad-szydlo-wciaz-nie-ma-zdania-o-ceta-umowe-opublikowano-2-lata-temu-55558

  2. mgrabas Says:

    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/10/zastapienie-wladzy-rzadow-narodowych-przez-korporacje-za-pomoca-ceta-ttip-tisa-ze-szkoda-dla-spoleczenstw/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s