POLSKA BĘDZIE WOLNA, SILNA, SPRAWIEDLIWA, BOGATA BEZ NATO I UE W SOJUSZU Z ROSJĄ, ZE SŁOWIAŃSZCZYZNĄ

„19/05/2015

(…)

POLSKA WSPÓLNOTA NARODOWA – ZARZĄD NACZELNY

(…)

ul. Hoża 25 m. 13, 00-521 Warszawa, telefon: 22 621 55 71, 22 629 36 06
http://www.pwn.waw.pl, e-mail: pwn@pwn.waw.pl
PKO BP SA Odział 10 w Warszawie, nr 77 1020 1013 0000 0802 0118 8408

Warszawa, maj 2015 rok

POLSKA BĘDZIE WOLNA, SILNA, SPRAWIEDLIWA, BOGATA
BEZ NATO I UNII EUROPEJSKIEJ
W SOJUSZU Z ROSJĄ, ZE SŁOWIAŃSZCZYZNĄ

Katastrofalna sytuacja Polski to wynik narzuconych nam przez Zachód 25 lat temu szkodliwych przemian globalistycznych. Były one zaplanowane w USA dla umożliwienia Zachodowi opanowania Polski i innych Państw byłego obozu socjalistycznego, przeciwstawienia ich Rosji oraz rozbicia wiążącej te Państwa wspólnoty słowiańskiej.

Przemiany w Polsce realizowali za zachodnie pieniądze fanatyczni zwolennicy Zachodu i przeciwnicy Rosji, lecz także zwykli karierowicze i zdrajcy oraz profesjonalni agenci Państw zachodnich, umieszczeni na decyzyjnych stanowiskach w rządzącym środowisku komunistycznym oraz w opozycyjnym środowisku solidarnościowym. Wielu z nich było w tym celu szkolonych na Zachodzie.

Oba te rzekomo przeciwstawne sobie środowiska w tajnym porozumieniu i zgodzie doprowadziły do związania Polski z Zachodem i umożliwienia mu opanowania i uzależnienia naszego Kraju. Zostały za tę zdradę Polski sowicie wynagrodzone przez swych zachodnich mocodawców.

Te powiązane ze sobą komunistyczno-solidarnościowe środowiska polityczne uformowały w Polsce prozachodnią i antyrosyjską władzę, wytworzyły spenetrowany przez zachodnich agentów mafijny system partyjny oraz ustanowiły antydemokratyczną ordynację wyborczą. Narzuciły w ten sposób Polsce kontrolowany przez siebie układ polityczny, w którym skutecznie ubiegać się w wyborach o władzę mogą tylko partie i osoby prozachodnie specjalnie w tym celu finansowane i popularyzowane w mediach, między innymi przez fałszowane sondaże wyborcze.

Przy takich zabezpieczeniach, wybierana od 1990 roku władza państwowa w Polsce jest zawsze prozachodnia i zawsze antypolska oraz coraz bardziej antyrosyjska. Zmieniający się w wyborach prezydent, sejm, senat, premier, rząd nie zmieniają ustalonego na Zachodzie stałego programu uzależniania Polski od USA, Izraela, NATO, Unii Europejskiej z dominującymi Niemcami, lecz program ten służalczo realizują.

Jeśli nawet przy tych zabezpieczeniach zdarzą się niekorzystne dla władzy wyniki głosowania w wyborach, a zwłaszcza w referendach, mogą być one bezkarnie zmieniane przez Państwową Komisję Wyborczą, jak to miało miejsce w referendum o przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Bowiem podawane przez Państwową Komisję Wyborczą wyniki głosowania są ostateczne i nie mogą być przez nikogo sprawdzane. Stwarza to możliwość fałszowania wyników każdego głosowania.

Niezmienne realizowanie przez kolejno wybierane władze programu uzależniania Polski od Zachodu dało katastrofalne rezultaty. Polska została zmuszona do likwidacji znacznej części na ogół doskonałych przedsiębiorstw przemysłowych, na przykład stoczni oraz do likwidacji znacznej części wydajnych gospodarstw rolnych, a także do odłogowania części ziemi pozostałych gospodarstw rolnych. Doprowadzono tym do zmniejszenia produkcji przemysłowej i rolnej o połowę, czyli do zmniejszenia ilości polskich towarów na rynek krajowy i na opłacalny eksport do innych Krajów. Drastyczny spadek polskiej masy towarowej, a tym samym spadek polskiego dochodu narodowego skazał Polskę na sprowadzanie drogich i często gorszych towarów zachodnich oraz branie na Zachodzie wysoko oprocentowanych pożyczek niebezpiecznie zadłużających nasz Kraj. Polska została również zmuszona do złodziejskiej wyprzedaży Zachodowi po zaniżonych cenach poniżej 10 procent wartości większości przedsiębiorstw przemysłowych, handlowych, usługowych, komunikacyjnych oraz banków, mediów, złóż surowcowych i ziemi. Wyprzedaż ma niebawem objąć lasy. Ta zbrodnicza antypolska wyprzedaż polskiego majątku narodowego miała rzekomo zlikwidować zadłużenie Polski. Ale pomimo masowego charakteru wyprzedaży, nasze zadłużenie od czasu opanowania Polski przez Zachód wzrosło stokrotnie i wynosi ponad 2 biliony zł. Zatem albo Zachód pomimo niskich cen nie płacił za wykupywane w Polsce obiekty albo pieniądze z wyprzedaży rozkradła polska władza.

Całkowite uzależnienie od Zachodu nastąpiło przez włączenie Polski do agresywnego NATO bez referendum oraz do zaborczej Unii Europejskiej na podstawie sfałszowanego referendum. Polska straciła suwerenność oraz możliwość samodzielnego rozwoju i poprawy warunków życia ogółu Polaków. Stosunki zniewolonej Polski z Zachodem zostały oparte na grożącym wybuchem wojny wojskowym uzależnieniu naszego Kraju od USA oraz na rodzącym wyzysk uzależnieniu gospodarczym naszego Kraju głównie od Niemiec będących właścicielem znacznej części polskiej gospodarki, w tym 1,5 miliona hektarów ziemi rolnej oraz większości polskich długów. Wyzysk Polski powodujący niedorozwój i ubożenie realizują Niemcy i cały Zachód przez zawyżanie Polakom norm i czasu pracy a zaniżanie płac, przez zaniżanie polskim rolnikom cen skupu produktów rolnych, przez zawyżanie cen sprzedawanych Polakom zachodnich i polskich produktów rolnych i przemysłowych oraz przez uchylanie się zachodnich właścicieli przedsiębiorstw w Polsce od płacenia podatków i wywożenie zysków za granicę.

Trwające 25 lat uzależnienie Polski od wyzyskującego nas Zachodu doprowadziło do tego, że 2,5 miliona Polaków zdolnych do pracy jest bezrobotnych, 6,5 miliona żyje w biedzie, 6,1 miliona żyje w nędzy poniżej minimum socjalnego, 2,7 miliona żyje w głodzie poniżej minimum biologicznego, 420 tysięcy żyje w grożącej śmiercią bezdomności, 1,5 miliona żyje w depresji wywołującej choroby psychiczne, 1,2 miliona choruje od śmiercionośnych narkotyków, 30 tysięcy umarło z zimna i głodu, 110 tysięcy popełniło samobójstwo z beznadziejności i rozpaczy, 6 milionów wyjechało z Polski na Zachód do pracy.

Decyzje dotyczące Polski są podejmowane na Zachodzie i usłużnie wykonywane przez polską władzę. To Zachód decyduje, co i w jakiej ilości Polska ma produkować, jakie ceny i zarobki mają w Polsce obowiązywać, jakie w Polsce ma być bezrobocie, ilu Polaków i gdzie ma z Polski wyjechać, ilu obcokrajowców i skąd ma się w Polsce osiedlić, ilu banderowskich Ukraińców ma zamieszkać w Polsce, mieć darmowe leczenie i pracę oraz pomagać zachodnim mocodawcom w szczuciu Polaków na Rosjan. Zachód decyduje, kto jest przyjacielem a kto wrogiem Polski i przeciw komu Polacy mają się przygotować do wojny. To Zachód zdecydował, że Ukraina pod panowaniem antypolskiego, bandyckiego reżimu ma być przyjacielem Polski, a przyjazna Polakom demokratyczna Rosja ma być wrogiem Polski. To Zachód decyduje o wprowadzaniu w Polsce śmiercionośnych nasion i roślin genetycznie modyfikowanych oraz o lansowaniu niezgodnych z Naturą zboczeń i wynaturzeń niszczących podstawową dla Narodu wartość małżeństwa i rodziny. To Zachód z USA i Unią Europejską na czele decyduje o tym, aby Polacy nie byli wychowywani w miłości do Polski, w patriotyzmie zobowiązującym do służenia Polsce, a byli urabiani głównie przez media i szkolnictwo na beznarodowych, zglobalizowanych, zniewolonych ludzi wypracowujących w biedzie zachodni dobrobyt i służących zachodnim celom podboju Świata. Przyniosło to w efekcie zaplanowane zdemoralizowanie i ogłupienie części Polaków wyrzekających się swoich własnych polskich celów i realizujących narzucone sobie obce i wrogie cele zachodnie.

Właśnie dla realizacji tych obcych, wrogich celów wojennych Zachodu, Polska została włączona do agresywnego NATO, wciągającego nasz Kraj w amerykańskie agresje zbrojne na całym Świecie. NATO przede wszystkim przygotowuje Polskę do ewentualnej agresji na Rosję. Zakłada w tym celu w Polsce coraz więcej baz wojskowych ze znanymi z bandytyzmu żołnierzami amerykańskimi i niemieckimi. Przeciwko Rosji na polecenie USA formowana jest w Lublinie brygada litewsko-polsko-ukraińska. Ma być użyta w ramach pomocy NATO dla banderowsko-oligarchicznego reżimu w Kijowie, aby wzmóc jego agresję na Donbas i całą Noworosję uwalniającą się od nazistowskiej, prozachodniej, antyrosyjskiej Ukrainy. USA wciąga Polskę w akcję rozpętania na Ukrainie powszechnej wojny domowej i przekształcenia jej w wojnę przeciw Rosji przy wsparciu Ukrainy przez europejskie Państwa NATO. Ma to według amerykańskich planów doprowadzić do destabilizacji Rosji, zmiany rosyjskiej władzy i zdominowania Rosji przez USA. Władza USA dąży do rozpętania w Europie wojny z Rosją, przy zachowaniu bezpiecznego pokoju w Ameryce. Pierwszoplanową rolę mają w tym odegrać najbardziej proamerykańskie i antyrosyjskie Państwa w Europie – Ukraina, Polska, Litwa. Dlatego USA dąży do tego, aby poziom antyrosyjskości w tych Państwach był jak najwyższy, bowiem wtedy będą one mogły być łatwiej i skuteczniej użyte przeciw Rosji. W Polsce do umacniania antyrosyjskości aktywnie przyczynia się 100 tysięcy osiedlonych banderowskich Ukraińców. Spośród nich 70 tysięcy studiuje na polskich uczelniach, a pozostali są szkoleni w Policji i Wojsku Polskim oraz zatrudniani w administracji samorządowej i państwowej, w partiach politycznych i stowarzyszeniach społecznych, w mediach, ośrodkach naukowych i oświatowych. Ci nienawidzący Polaków i Rosjan banderowscy Ukraińcy o nazistowskich i proniemieckich poglądach, powiązani z proniemieckim i antypolskim Ruchem Autonomii Śląska, są groźnym dla Polski środowiskiem popieranym przez polską władzę na polecenie Zachodu.

Banderowcy i oligarchowie ukraińscy zaszkodzą Polsce, ale Ukrainy na dłużej nie opanują. Bowiem Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini to w istocie jeden Ruski Naród, który wcześniej czy później zjednoczy się. Życzymy mu tego z całego serca.

Tolerowanie w tej groźnej sytuacji uzależnienia Polski od Zachodu to nie tylko zgoda na obecną likwidację wolności Narodu i Państwa Polskiego. To także zgoda na przyszłą likwidację samego Narodu Polskiego z jego kulturą i religią przez wynarodowienie oraz zgoda na likwidację Państwa Polskiego przez przekształcenie Unii Europejskiej w jednolite Państwo z jedną władzą. Takie są założenia zachodniego globalizmu przeciwnego niezależnym Państwom narodowym, ich religii i narodowej kulturze.

Dlatego Polska Wspólnota Narodowa wyrastająca z tradycji polskiego ruchu narodowego Romana Dmowskiego – działająca w okresie socjalizmu jako nielegalna opozycyjna partia polityczna, zarejestrowana jako legalna partia w 1990 roku – od początku przeciwstawiała się i nadal przeciwstawia się narzuconym Polsce przez Zachód szkodliwym przemianom globalistycznym. Przeciwstawialiśmy się i przeciwstawiamy się uzależnieniu Polski przez Zachód, integracji Polski z NATO i Unią Europejską, likwidacji części polskiej gospodarki, wyprzedaży Zachodowi polskiego majątku narodowego, nastawianiu Polski przeciwko Rosji i innym Państwom Słowiańskim. Wiedzieliśmy od początku narzucania nam zachodniej orientacji, że Zachód nie potraktuje Polski jako równoprawnego partnera do współpracy, lecz jako zdobycz do wykorzystania oraz jako narzędzie przeciw Rosji. Zachód ma w tym złowieszcze tradycje. To w Państwach Zachodu powstawały służące podbojowi innych Państw takie imperialistyczne systemy, jak kolonializm, komunizm, trockizm, bolszewizm, faszyzm, nazizm, banderyzm, a ostatnio globalizm.

Zachód przez narzucenie globalizmu uzależnił nie tylko Polskę, lecz również wszystkie pozbawione sojuszu z Rosją Państwa Słowiańskie i Państwa związane ze Słowiańszczyzną. Dlatego dla wspólnej obrony tych Państw przed zachodnim globalizmem, dla umacniania jedności tych Państw oraz umacniania ich słowiańskiej wspólnoty z Rosją, Polska Wspólnota Narodowa współorganizowała w 1998 roku w Pradze VII Zjazd Wszechsłowiański z udziałem przedstawicieli wszystkich Narodów i Państw Słowiańskich. Zjazd wybrał Międzynarodowy Komitet Słowiański i zainspirował powołanie narodowych Komitetów Słowiańskich. Tak powstał Polski Komitet Słowiański i Komitety Słowiańskie w innych Krajach Słowiańskich. Misję umacniania jedności i wspólnoty słowiańskiej kontynuował VIII Zjazd Wszechsłowiański w 2001 roku w Moskwie, IX Zjazd Wszechsłowiański w 2005 roku w Mińsku, X Zjazd Wszechsłowiański w 2010 roku w Kijowie oraz kolejno wybierany na Zjazdach Międzynarodowy Komitet Słowiański, a także Polski Komitet Słowiański i pozostałe narodowe Komitety Słowiańskie.

Zachód zawsze obawiał się jedności Narodów i Państw Słowiańskich jako skutecznej zapory uniemożliwiającej mu opanowanie rozległej i bogatej Słowiańszczyzny. Dlatego Zachód występuje z coraz większą zaciekłością przeciwko umacnianej przez nas naturalnej wspólnocie wszystkich Państw Słowiańskich, a zwłaszcza przeciwko naturalnej wspólnocie Polski i Rosji. Świadczy o tym rozwijana w Polsce z inicjatywy USA, Niemiec i banderowskich Ukraińców kampania przeciwko Rosji, przeciwko Jej wybitnemu Przywódcy Prezydentowi Władimirowi Putinowi – niezłomnemu obrońcy wolności ludzi i Narodów!

Kampania przeciwko Rosji jest kontynuacją starej doktryny niemieckiej, przejętej przez banderowców, a następnie przez USA: „Nie dopuścić do porozumienia Polaków z Rosjanami, przeciwstawiać jednych drugim dla łatwiejszego pokonania jednych i drugich.”

W atmosferze inspirowanej przez Zachód i wzmaganej przez władzę i media w Polsce brutalnej kampanii wrogości wobec Rosji, działacze Polskiej Wspólnoty Narodowej i Polskiego Komitetu Słowiańskiego powołali w 2008 roku Stowarzyszenie Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej. Wiedzą to nasi zachodni wrogowie i ukrywają to przed Polakami, że przyjaźń i sojusz Polaków i Rosjan przyniesie wielkie korzyści i Polsce i Rosji, doprowadzi Polskę do wszechstronnego rozwoju skutecznie hamowanego przez globalistyczny Zachód. Tak myśleli wielcy Polacy – Roman Dmowski i generał Władysław Sikorski – wielcy zwolennicy sojuszu Narodu Polskiego i Narodu Rosyjskiego. Do krzewienia budzącej nadzieję przyjaźni Polaków i Rosjan Stowarzyszenie Przyjaźni Polsko-Rosyjskiej pragnie się aktywnie przyczynić.

Warunkiem odzyskania przez Polskę wolności i możliwości samodzielnego rozwoju dającego siłę i dobrobyt jest wyjście z NATO i Unii Europejskiej. Wtedy możliwe będzie zawarcie przez Polskę sojuszu z Rosją i wszystkimi Państwami Słowiańskimi. Sojusz z Rosją jest dla Polski najkorzystniejszy. Rosja rozwija się zgodnie z Prawami Natury, zwalcza wszelkie szkodliwe wynaturzenia, uznaje i szanuje wartości rodzinne, narodowe i religijne, popiera Państwa narodowe, traktuje każde Państwo sojusznicze jako suwerennego partnera współpracy i zapewnia mu duże korzyści materialne ze względu na swoje bogactwo i wielkie możliwości wszechstronnego rozwoju.

Po uwolnieniu się od NATO i Unii Europejskiej, Polska będzie mogła rozpocząć skuteczne starania o odzyskanie zagrabionego przez Zachód polskiego majątku narodowego. Będzie też mogła skutecznie starać się o odszkodowanie od Państw zachodnich biorących udział w niszczeniu i grabieży polskiej gospodarki oraz globalistycznym wyzyskiwaniu Narodu Polskiego. Polska będzie wreszcie mogła skutecznie starać się o odszkodowanie od Niemiec za poniesione straty w II wojnie światowej.

Wyjście Polski z NATO i Unii Europejskiej przyczyni się do uwalniania Europy od dwóch związanych ze sobą uzależnień. Wcześniej czy później unijne Państwa będą uwalniały się od uzależniającej je Unii Europejskiej, która tym samym przestanie istnieć. Zaś natowskie Państwa Europy będą uwalniały się od uzależniającego je NATO, czyli od USA. Wtedy wszystkie Państwa Europy jako wolne i suwerenne będą mogły samodzielnie decydować o własnym losie. Będą mogły utworzyć sprawiedliwy porządek europejski, oparty o współpracę wszystkich Państw Europy na równych prawach.

Proces uwalniania się Polski od NATO i Unii Europejskiej wymaga jedności Narodu Polskiego i przyjaznych mu mniejszości narodowych. Wymaga też powstania jednej zjednoczonej siły politycznej cieszącej się autorytetem większości Polaków, zdolnej osiągnąć ten zbawienny cel. Osiąganiu jedności Narodu nie sprzyjają istniejące obecnie podziały partyjne, ideologiczne, religijne, a zwłaszcza podziały na lewicę i prawicę. Podziały te w sposób programowy rozbijają jedność Narodu Polskiego, a w rzeczywistości niewiele znaczą. Są nieistotne i przestarzałe wobec współczesnych potrzeb i zagrożeń. Dzisiaj istnieje jeden rzeczywisty i ważny podział mający istotny wpływ na obecną sytuację i przyszłość Polski. Jest to podział na patriotów i antypatriotów, na służących Polsce i służących wrogom przeciwko Polsce, na sprawiedliwych dbających o dobro wszystkich Polaków i niesprawiedliwych dbających o dobro jednych Polaków kosztem innych Polaków.

Jedność Narodu Polskiego wykuwają dzisiaj polscy górnicy broniący polskich kopalń przed Niemcami. Jedność Narodu Polskiego wykuwają polscy rolnicy broniący polskiej ziemi przed Niemcami i innymi kapitalistami Zachodu. Wokół tych najważniejszych dla Polski i najsilniejszych środowisk górników i rolników walczących o dobro wszystkich Polaków powinien jednoczyć się Naród Polski w działaniu przeciw niszczącemu Polaków globalizmowi, w działaniu zmierzającym do uwolnienia Polski od NATO i Unii Europejskiej.

Służąca zjednoczeniu naszego Narodu Polska Wspólnota Narodowa podejmie współpracę z każdym, kto prawdziwie i szczerze jest przeciwnikiem NATO, Unii Europejskiej i wyprzedaży obcokrajowcom polskiego majątku narodowego, kto prawdziwie i szczerze jest zwolennikiem suwerennej Polski oraz sojuszu Polski z Rosją i całą Słowiańszczyzną. W tym celu wydaliśmy w języku polskim i rosyjskim książkę „W obronie Polski. W obronie Słowiańszczyzny” zawierającą nasz zjednoczeniowy program oraz opracowaliśmy projekt Konstytucji Polski.

Tegoroczny maj jest miesiącem wyboru Prezydenta Polski. Władza w Polsce uczyni wszystko, aby Prezydentem został ten, kogo na to stanowisko zatwierdzono na Zachodzie, czyli aby nowym Prezydentem został obecny Prezydent. Ale nawet gdyby przez przypadek Prezydentem Polski został wybrany ktoś inny, nic się w Polsce nie zmieni, nic się nie polepszy, a może się pogorszy. Bowiem wszyscy kandydaci na Prezydenta Polski są prozachodni, aprobują uzależnienie Polski od Zachodu i popierają przynależność Polski do NATO i Unii Europejskiej. Są nawet wśród kandydatów na Prezydenta zwolennicy ukraińskich banderowców.

W tej jednoznacznej sytuacji Polska Wspólnota Narodowa uważa, że uprawnieni do głosowania Polacy powinni skorzystać z moralnego prawa obywatelskiego nieposłuszeństwa i nie brać udziału w tak wyreżyserowanych wyborach Prezydenta Polski. Mała frekwencja wyborcza jest klęską dla prozachodniej władzy w Polsce i jej zachodnich przełożonych. Wyraża brak zaufania dla ludzi aktualnej władzy i ludzi starających się o władzę. Zaś osoba wybrana do władzy przez małą liczbę wyborców nie ma społecznego poparcia i nie ma moralnego prawa rządzenia Polską. Bojkot majowych wyborów to zwycięstwo Narodu Polskiego, który nie chce mieć Prezydenta wysługującego się Zachodowi, pogrążającego Polaków w beznadziejności, kierującego Polskę na rozkaz zachodnich mocodawców do wojny z Rosją.

W dniu 9. Maja 2015 roku przypada 70. rocznica Wielkiego Zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami. Oddajmy cześć Narodowi Rosyjskiemu mającemu w Zwycięstwie największy udział. Oddajmy cześć wszystkim Narodom skupionym w tamtych dniach walki wokół Narodu Rosyjskiego. Zjednoczyła nas wtedy i jednoczy na zawsze przelana krew naszych bohaterskich żołnierzy. My Polacy poczujmy się dumni, że mamy w tym wiekopomnym Zwycięstwie znaczący udział. Niech Zwycięstwo dokonane jednością walczących z Niemcami Narodów stanie się przesłaniem osiągania dzisiaj przyjaźni i jedności Rosjan, Ukraińców, Białorusinów. Niechaj pamięć o Zwycięstwie i duma ze Zwycięstwa będzie przesłaniem osiągania przyjaźni i współpracy Rosji, Polski, pozostałych Państw Słowiańskich, wszystkich miłujących wolność i pokój Państw Europy i Świata!

Polska Wspólnota Narodowa
Przewodniczący Bolesław Tejkowski”

za: http://piotrbein.wordpress.com/2015/05/19/polska-bedzie-wolna-silna-sprawiedliwa-bogata-bez-nato-i-ue-w-sojuszu-z-rosja-ze-slowianszczyzna/

Reklamy

komentarzy 5 to “POLSKA BĘDZIE WOLNA, SILNA, SPRAWIEDLIWA, BOGATA BEZ NATO I UE W SOJUSZU Z ROSJĄ, ZE SŁOWIAŃSZCZYZNĄ”

  1. mgrabas Says:

    Ukraińcy robią w Polsce dobrą robotę dla UPA

    Posted by Marucha w dniu 2015-05-19 (wtorek)


    Myrosław Onyszkiewicz, skazany 6.07.1950 za zbrodnie

    Pan Siggi nadesłał nam wpis znaleziony na Facebooku, który (po niewielkiej obróbce redakcyjnej) publikujemy poniżej. Nie udało nam się zlokalizować autora wpisu.
    Admin.

    No i co wy na to ?

    To nie są żadne plotki.

    Ministrem Obrony Narodowej jest Ukrainiec Tomasz Siemoniuk, syn przesiedleńca w czasie operacji „Wisła”.

    Jego doradcą jest też Ukrainiec dr Janusz Onyszkiewicz (był dwukrotnie ministrem Obrony Narodowej), którego stryj Myrosław Onyszkiewicz ps. „Orest”, był w Polsce w latach 1944-1948, głównodowodzącym UPA i skazany został na karę śmierci za zbrodnie. [Tak, wtedy karano za zbrodnie na narodzie polskim… – admin]

    W Radzie Krajowej IPN jest Ukrainiec dr Grzegorz Motyka – autor wielu książek wybielających UPA ze zbrodni.

    W Oddziałach wojewódzkich IPN, czołowa kadra składa się z Ukraińców, głównie pion śledczy IPN, który mając ponad 100 prokuratorów, grzebie się na cmentarzach, a przez 25 lat nie skazał ani jednego bandyty z UPA. Odwrotnie: wszystkich bandytów z UPA, skazanych w czasie operacji „Wisła” za zbrodnie na karę śmierci, IPN jednostronnie, bez wyroków sądowych – zrehabilitował i zaliczył ich do „Osób represjonowanych przez PRL ze względów politycznych”. Uznał więc ich za ruch niepodległościowy tak, jak teraz Poroszenko uznał banderowców na Ukrainie.

    Nikt nie liczy, ilu jest Ukraińców na stanowiskach ministrów, wiceministrów, wojewodów, wicewojewodów, marszałków, czy prezydentów miast. A przecież w PiS zastępca Jarosława Kaczyńskiego jet też Ukrainiec – Marek Kuchciński, odznaczony przez Juszczenkę Orderem „Za Zasługi” dla Ukrainy. To są fakty, a nie plotki i kiedyś obudza się ślepi politycy polscy z ręką w nocniku, albo z głową. [Raczej bez głowy – admin]

    Wśród innych postaci wyróżnia się Pawło Kowal, wyjątkowa, probanderowska swołocz, której parszywą chachłacką mordę mamy okazję często oglądać w telewizorze w związku z wypadkami na Ukrainie.
    Admin

    źródło: http://marucha.wordpress.com/2015/05/19/ukraincy-robia-w-polsce-dobra-robote-dla-upa/

  2. mgrabas Says:

    Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie. Sowietyzację zastąpiła amerykanizacja

    Zmierzamy ku katastrofie. W PRL była sowietyzacja, dziś jest amerykanizacja w szczególnie uległy sposób. Choć akurat w Stanach Zjednoczonych już zrozumieli, że to ślepa uliczka, i odchodzą od testów. Testy nie mierzą głębi wiedzy i jej zakresu, ale powierzchowne umiejętności i kompetencje. Tymczasem wiedza uczniów jest wynikiem nie tylko pracy nauczyciela z uczniami, ale także ich samokształcenia, umiejętności i samodzielności uczenia się, a przede wszystkim jest uwarunkowana pozycją społeczno-ekonomiczną środowiska rodzinnego uczniów, zwłaszcza wykształceniem ich rodziców – mówi Bogusław Śliwerski.

    Zna pan taki dowcip? Zadanie z matematyki w latach 70. Rolnik miał 3,5 hektara pola, z hektara zebrał 40 kwintali pszenicy. Za kwintal dostanie w skupie 90 zł. Ile po sprzedaży wszystkich plonów zarobi rolnik? Zadanie z lat 90. Rolnik miał 3 hektary. Z jednego zebrał 40 kwintali pszenicy, wartej 3,6 tys. zł. Ile zarobi w sumie rolnik? 2000 r. – jeśli rolnik zasieje pszenicę, zarobi 10 tys. zł, jeśli kukurydzę 9 tys. Co się bardziej mu opłaca? Zadanie z 2013 r. Jeśli rolnik zrezygnuje z uprawy, z unijnej dotacji otrzyma 11 tys. zł. Opisz korzyści unijnego programu rolnego.

    Znam wersję z jeszcze lepszym ostatnim zadaniem: Pokoloruj rolnika.

    Z edukacją jest aż tak źle?

    Źle? Zmierzamy ku katastrofie. W PRL była sowietyzacja, dziś jest amerykanizacja w szczególnie uległy sposób. Choć akurat w Stanach Zjednoczonych już zrozumieli, że to ślepa uliczka, i odchodzą od testów. Testy nie mierzą głębi wiedzy i jej zakresu, ale powierzchowne umiejętności i kompetencje. Tymczasem wiedza uczniów jest wynikiem nie tylko pracy nauczyciela z uczniami, ale także ich samokształcenia, umiejętności i samodzielności uczenia się, a przede wszystkim jest uwarunkowana pozycją społeczno-ekonomiczną środowiska rodzinnego uczniów, zwłaszcza wykształceniem ich rodziców. Wskaźniki edukacyjne kreowane są przez urzędników OECD i UE, by można było dokonywać międzynarodowych porównań, a przejmowane są przez polskich urzędników w MEN jako obowiązujące w naszym kraju. Na przykład w analizie wyników międzynarodowego programu PISA wykorzystuje się średni wynik uczniów osiągnięty w testach z uwzględnieniem różnych poziomów ich kompetencji. To oznacza, że polska oświata, mimo zapewnień o autonomii w dziedzinie edukacji, jakie miały miejsce w okresie akcesyjnym III RP do Unii Europejskiej, straciła swoją suwerenność na rzecz zewnętrznie definiowanych i gromadzonych danych sprawozdawczych, które służą zarazem do dokonywania oceny jakości edukacji. Unia Europejska chce wiedzieć, czy dobrze wydajemy pieniądze na oświatę, czy nie.

    Ale co jest złego w zunifikowanym, wspólnym dla całej Unii systemie ocen jakości kształcenia? Łatwiej porównywać poziom szkół, programy nauczania…

    Tylko że te mierniki kreowane są przez OECD i UE. Pomijają nasze kwestie narodowe i kulturowe jako mało istotne. Rynek oświatowy opanowała ukryta prywatyzacja. Zdumiewające, że choć mamy w ustawie o oświacie jasno sformułowane cele i wartości kształcenia, podstawy programowe kształcenia ogólnego i zawodowego, określające, czego każdy przedmiot ma nauczyć, nasz system podporządkowuje edukację procesom kluczowym dla funkcjonowania gospodarki rynkowej. Staje się narzędziem władzy wspomagania tych procesów. Przenosi do sfery edukacji publicznej rozwiązania znane z firm, koncernów, zobowiązujące do pilnowania efektywności, optymalizacji kosztów i zysków. Innymi słowy jakość polskiego szkolnictwa mierzy się unijnymi wskaźnikami, które warunkują, gdzie trzeba zaoszczędzić, ograniczyć środki z budżetu, ciąć etaty. Weryfikuje się, na jakim poziomie jest młode pokolenie w 15. roku życia. Bo to jest etap fundamentalnej alfabetyzacji. Wszystko po to, by stymulować wzrost produkcyjności edukacji. Jak w chińskiej fabryce, taniej i więcej, jakość to rzecz wtórna.

    Brzmi zatrważająco, ale przecież mamy rady naukowe, opiniotwórcze środowiska uczelniane. Chyba ktoś pilnuje tego kształcenia?

    Komitet Nauk Pedagogicznych PAN od początku transformacji reagował krytycznie na pseudoreformy oświatowe. Politycy jednak złapali wiatr w żagle. Postanowili tak przejąć władzę nad oświatą, by można było ją prywatyzować na dole, zaś odgórnie upartyjniać. W końcu tyle lat niektórzy to trenowali w PRL. Co pan powie na to, że przed wyborami politycy ustanawiają progi minimalistyczne, do których mają być skalibrowane wskaźniki edukacyjne?

    Niezbyt dobrze rozumiem…

    Skaluje się poziom trudności testów do egzaminów państwowych, np. matematycznych, do każdego rocznika, żeby sprawdzić, na jakim poziomie jest młodzież. I jeśli wychodzi na testach próbnych, że zdałoby w danym roku tylko 60 proc. uczniów, kalibruje się skalę trudności od nowa, w dół, tak by na egzaminach końcowych zdało co najmniej 75 proc. A najlepiej 80 proc. To są ostatnie zalecenia poziomu zdawalności.

    Pytania ustawia się pod wiedzę uczniów, zamiast uczyć ich do egzaminów?

    Tak, bo nasz system edukacji polega na manipulowaniu wskaźnikami, a nie kształceniu młodych ludzi. Nikt się do tego nie przyzna, ale takie są kulisy.

    Jaki miałby być cel tej manipulacji?

    To mechanizm rywalizacji rynkowej. Nie chodzi o to, by polepszać efekty kształcenia, tylko o to, by minimalizować koszty. Spełnić oczekiwania unijnych ekspertów, dobrze wypaść w ich miernikach. A te międzynarodowe wskaźniki opierają się na czterech grupach – to procent uczniów powtarzających klasę, objętych nauczaniem indywidualnym, specjalnym i skolaryzacja przedszkolaków. Co to ma wspólnego z procesem kształcenia? Wszystko kręci się wokół kosztów funkcjonowania. Brukseli nie zależy na mądrych Polakach, tylko na efektywnym produkowaniu taniej siły roboczej na naszym kontynencie.

    Brzmi spiskowo…

    To fakty. Im gorzej w polskiej szkole się uczą, tym mniej dostaje ona pieniędzy. A np. w Finlandii jest odwrotnie, tam kieruje się większe środki do miejsc, gdzie uczniowie są słabsi, by pomóc im dorównać do tych najlepszych. Ale polski system oświatowy degradowało 15 ekip rządzących. Nie ma znaczenia, czy to była prawica, czy lewica, a ostatnio PiS czy PO. Tu chodzi o władzę jako taką. Władza centralna zawsze steruje bezwzględnie. Zresztą nawet Najwyższa Izba Kontroli w swoim ostatnim raporcie po przebadaniu trzech lat szkolnych 2008–2011 stwierdziła fikcyjność ewaluacji (oceny efektów kształcenia dokonywanej przez osoby spoza danej placówki – red.). Wprawdzie była prowadzona na zbyt małą skalę, bo skontrolowano tylko ułamek procenta szkół, ale odsłoniła mechanizm pozoranctwa. Nadzór pedagogiczny kuratorów oświaty i dyrektorów szkół nie przekłada się na poprawę jakości kształcenia. To tylko kolejne środowisko władzy. W efekcie od reformy ministra Mirosława Handkego spada odsetek nauczycieli, którym chce się uczyć młodzież, eksperymentować, bo to im się przestało opłacać. Nastąpiło zniewolenie tego środowiska. Ministerstwo określa dominanty, a nauczyciel ma pod nie produkować wiedzę.

    Trudno mi uwierzyć, że środowisko nauczycielskie nie chce tego zauważyć i wszyscy się temu podporządkowują.

    Nie wszyscy, jakieś 40 proc. Z badań specjalistów od higieny pracy zawodowej wynika, że ok. 30 proc. nauczycieli w ogóle nie powinno pracować w zawodzie, bo to są ludzie wypaleni, toksyczni dla siebie i uczniów, a kolejne 25 proc. to przeciętniacy na granicy wypalenia. Nie mają wsparcia, więc chcą tylko przetrwać. Z moich badań wynika, że wciąż ok. 60 proc. polskich nauczycieli to ludzie z pasją, połowa z nich ma nawet misję. To skutki eksplozji zaangażowania nauczycieli w końcu lat 90. oraz pielęgnowania przez wielu z nich rodzinnych tradycji w wykonywaniu zawodu. Ale zmiana systemu zaczęła to psuć. Powstały gimnazja i dostanie się do nich było nobilitacją, pozostanie w podstawówce uznawano za infantylne zajęcie. W szkołach też jest przecież hierarchia, tak jak np. u lekarzy, gdzie ten od pierwszego kontaktu jest niżej na szczeblach kariery zawodowej niż specjalista. Znaczenie miał też spadek płac. W latach 1989–1991 zarobki nauczycieli sięgały 120 proc. średniej płacy kadry kierowniczej. Od 1999 r. płace spadają, dziś są już poniżej tej średniej. Do tego jeszcze system awansu zawodowego, od stażysty do dyplomowanego. Ci najwyżej w systemie wciąż nieźle zarabiają, są pewni zatrudnienia, ale około 30 proc. to nauczyciele słabo opłacani, których można w każdej chwili zwolnić, i to bez uzasadnienia.

    A ludzie z pasją i pomysłami zderzają się z brutalną rzeczywistością.

    Gorzej, wręcz zniechęca się ich np. do prowadzenia eksperymentów pedagogicznych, bo to zbyt kosztowne i ryzykowne dla dyrekcji. Choć prawo pozwala na stosowanie w szkołach autorskich rozwiązań, nowych koncepcji kształcenia, z zadań nadzoru w 2009 r. usunięto wspieranie nauczycieli w podejmowaniu przez nich innowacji pedagogicznych. A po co mają coś sami zmieniać, skoro władza wie od nich lepiej, jak powinna wyglądać edukacja w szkołach? Kuratoria stały się już tylko policją wewnętrzną ministerstwa, która ma pilnować trzymania się podstawy programowej. To niszczy kreatywność i profesjonalną niezależność nauczycieli szkół publicznych.

    Z raportu NIK, o którym pan wspomniał, wynika, że na ponad 32 tys. kontroli przeprowadzonych przez ewaluatorów z nadzoru kuratoryjnego tylko w 42 przypadkach stwierdzono w szkołach niedostateczne efekty kształcenia. Skoro jest tak źle, to dlaczego wyszło im tak dobrze?

    Bo ewaluatorzy wyznaczani przez kuratoria bali się pisać krytyczne raporty. Musieliby wtedy je szczegółowo uzasadnić, a to oznaczałoby wejście w konflikt. Przecież ewaluator to też nauczyciel. Jak on ujawni czyjeś problemy, to inni ujawnią jego. Cały ten system od początku był zepsuty.

    A gdzie w tym wszystkim jest dobro ucznia?

    Dobro? O uczniu to tu w ogóle zapomniano. Chaos w polityce decyzyjnej MEN to potwierdza. Właśnie ministra edukacji Krystyna Szumilas odwołała wprowadzenie odpłatności za pobyt dziecka w przedszkolu za symboliczną złotówkę, co miało nastąpić już w przyszłym roku, a przewodniczący ZNP Sławomir Broniarz potwierdził, że wpędzenie sześciolatków do szkół jest ważne, by ochronić miejsca pracy dla nauczycieli! W oświacie toczy się rywalizacja antagonistyczna. Szkoły wielkomiejskie selekcjonują uczniów na wejściu, dobierają według progów punktowych, chcąc mieć tylko tych lepszych. Ucieka się też do łączenia szkół, np. podstawówek z gimnazjami albo gimnazjów ze szkołami ponadgimnazjalnymi. Wtedy w takim zespole szkół nauczyciel z placówki niższej przygotowuje ucznia i prowadzi do tej wyższej. Nikt nie jest zainteresowany, by jakoś szczególnie mocno przesiewać tych uczniów, bo przecież wtedy by się okazało, że w szkole niższej jest słaby poziom.

    I właśnie stąd dowcip zakończony zdaniem „pokoloruj rolnika”? Bo uczniowie umieją już tylko tyle?

    Szkoła nie uczy ich już umiejętności związanych z krytycyzmem, analizowaniem zjawisk w kategoriach przyczynowo-skutkowych, wyciąganiem wniosków. To zostało zredukowane przez samych nauczycieli. Nie dlatego, że nie chcą tego uczyć, ale takie są dzisiaj podstawy programowe. Odchodzi się od kształcenia spiralnego, powracania na kolejnych etapach edukacji do wcześniejszych zagadnień, łączenia i systematycznego pogłębiania wiedzy z różnych przedmiotów. Nie ma już podejścia interdyscyplinarnego. Teraz jest nauczanie liniowe. Widać to szczególnie na przykładzie matematyki, gdzie jest wręcz strach nauczycieli przed zadaniami otwartymi, których nie rozwiązuje się jedynie na podstawie określonego algorytmu. Ich wyjaśnianie wymaga bowiem więcej pracy z uczniem, pobudzania jego wyobraźni, zmuszania do myślenia abstrakcyjnego. Ale matematyk nie ma na to czasu. Musi gonić z programem, bo inaczej jego podopieczny nie zda testu.

    A jak ten podopieczny nie daje sobie rady nawet z podstawowym programem?

    To jest problem, bo nauczyciel dzisiaj nie informuje dyrektora, że ma słabszą grupę. Mądry dyrektor dałby mu wtedy dodatkowe godziny na poprawę wyników, ale realia są takie, że w szkołach toczy się walka o te godziny, to konkretny zarobek, kilkadziesiąt złotych do pensji. Polityka rozdawania takich godzin to broń w rękach dyrekcji. Nikt nie myśli o dobru słabszych dzieci, tylko o wypłacie. Oczywiście generalizować nie wolno, bo jak już mówiłem, są pasjonaci, ale z pasją wygrywa niestety zasada RWD.

    Czyli?

    Ratuj własną… Nie angażuj się, nie podskakuj, dziecko w twojej klasie i tak nie ma wyboru. Bo wciąż w Polsce mamy nieefektywny system z początku XX wieku, klasowo-lekcyjny. U nas klasa jest jak cela, a nauczyciel jak klawisz. W Europie Zachodniej, USA czy Australii od dawna już stosuje się modele konstruktywistycznej edukacji, a nie hierarchiczne, frontalne nauczanie jednorodnych wiekowo grup uczniów. Odchodzi się od klas, dziecko samo wybiera nauczyciela na każdym etapie, tworzy się zespoły zainteresowań, zróżnicowane kompetencyjnie. Tamtejsze szkoły są niezależne od ministerstw, nikt im nie narzuca, czego i jak mają uczyć. U nas na takie fanaberie nie pozwala władza. Mamy model żarłocznej centralizacji, bo to korzystne rozwiązanie dla polityków. W końcu oświata to armia ponad 600 tys. nauczycieli. A to tyle samo potencjalnych głosów w wyborach. Związkowcy też na tym korzystają. Słyszał pan o tym, żeby w USA czy w Niemczech związkowcy decydowali, jak należy kształcić czy wychowywać w szkołach? To po co kształcimy nauczycieli?

    Jakie mogą być długofalowe efekty naszej jakości kształcenia?

    Młodym ludziom proponuje się dziś wiedzę typu instant. Skondensowaną, która pozwala przebrnąć przez testy. A testy buduje się na zasadzie teleturnieju „Familiada”. Trzeba dać odpowiedź, jaki procent ludzi uważa tak czy tak. Kształcimy coraz większą liczbę osób, które są podatne na różne techniki manipulacyjne, osobowości radarowe. Wypuszczamy pokolenia nastawione zadaniowo, egoistycznie, unikające zagrożeń. A przecież istotą edukacji powinno być wykształcenie osobowości żyroskopowych, wewnątrzsterownych, kierujących się własnym rozumem, sumieniem, wartościami i poczuciem odpowiedzialności. Musimy dać młodym ludziom trwałe podstawy do samowychowania i samorealizacji, wytworzyć u nich zdolności do racjonalnych ocen, analizy, kierowania się sumieniem. Do tego potrzebna jest edukacja uwzględniająca formację zarówno etyczną, jak i filozoficzną.

    Jednak tych podstaw młodym nie przekazujemy, wciąż nauczając pod testy, pod wzór spodziewany…

    Konstruktorzy testów nie są w stanie, korzystając nawet z najbardziej skomplikowanych metod statystycznych, oddzielić faktyczny wpływ szkoły i nauczycieli na wyniki egzaminów państwowych od znacznie silniejszych czynników pozaszkolnych i osobowościowych. Co ciekawe, wyniki badań procesów testowania uczniów i ich wykorzystywania przez organy nadzoru czy organy prowadzące szkoły do określania, które placówki są dobre, a które gorsze, wykazują, że im częściej na podstawie testów rozlicza się szkoły i nauczycieli z poziomu nauczania, tym większa jest ich skłonność do zachowań zakłócających wiarygodność testów.

    Co pan ma dokładnie na myśli, mówiąc o zachowaniach zakłócających wiarygodność testów?

    Z analiz socjologów edukacji wynika, że władze szkół zaczynają redukować lub nawet likwidować te przedmioty z procesu kształcenia, które nie były związane z testowaniem wiedzy i umiejętności. Nauczyciele poświęcali więcej czasu na uczenie umiejętności rozwiązywania testów, zwłaszcza z pytaniami zamkniętymi, a w dniu przeprowadzanych testów porównawczych zachęcano słabszych uczniów do pozostania w domu. Zmniejsza się też liczbę zajęć z przedmiotów, które nie kończą się egzaminem.

    Ale przecież cele edukacji mamy zapisane w ustawie oświatowej, a nawet w konstytucji.

    No właśnie, i co z tego? Nasze prawo w tej kwestii jest nieistotne dla unijnych decydentów. Gdzie w tych wspólnotowych miernikach jest wskaźnik demokratyzacji edukacji publicznej, rzeczywistej współpracy szkoły z rodzicami i uczniami? W pokojach nauczycielskich dzisiaj montuje się zamki szyfrowe, by tylko uniknąć kontaktu z rodzicami i uczniami. Gdzie pomysł na stawienie czoła globalizacji? Nie jesteśmy samotną wyspą. Nasi abiturienci już zaczynają wybierać szkoły zagraniczne, lekceważą rodzimą edukację, bo jest siermiężna, konserwatywna.

    Młodzi są dzisiaj online, a szkoły wciąż pozostają offline.

    I tak będzie, bo rozdanie tabletów i wstawienie multimedialnych tablic nic nie da. Trzeba jeszcze umieć je wykorzystać. Edukacja musi zachować swoje klasyczne zadania, a metody i formy uczenia się powinny być nowoczesne. Nie można też wszystkim centralnie sterować z Warszawy, bez prawdziwej wiedzy o rzeczywistych potrzebach w regionach. Inaczej będą powtarzać się absurdy, jak ten z Łodzi, kiedy miejscowa szkoła dostała ze stolicy sprzęt dla niewidomych uczniów. Z tym że w szkole tej nie było ani jednego niewidomego. Ale niestety centralne sterowanie jest wygodne dla polityków, także dla związkowców, łatwiej się manipuluje społeczeństwem.

    Z całym szacunkiem, ale znów czuć teorię spiskową.

    I znów to nie spisek, tylko fakty. Gdy Edmund Wittbrodt był kilka miesięcy ministrem edukacji, dopiero w kilka lat później przyznał, że taki system oświaty jak nasz będzie podporządkowany instrumentalnie interesom polityków. I nie ma znaczenia, jakiej opcji będą to politycy. To wszystko jest groźne jeszcze z jednego powodu – naszej przyszłości. W Polskiej Akademii Nauk powstał raport Komitetu Prognoz „Polska 2050”, gdzie naukowcy przewidują, jak potoczy się historia przez najbliższe kilkadziesiąt lat i jakie będą losy naszego kraju. Dane są porażające. W Polsce zniszczono tkankę społeczną, szerzy się partyjniactwo, idziemy w kierunku autorytaryzmu. Mamy niskiej jakości państwo i słabo rozwinięte społeczeństwo obywatelskie. Inne kraje będą się rozwijać szybciej, świat będzie dążył do gospodarki i cywilizacji wiedzy, a nasza edukacja, jeśli się nic nie zmieni, temu nie sprosta. Staniemy się pariasami Europy.

    Chciałoby się krzyczeć: ratunku! Ale może jest jeszcze szansa na powstrzymanie tego upadku.

    Oczywiście, że jest. To zależy od nas. Dzisiaj już nie wystarcza reformowanie szkół z zastosowaniem administracyjnej strategii władzy, a więc przez zależność służbową, odgórnie określane kierunki działania czy propagandową argumentację o konieczności przemian. Proces ten może się powieść wówczas, kiedy ci, których ta innowacja dotyczy lub mieliby być w nią zaangażowani, sami odpowiedzialnie go kształtują. W autorytarnym społeczeństwie i systemie oświatowym kształci się głównie autorytarne osobowości, dlatego takiej strukturze społecznej przeciwstawia się inne struktury, w których demokracja następuje w drodze współdecydowania wszystkich obywateli o sprawach publicznych, a do takich należy edukacja.

    W strukturach demokratycznej oświaty znosi się układ sprawowania władzy przez wąskie grono osób na rzecz budowania wspólnot, w których władza znajduje się w rękach podmiotów edukacji – nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Niech rodzice doprowadzą do powstania rad szkół. To wspaniały organ uspołeczniający, oceniający pracę nauczycieli, dyrektora, diagnozujący realne problemy codziennego życia uczniów i ich nauczycieli w szkole, wspomagający pedagogów w doskonaleniu procesu kształcenia i – co najważniejsze – wychowania. Świetnie działa za granicą. To nie jest taki organ, jak rada rodziców, która poprzestaje na zbieraniu pieniędzy na wycieczki, pokrywaniu opłat za media czy remontowaniu sal lekcyjnych.

    Rodzice powinni współuczestniczyć wraz z uczniami i nauczycielami w zarządzaniu szkołą, domagać się innowacji i reagować na pojawiające się patologie. Dyrektorzy takiej oddolnej kontroli się boją, dlatego nie ma co liczyć na ich pomoc. Ale to nie powinno powstrzymywać rodziców przed działaniem. Muszą zjednoczyć siły i wymagać poprawienia jakości kształcenia, muszą się wspierać i stać murem za tymi, którzy mają w sobie gen działacza. Jeśli sami tego nie mamy, nie dyskredytujmy na klasowych zebraniach starań aktywnych rodziców. To działanie dla wspólnego dobra – naszych dzieci, naszej przyszłości.

    Rafał Drzewiecki
    http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/701245,zmierzamy_ku_edukacyjnej_katastrofie_sowietyzacje_zastapila_amerykanizacja.html

    za: http://marucha.wordpress.com/2015/05/19/zmierzamy-ku-edukacyjnej-katastrofie-sowietyzacje-zastapila-amerykanizacja/

  3. mgrabas Says:

    Mirosław Kokoszkiewicz: Który z kandydatów odważy się powiedzieć Polakom prawdę?

    Na placu boju pozostało już tylko dwóch kandydatów. Cieszę się, że Polacy wyraźnie dojrzewają do zburzenia gnijącego Systemu III RP. Cieszę się też, że popierając tak mocno Pawła Kukiza wykrzyczeli głośne WON niszczącemu nasza ojczyznę zaprzaństwu, złodziejstwu, partyjniactwu i lewactwu. Ale do rzeczy. Jest w końcu szansa by wymusić na obu pozostałych na placu boju politycznych rywalach odpowiedzi na bardzo ważne dla Polski pytania. Pytania, które dotyczą największego od przeszło dwudziestu lat tematu tabu.

    Oglądam sobie po raz kolejny spot wyborczy Andrzeja Dudy, a w nim dramatyczną scenę, w której szczęśliwa rodzinka podczas wycieczki rowerowej zbliża się do lasu. Mała dziewczynka nagle zsiada z rowerka i chcąc wbiegnąć między drzewa uderza buzią w metalową siatkę odgradzającą las. W tle słyszymy słowa: Według mediów zgadzał się (Komorowski, przyp. red.) na sprzedaż polskich lasów dla zdobycia środków na rekompensaty za powojenne wywłaszczenia. Polacy nie zgadzają się na to. Polskie lasy w polskich rękach.
    Po co ten ezopowy język? Dlaczego także PiS unika nazywania rzeczy po imieniu? Szczerze mówiąc wolałbym mieć wyłożoną kawę na ławę i móc usłyszeć, że te enigmatyczne „rekompensaty za powojenne wywłaszczenia” to 65 miliardów złotych, jakich bezprawnie od Polski domagają się środowiska skupiające żydowskich geszefciarzy od lat szantażujących nasz kraj. Najjaskrawszym przykładem tego planowanego rabunku i bezczelnego szantażu były te oto słowa Izraela Singera wypowiedziane 19 kwietnia 1996 roku podczas Światowego Kongresu Żydów: Będziemy nękać ich tak długo, dopóki Polska się znów nie pokryje lodem. Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym.

    Od wypowiedzenia tych słów minęło już niemal dwadzieścia lat i wyraźnie widzimy, że owe żydowskie pogróżki nie były słowami rzucanymi na wiatr, a w proces upokarzania Polski zaangażowało się wiele państw na czele z Niemcami i USA. Niestety nie zbrakło i tu w Polsce miejscowych łajdaków, którzy do akacji szkalowania naszej ojczyzny na arenie międzynarodowej dołączyli. Nie wiadomo tylko na ile srebrników liczą z tej gigantycznej kwoty, którą planuje się nam ukraść?

    Ja, jako obywatel chciałbym otrzymać od obu kandydatów na urząd prezydenta jasną i jednoznaczną odpowiedzi na pytanie o ich stosunek do żydowskich bezczelnych roszczeń. Chce odpowiedzi jasnej i prostej w myśl biblijnego nakazu, Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:33-37). Wszak obaj kandydaci deklarują się, jako katolicy. Jednak do świetnie poinformowanego urzędującego prezydenta wywodzącego się z partii rządzącej miałbym kilka pytań dodatkowych.

    Podczas uroczystego otwarcia w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich prezydent Izraela, Re’uwen Riwlin w wypowiedzi dla PAP odnoszącej się do żydowskich roszczeń majątkowych stwierdził, że pamięta „o złożonych obietnicach i podpisanych umowach”. Panie Komorowski, jako ubiegająca się o reelekcje głowa państwa proszę odpowiedzieć nam Polakom na pytanie, kto w tajemnicy przed narodem składał Żydom jakieś obietnice i podpisywał nieznane obywatelom umowy? Czy za plecami Polaków podjęliście jakieś zobowiązania i wyraziliście zgodę na ograbienie nas wszystkich z astronomicznej kwoty sięgającej przeszło 230 mld złotych? Nie ma takiej możliwości, żeby najwyższy urzędnik w państwie tego nie wiedział. Proszę, więc nie bredzić i nie serwować Polakom zdartej płyty złożonej z żałosnych i wyświechtanych komunałów, co stało się pańską specjalnością. Pytam w imieniu moich rodaków, jakie kwity podpisano, bo nie wierzę, że prezydent Izraela kłamał?

    I teraz druga sprawa, która jak pod szkłem powiększającym ukazuje nam tchórzostwo zaprzaństwo oraz zupełny upadek ukształtowanej po Magdalence zdradzieckiej szajki nazywanej polską klasą polityczną. Oto w ostatnich dniach byliśmy świadkami sensacyjnej i śmiało można powiedzieć przełomowej wypowiedzi, jakiej największemu niemieckiemu opiniotwórczemu dziennikowi „Sueddeutsche Zeitung” udzielił prezydent Niemiec, Joachim Gauck. Stwierdził on ni mniej ni więcej: Jesteśmy … potomkami ludzi, którzy zostawili za sobą ślady zniszczenia w Europie podczas drugiej wojny światowej – w Grecji i innych miejscach, o czym wiedzy nie dopuszczaliśmy do siebie żenująco długo …Słuszną rzeczą do zrobienia dla kraju świadomego historii jak nasz jest rozważyć, jakie mogą być możliwości reparacji.

    Prawnie dowiedziono, że strona Polska nigdy skutecznie nie zrzekła się prawa do reparacji wojennych i jak wyliczył doktor Grzegorz Kostrzewa-Zorbas należy nam się od Niemiec 845 mld dolarów. Tuż po wojnie specjalnie powołana komisja oszacowała nasze straty na 49 mld dolarów, a według Zarządu Rezerw Federalnych USA tej kwocie odpowiada dzisiaj już po uwzględnieniu tylko samej inflacji właśnie 845 mld zielonych i to bez oprocentowania należącego się za zwłokę. W przeliczeniu daje to prawie 3 biliony złotych.

    Dlaczego po sensacyjnych słowach Gaucka milczy nie tylko rząd, ale i obaj pozostali na polu walki kandydaci na urząd prezydenta? Dlaczego lekką ręką i potajemnie próbuje się zaspokoić bezprawne roszczenia „przedsiębiorstwa Holokaust” i jednocześnie tchórzliwie milczy się na temat gigantycznych pieniędzy, które mówiąc kolokwialnie należą nam się od Niemiec jak psu micha? Sam prezydent Gauck otworzył Polsce furtkę, a banda karłów podających się za władzę i elity milczy. Czy znajdzie się jakiś dziennikarz, który przed ostatecznym wyborczym rozstrzygnięciem zapyta wprost o te sprawy obu kandydatów? Dlaczego głosu na ten temat nie zabiera kandydat Andrzej Duda, który bezustannie twierdzi, że najważniejszy jest dla niego polski interes narodowy? Dlaczego nie o tym, ale o macaniu kur i nie umytych nogach pieprzy coś żałosny gajowy Bronek? Coś mi się wydaje, że dzisiejszy układ polityczny, do którego zaliczam również największą opozycyjną partię, może zagwarantować nam jedynie to, że wypłacimy Żydom bezczelnie wyłudzane 65 mld dolarów, a o te 845 mld dolarów od Niemiec nawet pies z kulawą nogą nigdy się nie upomni.

    Przez cale lata wmawiano nam, że Polska jest otoczona wielkim gronem przyjacielsko usposobionych do nas państw. Oby już wkrótce nie okazało się, że jak pisał Ignacy Krasicki:

    Gdy więc wszystkie sposoby ratunku upadły,
    Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły

    Co najsmutniejsze wśród tych psów aż roi się od miejscowych skundlonych Burków.
    Panie Komorowski, Panie Duda. Polacy muszą poznać prawdę. Zgoda na zaspokojenie bezprawnych żydowskich roszczeń i tchórzliwa rezygnacja z należnych Polsce reparacji ze strony Niemiec jest zdradą polskiego narodowego interesu. Na to nie ma i nigdy nie będzie zgody.
    Czy przed decydującym wyborczym starciem Polacy otrzymają odpowiedź na postawione pytania? Szczerze mówiąc bardzo wątpię, bo kto niby miałby o to zapytać? Ta tchórzliwa dziennikarska psiarnia merdająca ogonami na widok władzy i możnych tego świata?

    Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie
    http://www.warszawskagazeta.pl/

    Dla Wirtualnej Polonii autor,
    Mirosław Kokoszkiewicz

    źródło: http://wirtualnapolonia.com/2015/05/19/miroslaw-kokoszkiewicz-ktory-z-kandydatow-odwazy-sie-powiedziec-polakom-prawde/

  4. mgrabas Says:

    „Ze Świata said

    2015-07-06 @ 09:27

    Na wyniki referendum w Grecji natychmiast zareagował nasz narodowy Donald Dyzma, który na wtorek zwołał nadzwyczajny szczyt unijnych przywódców.
    Europejscy przywódcy nie zwołują nadzwyczajnych szczytów z powodu rosnącego bezrobocia, z powodu biedy społeczeństwa, wykluczenia społecznego czy katastrofalnej demografii. O nie, co to to nie!
    Ale niech tylko pojawi się groźba, że bankierzy nie dostaną swoich pieniędzy z napompowanych bańkami spekulacyjnymi kredytów – wtedy wszyscy umiłowani przywódcy, a zwłaszcza Tusk dostają pier dolca. Oto do czego potrzebna im jest Unia – do pilnowania interesu bankierów i spekulantów finansowych.
    I za to właśnie banksterstwo napełnia im koryta i pilnuje by do koryt były przyspawane tylko ryje nasich.
    Brawo Grecja!!! Jako pierwszy kraj postawiliście się bankierom, mimo, że konsekwencji nie da się na razie przewidzieć.
    Następna do golenia i pod gilotynę będzie Polska. Dług już przekroczył bilion zł. Tego nie da się zwrócić nawet przez 5 pokoleń. Ale Polacy nigdy się nie postawią tylko jak idioci będą słuchać nakazów polityków z PO lub PiS. A w sprawie kredytów to akurat obie te partie mają taki sam program: pożyczać jak najwięcej ile tylko się da na konto przyszłych pokoleń”

    źródło: http://wirtualnapolonia.com/2015/07/06/greckie-nie-w-referendum-nie-na-dalsze-okradanie-kraju/#comment-158464

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s